12 luty

przez , 23.lut.2017, w Życie

„Chciałbym żebyście pamiętali, że bycie szczęśliwymi nie oznacza posiadania nieba bez burz, dróg bez wypadków, pracy bez trudu, relacji bez zawiedzeń. Być szczęśliwymi to odnajdywać siłę w przebaczeniu, nadzieję w walkach, pewność na scenie strachu, miłość w nieporozumieniach. Być szczęśliwymi to nie tylko doceniać uśmiech, ale także zastanawiać się nad smutkiem. Nie tylko świętować sukcesy, ale wyciągać lekcje z upadków. Nie tylko czuć się radosnymi pośród aplauzów, ale być radosnymi w anonimowości. Być szczęśliwymi to uznawać, że warto żyć, pomimo wyzwań, nieporozumień i okresów kryzysu. Być szczęśliwymi to przestać czuć się ofiarą problemów i stać się aktorem własnej historii. Być szczęśliwymi to nie tyle mieć doskonałe życie, ile raczej umieć wykorzystywać łzy, by nawadniać tolerancję. Wykorzystywać straty, by wyrabiać cierpliwość. Wykorzystywać błędy, by kształtować pogodę ducha. Nie wypierać się nigdy osób, które się kocha, nie rezygnować nigdy ze szczęścia”

Zostaw komentarz więcej...

miłość

przez , 31.sty.2017, w Życie

Chciałabym móc powiedzieć, że jesteśmy ogromnymi szczęściarzami. Nie ważne czy jemy wykwintną potrawę w ekskluzywnej restauracji czy pizzę w zaciszu domowym, gdziekolwiek jesteśmy, to pragnę byśmy byli szczęśliwi. Cudowne życie pomimo burz, które przejdą nad nami. Przecież po każdej nocy przychodzi dzień a po burzy spokój. Słowo miłość…Każdemu kojarzące się inaczej. Niestety czasami bardzo banalnie. Uważam, że miłość, to setki nieporozumień, tysiące kłótni i miliony małych momentów, które są bezcenne. Takiego uczucia warto szukać do upadłego, wszędzie. Jest to długa droga by obudzić się obok tego właściwego. Trzeba być czujnym by nie stracić tego. Już jako mała dziewczynka wierzyłam w miłość. Dziś mam 37 lat. Dalej towarzyszy mi wiara w nią. Jestem na dobrej drodze do spełnienia. Im bliżej mety, tym większa obawa. Obawa przed zniknięciem. Czasami czuję sie jak małe dziecko, które odczuwa strach  przed zabraniem  najukochańszej zabawki przez starszego kolegę. Czasami myślę, że to czego pragnę zawsze mi umyka albo jest to odbierane. Niestety poznałam wiele historii nieznanym mi ludzi. Napatrzyłam się zadawane rany, słuchałam kłamstw. Mozna przez to zwątpić w piękno miłości…jednak nie o przykrych odczuciach chciałam dzisiaj pisać, a wręcz przeciwnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że osoba która staje sie dla mnie kimś bardzo ważnym, bedzie to czytać. Oczywiście jak wszystko ma swoje plusy i minusy. Żartobliwie , to nawet bateria je posiada :) Dzisiejszym tematem jest miłość. Wielu ludzi, naukowców zastanawiało się nad terminologia tego słowa. Każdy ma prawo interpretować, postępować według własnego odczucia, pragnienia. Spełniona miłość jest wtedy gdy dwoje ludzi pod słowem miłośći odnajdzie dla siebie podobne wartości. Miłość….Uczy nas bycia odpowiedzialnym za drugą osobę, uczy szacunku, godności i oddania.  W miłości dawanie jest jednoznaczne z przyjmowaniem, otrzymywaniem. Moja radość zlewa się z radością drugiej osoby. Rozkwit drugiej osoby jest jednocześnie moim rozwojem. Miłość ludzka nabiera wymiaru boskiego, gdy przezwycięża swoje egoistyczne „jestestwo”, czyli nature człowieka, strefę  uczuć i przeżyć . Miłość jest gdy  Człowiek  wychodzi ku drugiej osobie i pragnie jej dobra. Jest wolny w miłości a nie podporządkowany prawom natury (samemu seksowi). Ona  wyraża wszystko to, co mamy, angażuje wszystko to, czym jesteśmy, wszystko przewyższa, ponieważ jest darem darmo danym. Trwanie w miłości jest dawaniem siebie, przebaczaniem sobie, dopełnianiem się i okazywaniem sobie wyrozumiałości. Piękne, prawda ? Wierzę w taka miłość…..i wszystkich do niej zachęcam. Jednak muszę wspomnieć o trudnościach w podróżowaniu do niej. Mój towarzysz podróży, to cudowny człowiek, bardzo wartościowy i wyjątkowy. Mam nadzieję, że wysiądziemy na tej samej stacji. Stacji docelowej starość.

Zostaw komentarz więcej...

zawitała nadzieja

przez , 29.sty.2017, w Życie

Ks. Józef Tischner napisał  „Iskra nadziei, choćby niewielka, to ruch, życie, moc do podejmowania trudów”. Bo właśnie nadzieja jest tym swoistym motorem napędowym naszych dążeń, starań, wysiłków, wyrzeczeń i poświęceń. To ona motywuje i podnosi, odświeża i popycha, jest „solą” naszej aktywności. Stan bez nadziei, beznadziejność, jest zatrzymaniem aktywności, rozwoju, jest ciosem w samo życie człowieka. „Beznadziejność jest śmiercią duchową. Kiedy znika nadzieja, tracimy sens życia. Jak długo człowiek ma nadzieję, tak długo dostrzega sens wszystkich swoich wysiłkó”

Nadzieja sama w sobie, niezależnie od obiektu w którym jest zakotwiczona, jest i zawsze pozostanie wartością w życiu człowieka. Moim obiektem stał się ktoś bardzo wyjątkowy. Jego wyjątkowość przypomina odbicie lustrzane mojej duszy. Czułość, wrażliwość, wyrozumiałość, lojalność, oddanie, wierność……te wartości zasługują na szczególne wyróżnienie. Jest ich o wiele więcej. Z każda chwila odkrywam kolejne. Cudowne doznania, miłe zaskoczenie. To ona- nadzieja, choć sama w sobie jest „drogą”, potrzebuje wypełnienia, domaga się osiągnięcia celu, dąży do „mety”, gdyż tam dopiero znajduje swoją pełnię, bowiem osiągnięcie celu ją uwierzytelnia, zaświadcza o tym, że nie była płonna, oszukańcza, fałszywa. Pojawia się strach, obawy przed rozczarowaniem….jednak warto zaryzykować…..



Zostaw komentarz więcej...

nieznajomy cytat

przez , 22.sty.2017, w Życie

„Jedni ludzie pojawiają się w naszym życiu po to by je rozjaśnić inni zaś by je złamać a jeszcze inni by czegoś nas nauczyć. Czasem są obok nas tylko chwilę a nie długie lata. Bywa i tak, że ta właśnie chwila, wnosi więcej do naszej historii niż całe życie. Więcej radości, smutku, miłości, rozpaczy, zmian czy ran niż wszystko inne, co spotyka nas każdego dnia. Zaskoczenia bywają trwalsze niż wielomiesięczne plany a jeden przypadek, może je całkowicie zrujnować. Patrzę wstecz i widzę te przypadki i niespełnione plany, zmienione szlaki i zaskakujące wybory. Owocne znajomosci i ludzi, którzy nie zaslugiwali na choćby minutę obecności w moim życiu. Dobro które powróciło i zło dosięgające jak karma. Tyle szarości ile barw, które namalowały moją historie do dzisiejszego dnia.”

Zostaw komentarz więcej...

W sieci Sigmunda Freuda

przez , 29.gru.2016, w Życie

„Najbardziej jesteśmy narażeni na cierpienie, gdy kochamy.”

„Nasze na­miętności często stają się naszy­mi nieszczęściami. ”

„Sport jest sub­li­macją popędu do przygląda­nia się i ten­den­cji: sa­dys­tycznych, ek­shi­bic­jo­nis­tycznych, ho­moero­tycznych i ero­tyki ruchowej. ”

„Cóż, nie mamy innego środka, by opanować naszą popędliwość, jak tylko inteligencja.”

Te jak  wiele innych słów,  austriackiego neurologa i psychiatry, twórcy psychoanalizy, są wielopokoleniowe.Uważa się go powszechnie za „ojca” jednego z najważniejszych kierunków we współczesnej psychologii -psychoanalizy, mimo że obecnie główny nurt tego kierunku odrzucił już właściwie większość oryginalnych koncepcji Freuda – zachował jednak jego metodę dociekania źródeł problemów psychicznych ludzi. Ostatni temat ze spotkania towarzyskiego… dał mi wiele do myślenia. Pomyliłam imię w rozmowie z kolegą… Według psychoanalizy pomyłki takie spowodowane są nieświadomymi, zablokowanymi motywacjami (w szczególności seksualnymi…), które mimo woli wychodzą na światło dzienne. Freud twierdził, że tego rodzaju pomyłka ma charakter kompromisu: z jednej strony wyraża odrzucone życzenie, a z drugiej strony sposób, w jaki wyraża się to życzenie jest tak zawoalowany, że zwykle nie daje się jednoznacznie świadomie zinterpretować i dzięki temu pomyłkę taką można zlekceważyć. Na szczęście mój rozmówca zlekceważył ją. Ostatnie dni a nawet miesiące , to jedna wielka pomyłka. Czy tez powinnam to zlekceważyć ? Za bardzo się wszystkim przejmuję. Obawiam się jutra. Jednak strach jest rzeczą naturalną. Tylko głupi nie odczuwa go. Za kilka dni koniec roku. Mam nadzieję, że również i ” pomyłek” .

 

 

Zostaw komentarz więcej...

po dłuższej przerwie jestem

przez , 20.paź.2015, w Życie

Cisza nie zawsze oznacza kres bycia …czasami wyciszenie pomaga nam w odbudowie swojej siły, poczucia wartości. Szukamy odpowiedzi kim jesteśmy, czego pragniemy…pomimo nurtujących nas pytać nasze życie trwa. Codziennie rano odrywamy kolejną kartkę z naszego kalendarza. Nie ważne czy w ciszy z ukrycia czy z podium. Życie trwa. Życie to zbiór różnych chwil. Niestety nie zawsze wypełniających nasz szczęściem…Nie mogę uwierzyć że dziś jestem narzeczoną najwspanialszego mężczyzny jakiego kiedykolwiek poznałam, spotkałam na swojej ścieżce życia. Chwilo trwaj…niestety nie mogę cieszyć sie z tego w pełni. Problemy w relacjach z bliskimi bardzo mnie przygnębiają. Jak to mówią? nie tylko piękne słowa, przeżyte chwile łączą i budują związek. Głównym fundamentem jest to jakie ma serce do Ciebie i innych.Jaką jest podporą, wsparciem. Moja miłość doświadcza tego i trwa. Dziękuję za to …

Zostaw komentarz więcej...

ulało się !!!

przez , 12.cze.2013, w Życie

Mało jest na świecie osób, które usłyszały tyle przykrych słów co ja !!! Znalazłam się w toksycznej sieci pełnej chorej zazdrości, zaborczości. To początek podobny do tego, o którym pisałam na początku tego bloga. Myślałam że dam radę. Byłam pewna,że miłość potrafi przezwyciężyć wszystko ! Ja nie potrafię pokonać w sobie tych ran, które zostały zadane okropnymi słowami, dalekimi i odległymi od prawdy. Zapewne padło by pytanie, a jaka jest prawda?! Odpowiedziałabym -okrutna, niesprawiedliwa. Znów czuję się jak Syzyf, który wtacza wielki głaz na szczyt góry. Niestety gdy jest prawie na mecie, to stacza się na sam dół……ze mną jest bardzo podobnie. Myślała,że osiągnęłam szczyt pragnień. Miłość, rodzina była na wyciągnięcie ręki, gdy nagle otworzyłam oczy i znalazłam się na dnie. Znów upadek. Pomimo,że kolejny, to tak samo boli a może i bardziej. Na pewno inaczej. Jestem starsza, dojrzalsza. Moje oczekiwania, pragnienia zmieniły się od tych z dawnych lat. W znacznym stopniu wypaliła się dusza romantyczki. Realizm życia objął większą jego  część. Gorycz, którą odczuwam połyka wszystkie łzy, które nie mają ujścia. Duszę w sobie bolesną prawdę a może dalej się oszukuję ? wiem że kocham i jestem w pełni oddana temu co mam.Niestety Ktoś uważa inaczej. Ciągłe oskarżenia stały się niemal normalnością. Dziś jednak granica została przekroczona!!! Chcę zamknąć oczy a po przebudzeniu poczuć że to tylko zły koszmar, o którym szybko zapomnę. Chcę wrócić do Oazy szczęścia, którą jeszcze niedawno miałam. Gdzie te ciepło ? gdzie ta czułość? Pytam się gdzie ? Złość jest okropnym uczuciem tak samo bezsilność.Co ja mam zrobić by ktoś otworzył oczy i wreszcie był tym kogo poznałam !!!  Mówią,że Bóg jest! Może mnie przed czymś broni ? NIEROZUMIEM

Zostaw komentarz więcej...

postawa

przez , 03.cze.2013, w Życie

Zawsze myślałam, że związek dwojga ludzi, to jedna walka z problemami dnia codziennego. Cieszę się, że nie należę do rodziców, którzy uparcie obstają za słusznością swoich dzieci i potrafią słuchać prawdy bez względu na wszystko. Każdy rodzić chce i powinien być dumny ze swoich pociech. Każdy wiek ma swoje prawa nawet ten najbardziej zbuntowany. Czasami nasze starania owocują z dużym opóźnieniem ale owocują, Jednak należy się starać i wspólnie, partnersko przechodzić przez najgorszy opór. Niestety, niekiedy odnoszę wrażenie, że walczę z wiatrakami. Pomału dojrzewam do prawdy, której nie chce zauważać. Ktoś kto powinien stać murem za moją postawą, staraniami zarzuca kłamstwo? Nie potrafię tego zrozumieć! Bardzo boli słuchanie słów, które za moją dobroć, otwartość, starania i poświęcenia trafiają jak tępa strzała prosto w klatkę piersiową. Szkliste oczy, smutna twarz i spokojna rozmowa prowadzi do wbijania kolejnych strzał. Czy tak wygląda codzienność w większości Polskich domów ? Czy dzieci mogą aż tak poróżniać dwoje dorosłych ludzi ?

Zostaw komentarz więcej...

Życie…

przez , 19.maj.2013, w Życie

Zakładając bloga dość szybko udało mi się znaleźć odpowiedni tytuł mówiący  o jego przesłaniu. Życie…krótkie słowo mówiące o wszystkim. Wzrusza, cieszy a nawet i rani. Takie jest właśnie życie. Dziś natrafiłam na mądrą wypowiedź.
W wielu momentach życia jedynie czego pragniemy to odpuścić i zrezygnować…a przecież sens tkwi w tym, by odszukać coś, co nie pozwoli nam się poddać. Musimy upaść, po to, żeby umieć się podnieść. Podnosimy się po to, by za jakiś czas upaśc znowu. Głupie ? Nie, takie jest właśnie życie.

Teraz moje szkliste i mokre oczka potwierdzają to. To jest jedna z tych chwil gdzie szczęście jest czymś bardzo odległym od mojego życia. Gromadzę w sobie tyle złości, smutku że ujście jest jak bomba, mina.Czeka aż ktoś ją przypadkiem  nadepnie by mogła wybuchnąć. Dlaczego jest mi przykro ? ponieważ bardzo się staram dbać o wszystko i wszystkich. Obiecałam sobie że nie będę tego robić jednak duszy, charakteru nie da się oszukać. Nie jestem ideałem czy chodzącym Bóstwem jednak nie można mi zarzucić kłamstwa, obłudy czy fałszu. Tak wiele przykrych słów już usłyszałam…nawet „poczułam” niektóre z nich……pragnę mieć tylko kochającą się rodzinkę TYLKO a zarazem TAK WIELE…….

Zostaw komentarz więcej...

Majowy bez…

przez , 18.maj.2013, w Życie

Nic nie pachnie tak jak majowy bez……Miesiąc ten ma nazwę Bogini Mai, matkę Boga Merkurego być może dlatego jest taki wyjątkowy …..Dusza „budzi” się z zimowego snu, rozkwita jak bez, który swym zapachem pobudza. Rozpieszcza zmysły a my chcemy chłonąć wrażenia całym sobą. Majowy bez jest siecią magiczną!!! Dopełnieniem wyjątkowości chwil są słowa Kazimierza Przerwy-Tetmajera :

” Mów do mnie jeszcze…za taką rozmową tęskniłem lata…Każde Twoje słowo słodkie, w mym sercu wywołuje dreszcze-mów do mnie jeszcze…”

Zostaw komentarz więcej...

wyjątkowość…niech przetrwa reinkarnacje

przez , 09.kwi.2013, w Życie

Zastanawiałam się jak ująć słowami i opisać kogoś wyjątkowego. Natrafiłam na pewną myśl, która odzwierciedla te myśli, które krążą po mojej głowie na samą myśl o nim.
” Wyjątkowy człowiek jest jak czterolistna koniczyna…spotykany rzadko ale daje wiele radości i nadziei na szczęście…”
W miłości nie pot­rzeb­ny nam blask fleszy, by stać się wyjątko­wym wśród gwiazd świata…



Zostaw komentarz więcej...

brrr

przez , 29.mar.2013, w Życie

Gdy ogarnia Cię złość, to pragniesz wyrzucić ja z siebie… Jednak tłumione emocje nie są przyjazne dla nikogo. Odmienne zdanie inny punkt widzenia może wywołać burzę złości. brrrr.  Ostatnio pewna piosenka uspakaja mnie i wycisza. Posłucham jej jeszcze raz-polecam.

Zostaw komentarz więcej...

bol

przez , 19.mar.2013, w Życie

Słowo „ból”  jest krótkim słowem lecz długim cierpieniem. Za jego treścią kryje się wiele. Ból fizyczny a ból psychiczny….nie wiem, który jest gorszy. Rozcięta skóra kiedyś się zagoi,  idąc w zapomnienie. Zupełnie inaczej jest ze zranionym i rozdartym sercem. Czas nie leczy ran, nie wymaże wspomnień tylko uczy z nimi żyć. Czasami w ciągu jednej chwili można zniszczyć wiele-niemal,że wszystko…Jak uwierzyć w obietnicę…

Czas nie leczy ran, tyl­ko przyz­wycza­ja do ich noszenia
pa­kując w ko­loro­wy ple­cak nadziei na lepsze.

Doświadczyłam już tego….Czas nie leczy ran, on tyl­ko uśmie­rza ból. Wys­tar­czy nieos­trożny krok, a ra­ny od­no­wią się ze zdwo­joną siłą. Wtedy PRZETRWAĆ jest o wiele trudniej. ….Potrafią złamać najtrwalszą duszę !!!!!!

Zostaw komentarz więcej...

mam dość………

przez , 30.gru.2012, w Życie

Nie można prosić o miłość, ciepło czy dotyk. Rzeczy na pozór banalne a zarazem stanowiące wielki problem. Zadaję sobie pytanie dlaczego osoba, którą kochamy może świadomie ranić i być egoistą. Inwestujemy uczucia….przelewany morze ciepła…..wulkan ognistej lawy  by usłyszeć zarzuty, które jak trucizna zżerają nas od środka……

Byłam przekonana,że rozmowa czyni cuda, ze próba tłumaczenia jest czymś uleczalnym….teraz już wiem ,że do tanga trzeba dwojga.Egoiści śpią a inni popijają szampana próbując zapomnieć pewne słowa……Czy Nowy Rok będzie lepszy ?! Zaczynałam ten rok ze łzami w oczach …..marząc o czymś nieosiągalnym….ciągłe złudzenia i rozczarowania niszczą mnie….!!!!

Zostaw komentarz więcej...

Brak tytułu

przez , 31.sie.2012, w Życie

Może kiedyś zrozumiesz,że mój chłód jest głośnym wołaniem o Twoje ciepło. !!!!!!!!!!!!!

Dziwny , przejściowy stan…..Smutno bez tego. 
Obejrzałam film gdzie akcja toczyła się w Paryżu. Moment zamykania kłódki na jednym z mostów zwanych mostem zakochanym…przypomniał mi wiele. Zamknięta na nim kłódka symbolizuje JEDNOŚĆ do końca życia. Silną więź, której nie można przerwać. Widziałam ten most jedynie na zdjęciach i filmie. My również mamy takie miejsca a także inne miasta w Polsce. Mam swoją kłódkę, którą odwiedzam czasami……
Paryż był jednym z pierwszych miejsc gdzie chciałam pojechać i przeżyć jakąś romantyczną historię. Niestety do dnia dzisiejszego nie było mi dane spełnić swojego marzenia. Kilka dni temu ktoś ważny w moim życiu tam był. Dostałam mały upominek….dopisek ” że jeszcze tam będę” plus mapa miasta, która znów  pozwoliła mi  uwierzyć,że wszystko jeszcze zdarzyć się może……może nie zamknę kłódki na moście z osobą, którą bym chciała wspólnie to uczynić ale zamknę w imieniu nas obojga.
Zostaw komentarz więcej...

rodząca się złość

przez , 25.sie.2012, w Życie

Od miłości do nienawiści jeden krok. Dlaczego tak się dzieje ??? Od pozytywnych, pełnych uniesień doznań aż do oziębłości…..To bardzo krótka droga.Czasami jedna chwila może zmienić wszystko, jeden sms, jedna rozmowa telefoniczna, czy jedno wyznanie. Czasami jest to bardzo śmieszne ale bardzo prawdziwe.

Wydaje mi się,że jestem na etapie stawiania tego kroku…coraz bardziej zniechęcam się do kogoś bliskiego. Właściwie , to On sam zniechęca mnie do siebie…to co mówi, w jaki sposób do mnie mówi a przede wszystkim egoistyczne zachowanie nie pokazujące szacunku do mojej osoby. Czy „przyjaciele” się tak zachowują? Rujnuje moją Krainę, którą tak bardzo lubię….w której tkwiliśmy razem ciesząc się każdym jego promykiem. 
Jestem rozdarta, bo czasem myślę o Nim jak o kimś zupełnie wyjątkowym, szczególnym , a już następnego dnia wydaje mi się, że jednak moje uczucia sympatii są zupełnie odwrotne, czuję niechęć….nie mam pojęcia dlaczego targają mną takie sprzeczne uczucia….
ps
teraz już wiem,że czyjaś żona może zmienić wszystko
Zostaw komentarz więcej...

dziwne uczucie

przez , 22.cze.2012, w Życie

Dziwne uczucie gdy ma się „coś” na wyciągnięcie ręki, a zarazem” coś „nieosiągalnego .Paradoks zaprzeczeń. Paradoks pragnień…Jak poradzić sobie z „zakazanym owocem” gdy tak bardzo smakuje.Nawet minimalna degustacja jego wprawia w stan podniecenia. Nawet myśl o nim jest czymś wyjątkowym…..ahhh 

1 komentarz więcej...

udawanie

przez , 17.cze.2012, w Życie

Najgorsze jest ciągłe udawanie…Człowiek mający powód do radości skacze, krzyczy całemu światu i pokazuje swym uśmiechem,że jest bu dobrze.Jego źrenice wyświetlają iskierki. Piękne uczucie. Jednak przewrotność naszego życia jest jak szachownica. Czarne, białe,czarne białe……niestety czasami zamiast iskierek w oczach pojawiają się łzy. Wsparcie rozmową jest wtedy bardzo potrzebne. Najgorsze jest udawanie ,że nic się nie dzieje. Milczenie, duszenie w sobie jest okropne. Sztuczny uśmiech może pojawić się na twarzy ale to nie spowoduje rozpalenia iskierek szczęścia…..

Za kilka dni wyjeżdżam w góry. Stanę na szczycie, spojrzę w dół…spojrzę przed siebie….rozejrzę się, krzyknę…echo odpowie …..
Zostaw komentarz więcej...

Kraino !!!! Bądź jak….

przez , 28.maj.2012, w Życie

Bądź jak światło, które wędruje przez noc i po drodze zapala zgasłe gwiazdy.

Piękne słowa tworzące prawdziwe wyznanie ciepła….Poruszają nie tylko dusze romantyków. Jestem przekonana,że rozbudzą nawet najbardziej wygasły wulkan. Miesiąc maj ” towarzyszy” naszym „hormonom”. Ja czuję się wspaniale mając  to wszystko dookoła. Tkwię w świecie spokoju. Codzienność wraz z Krainą Łagodności to dopełnienie szczęścia i wewnętrznego zadowolenia.Z czystą śmiałością porównam uczucie te do jedzonych truskawek z nagich  płatków kobiecości. Od kilku dni czuję w powietrzu zapach pożądania…Pragnąć i być pożądaną , to te światło, które wędruje przez noc i zapala zgasłe gwiazdy.
Zostaw komentarz więcej...

wypalona literacko i poetycko

przez , 08.kwi.2012, w Życie

Moja dusza nie śpiewa….moja dusza nie płacze….moja dusza nie czuje uniesień……moja dusza nie cierpi….zapewne to jest powodem mojego wychechłania literackiego. Kilka prób….i nic….ale wrócę !!!!!

Zostaw komentarz więcej...

zapomniane okruchy szczęścia…..

przez , 10.lut.2012, w Życie

„Okruchy szczęścia” na płaszczyźnie zawodowym, to wspomnienie. Odległe poczucie spokoju i zadowolenia. Wypłynęłam na głębiny innowacji….Niestety nowości złych. Zmiana stanowiska pracy hmmmm. Zawsze myślałam a wręcz byłam przekonana,że starania będą pozytywnym uznaniem pracownika. Naiwność to kolejna wada, którą odkryłam we własnym wnętrzu. Pewne wydarzenia z sprzed kilku lat wzmocniły i ukształtowały mój charakter. Mała walka o swoje racje dała mojemu samopoczuciu mały upust złości. To jeszcze nie wszystko na co mnie stać…..Bez walki nigdy się nie poddaje. Nawet gdy nie wygram będę zadowolona, że walczyłam. Już coś zyskałam.!

Zostaw komentarz więcej...

„czasami życie bywa znośne….”

przez , 02.lut.2012, w Życie

” Czasami życie bywa znośne…” są to słowa Wiesławy Szymborskiej. Niestety odeszła doskonała poetka. Pozostawiła po sobie piękne słowa…..które idealnie pasują do słów Ryszarda Rydla byłego piosenkarza zespołu Dżem. W jednej bardzo znanej piosence śpiewa …” w życiu piękne są tylko chwile….dlatego czasem warto żyć…” Bardzo podobne stwierdzenie choć przekazane w zupełnie inny sposób, na  innej płaszczyźnie. Utożsamiam się z nimi. Życie jak sama nazwa mojego bloga jest bardzo przewrotne. Niejednokrotnie wspominałam i pisałam o tym.

Znów poczułam się fajnie. „Czasami” przydarzają nam się fajne chwile….. 
Zostaw komentarz więcej...

dziwny dzień-sarkazm

przez , 20.sty.2012, w Życie

Tydzień urlopu dobiegł końca. Sumując było nieźle. Zrealizowałam to co miałam zaplanowane. Dzisiejszy dzień był nerwowo-problemowy. Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Oczywiście mogę  podpisać się pod tym nie tylko rękami ale i nawet dwiema nogami !!!. 

Obudził mnie telefon z pracy. Nie były to wieści o podwyżce czy awansie. Wynikły małe problemy, które już lekko zepsuły mój nastrój. Sprawcami pogorszenia jego stały się moje córy. Przygotowały dla mnie kolejną niespodziankę wieku dorastania. Tym razem jest to spory rachunek telefoniczny…. Uspokoiłam się  tylko na moment. Wychodząc na mały spacer zerknęłam do skrzynki pocztowej. I to był błąd !!! kto mądry tam zagląda w piątkowe popołudnie ?cóż mogłam znaleźć w kopercie?przecież  teraz już nikt nie pisze listów miłosnych czy pozdrowień z wakacji. Był to oczywiście „skromny” rachunek za gaz. Jego skromność była tak widoczna jak moje oczy, które go ujrzały. Cóż i to musiałam przełknąć. Mały spacer i popołudniowa kawka ukoiły moje nerwy. Niestety również na moment. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.Po powrocie do domu przywitała mnie mała podwyżka czynszu i jakby tego jeszcze było mało….to rozliczenie wody za miniony rok. Niech ktoś  mi dzisiaj powie ,że pieniądze szczęścia nie dają, to zabiję !!! a następny wpis na bloga dokonam za 25 lat gdy wyjdę na wolność. W takich momentach wolę zostać czasami sama. Chłop na jego szczęście wybył  na piwko a ja z lepszym już nastawieniem poćwiczyłam fitness przy xbox-kinect. Jest lepiej. Dzień były zapewne lepszy gdyby ktoś przeczytał moja wiadomość na GG. Niestety tak się nie stało. Miałam coś zaplanowane lecz dziś jedynymi zaskoczeniami stały się rachunki !!!. Trzeba to przeżyć !!!
Zostaw komentarz więcej...

wreszcie na nartach :)

przez , 19.sty.2012, w Życie

Nie mogłam doczekać się wyskoku na narty. W tamtym roku, niestety, nie było mi dane poużywać śnieżnej pokrywy :( Wreszcie się udało :) Dzień spędzony na świeżym powietrzu dodał mi energii i uśmiechu. Planuję już kolejny wyskok ba!!!

 Chciałabym wreszcie poczuć spokój w innym temacie, który już trwa jakiś czas. Wszystko na co pracowałam staje się ulotnym wspomnieniem. Moja bezradność  bardzo mi przeszkadza. Bywają różne momenty. Polegają one na zamyśle. Odskok do innego świata. Podróż ta wygląda różnie. Czasami jest to milutkie wspomnienie-uśmiech, a niejednokrotnie miliony pytań. Rozmawiam sama ze sobą. Spieram się i biję z myślami. Ta niepewność co będzie dalej przytłacza mnie.Przeprowadzam bilanse.Niestety nie wychodzą on za dobrze. Tak bardzo chciałabym aby wróciły pewne relacje. Te zaufanie…te rozmowy tak wiele mi dawały. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do nich,że ciężko jest mi zapomnieć o tym. Doskonale wiem, że czas robi swoje. Myślałam,że będzie łatwiej. Tylko dlaczego człowiek musi rezygnować z ważnych rzeczy. Przyjaźń jest czymś wyjątkowym. Czasami same poczucie „posiadania” jest oazą spokoju. Bez tego świat nie chce iść tam gdzie nie bolą dni…
Chciałabym by były „Inny Świat” wiedział,że nie ważne ile bijesz ale ważne ile wytrzymasz. Ja wytrzymuję sporo.Ile jeszcze mogę? Ten kto mnie zna to wie,że cierpliwość, to moja bardzo ukryta cecha…czuję smak przemijania chwil…
Zostaw komentarz więcej...

sama?!!!

przez , 15.sty.2012, w Życie

Och na samą myśl o wizycie lekarskiej-paraliżuje mnie strach-Pewne zdarzenia i urazy z dawnych lat głęboko zakorzeniły się w mojej psychice. Wiele osób czuje obawę  przed spotkaniem z dentystą. Ja natomiast drętwieje gdy tylko pomyślę o ginekologu. Jest to dla mnie nie małym przeżyciem. Rzadko  kiedy stres wywołuje u mnie takie odruchy jak spotkanie z ginekologiem. Kilka lat męczyłam się i przeżywałam katusze idąc i wchodząc do gabinetu. Jestem dojrzałą kobietą więc wiem,że trzeba. Jakiś czas temu miałam wsparcie.Miałam kogoś kto potrafił dotrzeć do mnie  a w dodatku wpłynąć na moje zachowanie, strach. Czułam zainteresowanie i ogromną ulgę. Nie sądziłam nigdy,że może znaleźć się ktoś kto będzie umiał tego dokonać. Kogoś kto sprawi,że tak ogromne przeżycie stanie się przyjemniejsze. Dostawałam nawet małą nagrodę za odwagę :) miłe wspomnienie. Na samą myśl, że byłam potrzebna robi się ciepełko w serduszku. Marzenia! Wspomnienia!!! miłe…hmmmm. Niestety teraz się to zmieniło. Znów jestem z tym tematem sama. Nie wystarczy wziąć koleżankę by mieć towarzystwo. Mam na myśli ODPOWIEDNIE  WSPARCIE. Nie jestem jeszcze gotowa na te spotkanie w gabinecie -sama…oj nie. Lekarz nie zając nie ucieknie. Może znajdę jakiś sposób :( . Nie będę zamartwiać się na przyszłość. Lepiej skupie się na wypadzie na narty. We wtorek albo w środę jadę pośmigać. Tego mi  potrzeba i to bardzo. Obcowanie z naturą sprawia,że problemy znikają :)

Zostaw komentarz więcej...

nowe zakupione zabawki :)

przez , 14.sty.2012, w Życie

Wiadoma rzecz,że małe zakupy powodują uśmiech i zadowolenie. Wielokrotnie już o tym wspominałam. Tym razem jest to coś innego, a mianowicie aparat fotograficzny  oraz XBOX 360 z KINEC-em hmmm kolejna doza przyjemności i fajnej zabawy :) czas urządzić małą imprezkę taneczną czy olimpiadę sportową z przyjaciółmi. Oczywiście nikt zapewne nie będzie miał nic przeciwko jak zastosujemy mały doping :) Kilka kropelek „wody święconej 40 %” wzmocni nas oraz doda energii. Już zdążyłam się przekonać jak  ona  jest potrzebna przy grach ruchowych. Kilka dni w Londynie „zaraziły” mnie chęcią posiadania owej gry. Fajna sprawa. Połączenie koordynacji z wysiłkiem i zabawą. Myślę, że jest to o wiele przyjemniejsze niż uczęszczanie na siłownię :) Natomiast aparat zapewne bardziej profesjonalnie odzwierciedli moje fotki. Małe hobby stanie się o wiele przyjemniejsze.

Przyznam skrycie, że zabaweczki i tak nie są cudownym lekarstwem na zapomnienie. Nie przypominam o swoim istnieniu ponieważ wiem,iż jest to nie odpowiedni czas. W życiu każdego człowieka są chwile wesołe ale i bardzo smutne. Ja obecnie mam więcej powodów do uśmiechu niż ktoś, na kogo szukam lekarstwa.
Siedzę przy herbacie po sobotnich zmaganiach w pracy. Totalny relax. Uśmiech rysuje mi się na twarzy na samą myśl, iż od poniedziałku urlop i ?????  -wypad na narty. A co z tym się wiąże ? kolejna sesja zdjęć :) nie mogę się już doczekać :)
Zostaw komentarz więcej...

w głowie Bitwa pod Grunwaldem…

przez , 08.sty.2012, w Życie

W głowie niedzielna Bitwa pod Grunwaldem po baletach urodzinowych u Koziorożca. :) Jak zwykle spotkanie udane:) Pionizacja pomału wraca dlatego należałoby to wykorzystać i udać się na coroczną przejażdżkę na karuzeli z pakiecikiem wina grzanego :) WOŚP zagra dla nas :) taniec na świeżym powietrzu sprzyja pozytywnie mojemu ADHD a zarazem spowoduje chociaż chwilowe wyłączenie płyty głównej mojego mózgu, który domaga się czegoś czego nie może chcieć. No to mykam do wanny-zbieram siły.

Zostaw komentarz więcej...

spojrzeć przez egoistyczną źrenicę ludzkiego oka…

przez , 07.sty.2012, w Życie

Ludzie żyją bardzo egoistycznie. Każdego dnia spotykamy się z takim zachowaniem-niestety. Odczuwamy to boleśnie, a najbardziej gdy ktoś z naszych bliskich podąża drogą totalnego samolubstwa. Ktoś kiedyś powiedział, że większość dobrych uczynków, to postępowanie egoistyczne, bo chcemy czuć się szlachetni i bardziej wartościowi. Dowartościowanie się i udowodnienie samemu sobie, to coś co ostatnimi czasy mnie zraniło. Człowiek określa  cel, zdobywa go nie patrząc na skutki owego postępowania, a potem ? samolubnie odrzuca to co mu przeszkadza. Jednym z najczęstszych powodów to wyrzuty sumienia. Zapatrzenie w siebie i we własne ego nie poprowadzi człowieka na szczyt. Nie wszystko da się naprawić, nie każdą przyjaźń da się zreanimować tak by czuć tętno. Odkryłam jak bardzo egoistyczne potrafi być szczęście. Sosai Masutastu Oyama powiedział, że wszystkie egoistyczne  żądze powinny zostać spalone w łagodzących płomieniach ciężkiego treningu. Dochodzę do wniosku,że szczęście jest egoizmem. Próbowałam wyjść temu na przeciw, każda moja próba udowodnienia komuś odwracała się negatywnie dla mnie. Spoglądać przez czyjeś źrenice ludzkiego egoizmu, to największa głupota. Na szczęście zrozumiałam to- wreszcie. Chwała dla mnie. Egoistom życzę powodzenia i spotykania więcej takich idiotek !!!!!

Zostaw komentarz więcej...

nerwowo

przez , 03.sty.2012, w Życie

Dzień bez ADHD, dzień bez uniesień, przyjemności, dzień zakończony totalnymi uderzeniami złości…Dzień, z którego nie jestem zadowolona tak samo jak z moich” klonowych” pociech. Dojrzewające dziewczyny czasami pokazują na co je stać….Jutro spotkanie z nauczycielką w szkole zapewne nie będzie należało do przyjemnych ani do dumy bycia mamą.Eh życie…..!!!!!

W tym wszystkim brakuje małego wsparcia. które jeszcze niedawno miałam.Dlaczego pewne sprawy muszą się zmieniać? Te sprawy, które dodawały mi energii…Fajnie jest móc się wygadać, podzielić radościami, smutkami….miałam takiego tajemniczego  słuchacza. Teraz małe uczucie pustki. Najgorsze jest to,że uwierzyłam, iż mimo pewnym zmianom, niektóre relacje się nie zmienią!!! a jednak :(….chciałabym się mylić.Mogłabym powalczyć o to, ale brakuje już  sił. Nie dostrzegam szansy. Brak mobilizacji. Szkoda.Każda utrata boli-niestety.
Zostaw komentarz więcej...

chwilowy odpoczynek

przez , 24.gru.2011, w Życie

Chwilowy odpoczynek a raczej przerwa w przygotowaniach do Świąt. Mały coroczny rozgardiasz. Burza zakupów, krzątaniny a potem zasłużony odpoczynek i…? właśnie. Każdy powinien się cieszyć. Ja też? Kilka dni temu jeszcze na samą myśl o Świętach dostawałam gęsiej skórki. Coroczny strach przed moim samopoczuciem.Wyścig przeplatających się emocji. Na obecną chwilę jest oki. Bardzo pomogło mi ostatnie spotkanie z Wyspą M. Była to jedna z najlepszych decyzji ostatnich tygodni. Ze świadomością ,że jest gdzieś tam mój ląd na oceanie codzienności przetrwam w dobrym nastroju. Mam wokół siebie dobrych ludzi dla których jestem kimś ważnym. Bycie chrzestną jest po prostu fajne :) wracam do pracy z przyjemnymi myślami. Poranny sms utwierdził mnie w przekonaniu,że jest dobrze i będzie dobrze :)

Zostaw komentarz więcej...

powrót z nocki…

przez , 20.gru.2011, w Życie

Wzięłam prysznic po nocnej monotonii w pracy…..ach można powiedzieć odbębnione…..

Teraz powinnam położyć się w cieplutkiej pościeli i przenieść się do Krainy Snu. Niestety….są pewne myśli, które zaprzątają głowę. Istnieją pragnienia, marzenia…Przed wyjściem do pracy wypowiedziałam kilka mocnych zdań. Jednak wiem doskonale, że nie miało to większego wpływu na cokolwiek. Brakuje mi słuchacza, który zawsze był. Dlaczego to co dobre dla mnie ,zawsze musi się kończyć…..
Zostaw komentarz więcej...

nowe możliwości…totalny banał….

przez , 18.gru.2011, w Życie

Czy każdy kolejny dzień życia może otwierać przed nami nowe możliwości? Ba zapewne.Każdy dzień może stać się dniem, którego zapamiętamy i głośno krzykniemy, że dla takich chwil warto żyć. Często zaślepieni różnymi sprawami nie dostrzegamy piękna, które znajduje się wokół nas. To jest najczęstszy problem ludzkiej egzystencji. Obecnie przytłaczające mnie myśli nie pozwalają rozglądać się dookoła w sposób chłonący radość. Znów czas świąt stał się czasem mniej radosnym. Jakiś fatum czy siły nadprzyrodzone powodują, iż święta stają się zdrapanym strupkiem z rany, która zaczyna na nowo krwawić. Zaczęło się od mojego byłego męża, który zgotował mi zawsze” cudowne” święta. Zajęło mi wiele lat bym mogła zapomnieć o tym. Borykanie się z tym,  przynosiło odwrotne skutki. W tamtym roku również nie było mi łatwo przetrwać…a teraz mam powtórkę…..to chyba świadome działanie kogoś. Przecież winowajca mnie zna. Zna moje wnętrze, zna moje życie ale i to nie zatrzymało jego….nie powstrzymał się by mnie „oszczędzić” i nasze samopoczucie przed tymi dniami. Ktoś egoistycznie teraz odczuwa ulgę a moje rany sączą się. Zaufałam , uwierzyłam a nawet przekonałam się w wyjątkowość tego człowieka….a teraz? nie mogę uwierzyć w małą bezmyślność i w jaki sposób ktoś to załatwił…..Najgorsze jest to,że pomimo wszystkiego nie czuję żalu. Czuję pustkę, smutek. Z nikim o tym nie rozmawiam.Jedyny upływ emocji to ten blog, te kilka przelanych zdań z mojego wnętrza. Czy to pomoże? Na tą chwilę nie wierzę w nowe możliwości Wyspy M….a chciałabym

Zostaw komentarz więcej...

chyba wiem….

przez , 17.gru.2011, w Życie

Własnie dotarła do mnie jedna myśl. Powinnam  już być w drodze do mojej chrześnicy, jednak nie mogłam oprzeć się pokusie i chęci napisania kilu zdań.Staram się zawsze znaleźć powód czy przyczynę jakiegoś zajścia, które miało negatywny wpływ na moje samopoczucie. Wydaje mi się, iż czasami za wiele wymagam. Obcowanie po Wyspie M…nie powinno tak wyglądać. Jednak trudno było mi trzymać dystans. W miarę głodu apetyt rośnie. Tak też czułam. Im więcej  zaznawałam przyjemności tym więcej i bardziej pragnęłam. Z czasem naradza się przyzwyczajenie czy zwykły ludzki instynkt posiadania tylko dla siebie. Jest powiedzenie, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Ja czułam się jak w domu. Spokój, zapomnienie wraz z cudownymi przeżyciami. Chciałam odkrywać i poznawać więc to czyniłam. Zresztą działało to w dwie strony. Nie tylko ja zabrnęłam do jądra ziemi. Nie byłam w tym sama. Miałam towarzystwo i to jak miłe….Nie trzeba być blisko siebie by czuć bliskość……

Zostaw komentarz więcej...

brak oddechu…

przez , 15.gru.2011, w Życie

Wyczerpałam wszystkie możliwe sposoby by móc odetchnąć i poczuć mały spokój. Napar z melisy chwilowo spowodował małe rozluźnienie….niestety tylko chwilowo…To już jest sprawdzone, iż przyciągam kłopoty. Mam jakiś wewnętrzny magnez, który wynajdzie z tłumu jednostkę-właśnie tą która przyciągnie ze  sobą smutek. Gdy tylko osiągnę wewnętrzny spokój, gdy tylko ogarnę wszystko dookoła, to pada grom z ciemnego nieba, a mój świat po raz kolejny pęka na dwie połówki. Wiadomo, iż sklejanie wszystkiego od początku nie należy do łatwych zadań. Wiem nikt nie powiedział,że będzie łatwo. Nawet na to nigdy nie liczyłam. Jednak ciągłe próby mojego charakteru ranią mnie bardzo. Mogę ,a może powinnam zadać sobie pytanie czy uczą ? czy powstałe morały są wskazówką na przyszłość? obawiam się,że nie. Nie mogę przestać pragnąć czegoś co daje mi radość, spokój. Nie umiem zrezygnować z pewnych marzeń. Zdarzają się pewne sytuacje w naszym życiu, na które nie znamy logicznego wytłumaczenia. Żadna z mądrych teorii nie jest nam wstanie wytłumaczyć naszego postępowania. Ja kiedyś myślałam,że jestem w stanie znaleźć logiczną odpowiedź, na każde zdarzenie. Teraz wiem, iż moje mądrości zawiodły mnie. Na szczęście innych ludzi nie. Nasze życie składa się z krótkich historii…..nasuwa mi się teraz jedna piosenka, zresztą bardzo ładna. Oto ona.Mój hit na dziś

P.S
Ktoś dzisiaj powiedział do mnie ” Wyłącz już pozory normalności…” Coś w tym jest….
Zostaw komentarz więcej...

utrata? brak określenia….

przez , 14.gru.2011, w Życie

Brak określenia na dzisiejsze…a dzień zapowiadał się tak wspaniale….

Dobre samopoczucie towarzyszące przez ostatnie dni dodawało mi uśmiechu, energii oraz motywowało do działania. Powinnam przewidzieć, że może to być cisza przed burzą. Niestety teraz czuje się jak bezradne dziecko, któremu zabrano zabawki. Popołudnie w pracy to poczucie utraty, żal i smutek. To tak jakby wygrać szóstkę w totolotka i zgubić kupon. Ja kiedyś wygrałam w totolotka. Spotkałam na swojej drodze „Wyspę M.” Była to moja prywatna królewska wyspa, na której życie toczyło się inaczej. Mała bajka, która z czasem stała się baśnią. Pomijając fakt, że baśń pokazuje problemy w sposób zwarty i prosty, a dobro wygrywa ze złem, to jest utworem nasycony cudnością związaną z wydarzeniami magicznymi. Ukazuje ona dzieje ludzkich bohaterów swobodnie przekraczających granice między światem realistycznym a sferą sił nadnaturalnych. Fantastyczny świat baśni to między innymi księżniczki i królewicze. Ja chyba za bardzo uwierzyłam w ten schemat. Teraz pozostał mi tylko morał, który wynikł z treści bajki…..
Dlaczego w moim kalendarzu życia dobro nie wygrywa ze złem? dlaczego jest brak motywu zwycięstwa miłości, sprawiedliwości?
Przemawiający żal spowodowany dzisiejszego dnia nasuwa jedną odpowiedź. Nie warto się starać.Nie warto kochać. Nie warto mieć dobre serce. 
Dwa dni temu obejrzałam film „Niemoralna propozycja” moja wrażliwa dusza przeniosła się na Wyspę M… do krainy łagodności. Pieniądze i inne priorytety ówczesnego świata nie stanęły na podium. Wygrała więź ludzka i uczucie. Ja nie mam dalszych szans na „niemoralna wyspę”….
W tamtym roku o tej porze wracałam z Zakopanego.”Zakopane po babsku „miało na celu wykluczenie i zapomnienie pewnych zjawisk. Wtedy się to nie udało więc nauczyłam się z tym żyć.Cały rok dodawał mi cudownych wrażeń. Niestety teraz inny baśniowy świat boryka się z problemem z zeszłego roku. 
Początek każdego przyzwyczajenia jest jak niewidzialna nitka, ale za każdym razem, gdy powtarzamy czynność, dodajemy kolejne włókna, aż otrzymamy grubą linę, która nieodwracalnie połączy nasze myśli i działania
Zostaw komentarz więcej...

wszechświat

przez , 05.gru.2011, w Życie

„W życiu piękne są tylko chwile…” zadaje sobie pytanie przed czy po…..chwilach uniesienia? zdania są bardzo podzielone. Natomiast abstrahując od całokształtu dziwnych teorii uważam,że to wszystko zależy od naszego nastawienia i partnera, z których udajemy się do Krainy rozkoszy. Percepcja odczuwania, spostrzegania tego tematu to nasze wnętrze i współgranie swoich oczekiwań z partnerem.Oszukiwanie siebie czy partnera w tej kwestii jest co najmniej nienormalne. Mało kiedy zdobywamy się na odwagę by przyznać się do niezadowolenia czy rozczarowania. Dziś przeżyłam kolejną cudowną rozkosz przed…w trakcie….i po…..HMMMM cudowne uczucie

I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.
Zostaw komentarz więcej...

…jakiś czas..

przez , 02.gru.2011, w Życie

Jakiś czas mnie tu nie było. Zapowiadały się zmiany w podróżach po Wyspie M…..a tym czasem panuje spokój….harmonia…..chwile uniesień…..Generalnie mogę z czystym sumieniem powiedzieć….OCZEKIWANY SPOKÓJ……Zapewne stwierdzenie,że po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój jest prawdziwe. Jednak wiemy również,że wszystko co dobre szybko się kończy. Nie brzmi to optymistycznie ale realnie przyjmując świat, tak to właśnie się toczy…..Nie chce zabawiać się we wróżkę ani stawiać pasjansa w kalendarzu mojego życia.Chcę korzystać z fajnych chwil i cieszyć się nimi. Po cichu przyznam się nawet,że będę wyciskać  je jak cytrynę  nuda 

Zostaw komentarz więcej...

spacer po chmurach wspomnień

przez , 30.paź.2011, w Życie

Jesień towarzyszyła powstaniu cudownej krainy….wyspy M….a teraz  przygląda się ich zmianom…..

Wczorajsza noc była piękna i wyjątkowo ciepła, pomimo pory roku.Spotkanie z przyjaciółmi zakończyło się tak, jak sobie tego życzyłam.Kotłujące się myśli na chwilę ukoiłam nad brzegiem rzeki…Pięknie oświetlone miasto odbijało się w lustrze wody. Niebo pomimo swojej ciemnej barwy było przejrzyste jakby chciało powiedzieć,że będzie dobrze.Przy tak pięknym widoku winko smakowało rewelacyjnie.Kilka słów po chmurach wspomnieć uświadomiło mi o ulotności czasu…o przemijaniu…..starzejemy się…ale wspomnienia na zawsze pozostają.Przyjaciele po to są!!! Jestem szczęściarą!!! „Braciszku” dziękuję Ci!!!!
Zostaw komentarz więcej...

taniec zmysłów…

przez , 27.paź.2011, w Życie

Ostatnie dni, to pasmo złego samopoczucia.Jesienne przesilenie być może jest jego przyczyną….Więcej odpoczynku i spokoju powinno przywrócić mnie do równowagi. Na dzień dzisiejszy złe samopoczucie zniwelowałam obejrzeniem produkcji amerykańskiej z roku 1987:”Dirty Dancing”. Dorastałam, dojrzewałam i marzyłam oglądając ten film. Muzyka z filmu przywołuje deszcz emocji. Moje ciało ogarnia cudowna bezwładność….rytmy mamby, rytmy latynowskie, to coś co kojarzy mi się z tańcem zmysłów……miła myśl na dobranoc…zamykam oczy i oddaję się tej piosence…..

Zostaw komentarz więcej...

…p.s.prawdziwa miłość……wyznania serca…

przez , 23.paź.2011, w Życie

W niedzielne, leniwe popołudnie obejrzałam melodramat z zakończeniem jak komedia romantyczna. Takie scenariusze rozbudzają naszą wyobraźnię, a także powodują ciągły niedosyt, żal. Moje życie, to nie komedia romantyczna. Tak czy inaczej zadałam sobie pytanie: czy istnieje prawdziwa miłość? Moja dusza romantyczki przekształcona w realistyczną postać ówczesnego świata kłóci się z rozumem. Taka wewnętrzna wojna pomiędzy duszą a rozumiem…

Uważam,że każda miłość jest inna, każda jest „pierwsza” ale czy „prawdziwa”? Za każdym razem gdy coś się kończy, to myślimy,że już nic nas więcej dobrego nie spotka.Czujemy jakby nasz świat kruszył się na milion kawałków a my razem z nim…..kryształ emocji….  
Trwałość, to coś co kojarzy mi się z prawdziwą miłością. Trwające uczucie nawet po śmierci……
Film „P.S Kocham Cię” pozostawia wiele do myślenia. Koło fortuny zdarzeń….
Ja zasmakowałam tego „prawdziwego uczucia”. Daje tyle samo radości co i smutku. Jest realne-dotykam je a zarazem odległe,nie na wyciągnięcie ręki.
Pewna jestem tylko jednego. Spada, to na nas jak grom z jasnego nieba….czasami odnoszę wrażenie ,że z ciemnego nieba….toksyczne….nieplanowane….brak mi pomysłu na antidotum…..
Ktoś kiedyś powiedział,że trzeba ufać sercu bo rozum tego nie ogarnie…coś w tym jest.Nie ogarniam, nie pojmuje, nie rozumiem sytuacji, w której się znalazłam. Może gdy przestane ze sobą walczyć, z tym co czuję, z tym co chce, z tym co przeszkadza i powinno być…..może wtedy osiągnę wewnętrzny spokój?
2 komentarze więcej...

Kobiece DNA…podróż poza nasze ciało….

przez , 20.paź.2011, w Życie

Małe, popołudniowe zakupy wyciszyły mnie. Jest to sprawdzony sposób  regulowania emocji i lekarstwem na stres, a w moim przypadku dodatkowo lekarstwem na zapomnienie. Zakupy w samotności to czas tylko dla mnie…..wyciszenie…..totalna przyjemność…. Powiedzenie,że kobieta zmienną jest nie dotyczy robienia zakupów. Myślę,że jest to wpisane w nasze kobiece DNA. Podobno statystycznie kobieta poświęca na zakupy, aż trzy lata w ciągu całego, swojego życia. Często ważnym elementem zakupów jest kawa czy herbata. Dziś i tego nie zabrakło…Macchiato wypite w dobrym towarzystwie,w przytulnej, kameralnej kawiarence jest kwintesencją kobiecości….ma sens bardziej duchowy, metafizyczny….jest to coś co lubię…podróż poza moje ciało…

Zostaw komentarz więcej...

16.10.2011

przez , 16.paź.2011, w Życie

Od samego rana nie potrafię przestać myśleć, wspominać i zastanawiać się nad pewnymi wydarzeniami z dnia 16.10.2010……Stało się….na zawsze zmieniło moje życie…..juz nigdy nie będzie tak jak kiedyś……

Zamiast siedzieć w pracy powinnam sączyć różowe winko na znak pamięci, na znak wspomnień, na znak czegoś wyjątkowego….ale przede wszystkim w towarzystkie i na Wyspie M….

Słowami tej piosenki mogę przekazać coś….



1 komentarz więcej...

…powrót z podróży….

przez , 08.paź.2011, w Życie

Nagły, szybki i niespodziewany wyjazd we wschodnie części Polski dobiega końca. Znów półmetek mojej podróży…..spotkanie z rodziną, odnowienie kontaktów…

Moje podniebienie nacieszyłam smakami z dzieciństwa.Tam wszystko smakuje i pachnie inaczej….. Zobaczyłam bliskich mi ludzi po 18 latach rozłąki. Poczułam się jak mała dziewczynka, która przyjechała na wakacje…tak jak to było kiedyś przed laty….
Przemierzam trasą E40 w stronę Krakowa, znak informuje mnie o odległości do niego-111 km….czas na posiłek. Rozglądam się po okolicy by znaleźć jakieś fajne miejsce…..
Zostaw komentarz więcej...

…w podróży….

przez , 07.paź.2011, w Życie

Patrzę przez zapłakaną deszczem szybę samochodu…..nawigacja w samochodzie informuje mnie o półmetku mojej podróży…..okoliczność wyjazdu nie należy do przyjemnych….pogrzeb….śmierć przychodzi tak niespodziewanie…..a ja? Jestem spokojna, zamyślona……czy taki nastrój potowarzyszy mi jeszcze przez następne 280 km drogi?….ponownie zamknę oczy, głowę oprę na mojej kizi mizi foci i udam się do Krainy Łagodności……Wyspy M…..

Za każdym razem gdy mrugasz-poruszają się gwiazdy…

Zostaw komentarz więcej...

dzień chłopaka po babsku-fakty na gorąco

przez , 01.paź.2011, w Życie

Zły nastój dopisywał od samego rano, kilka łez, kilka nieprzyjemnych słów……dlatego spotkanie po babsku musiało się odbyć.Ach co to była za noc!!!!!

 Typowa dla Polaków kameralna wieczerza przy kielichu i śledziach…+ kapcie jednorazowe….
Motem naszego spotkania stała się prawda o śledziu i pieprzu.Czyli! „swoje śledź a cudze pieprz”…
Przypadło mi to do gustu, spodobało, wyobraźni pozwoliłam grzeszyć do woli,….Zasada wg której można się kierować  hahahaPrawda ta, niemal idealnie dopasowała się do mojego dotychczasowego motta:”Lepiej żałować że się coś zrobiło-niż żałować że się czegoś nie zrobiło”….
Powstał ciąg dalszy nauk życiowych.
Większość mężczyzn uważa, iż takie babskie spotkanie to litania skarg, mówienie o swoich partnerach ,dzieciach, wymiana przepisów kulinarnych czy porady pt jak sprać plamy z odzieży. Ha i niech tkwią w tym przekonaniu. Zdrowe podejście dla obu stron…..
Kolejnym etapem babskiego spotkania była impreza taneczna…. Nawet ogrom genetycznie zmodyfikowanych samców nie rozproszył i nie zaburzył naszego spotkania….Poruszałyśmy panewkami w rytm imprezowej muzyki….kilka opowiedzianych wcześniej historyjek z życia wziętych ładowały nasze baterie i podtrzymywały dobry nastój.Wypity drink „zemsta barmana” podpowiedział delikatnie, bo ze wskazaniem drogi było trochę gorzej hehehe że czas wracać do domu i męskiej genetyki, która czeka na modyfikację w celu przydatności do życia…..
Po nocnych szaleństwach, poranek okazał się mniej radosny ale i zaskakujący-nastąpił przełom!!!!męska genetyka ugotowała obiad!!!!! chyba na wczorajszej wieczerzy babskiej odwiedził nasz sam Pan Bóg i swoim cudownym dotknięciem przemienił męską genetykę……ciekawe na jak długo…..
Dochodzę do siebie, do użyteczności publicznej….szkoda że nie do czegoś innego diabeł ……Zastanawiam się co słychać u rezydentki Bułgarskiej i radzieckiej gimnastyczki -zadzwonię w celu sprawdzenia i wracam do …..dochodzenia ……do siebie też…….
1 komentarz więcej...

mission impossible

przez , 29.wrz.2011, w Życie

Ciąg dalszy przeplatanych emocji. Radość a za moment doza nerwów. Żyję już parę lat, a nadal nie potrafię zrozumieć pewnych zachowań. Dla mnie-Kobiety pewne czynności są podstawą bycia. Natomiast  te same dla mężczyzn, to sytuacje niezrozumiałe…..ach niestety…..

Dorastające córy również nie oszczędzają mnie. Kolejny sprawdzian dla mnie. Sprawdzian już nie jako człowieka lecz jako matka….
Mark Twain powiedział:
„Spraw, aby każdy dzień miał szanse stać się najpiękniejszym dniem Twojego życia”
nic innego jak tylko do dzieła….
za kilka godzin będę  opiekować się małą, niewinną istotą……Julcia hahaha a potem  ????
salon urody i długi długi masaż….zapowiada się super…..
1 komentarz więcej...

alfabet emocji

przez , 24.wrz.2011, w Życie

Ostatnie minione dni to alfabet emocji. Każda kolejna litera alfabetu niesie za sobą różne doznania. Doznania pozytywne, zaskakujące, niepowtarzalne i bardzo wyjątkowe…

Na pewno zapamiętam dzień 20 września kiedy to po długich oczekiwaniach na świat przyszła Julcia-moja kochana chrześnica. Taki mały człowiek a daje tyle szczęścia, uczy optymizmu. Podobno optymistą jest pesymista z praktyką życiową. 
W myślach wracam do chwil, które rozpaliły wyobraźnię oraz ciało, zapłonęły usta…ach jeszcze jeden raz utonąć w niebie…chciałoby się zatrzymać czas. Dwu minutowy wulkan emocji był zastrzykiem szczęścia…..jeszcze jeden raz spotkać Ciebie w tych pasjansach chwil…
Byłam bliska narodzin….zobaczyłam błękit nieba…poczułam dotyk anioła…znalazłam się tam gdzie mogłam pomóc…dawanie i bycie potrzebnym to cudowne uczucie….warto!!!!
1 komentarz więcej...

spokojniej

przez , 10.wrz.2011, w Życie

 O niebo spokojniejszy dzień. Poukładany plan dnia- od rana został w pełni zrealizowany.Popołudniu małe zaskoczenie i chwilowy pobyt w krainie łagodności…..stare dobre czasy…..milusio…..

 kocham 
1 komentarz więcej...

Trzeba coś stracić by docenić…żeby odzyskać trzeba się zmienić

przez , 09.wrz.2011, w Życie

Moje życie to spirala.Raz jestem na górze a innym razem spadam w dół. Ktoś śmiało mógłby powiedzieć-To jest życie !!!! które nie oszczędza a stale doświadcza……

Na dzisiejszej drodze życia minęłam się z rozczarowaniem. Stanęłam z tych uczuciem oko w oko.
Doznanie te- nie jest mi obce jednak za każdym razem sprawia tą samą przykrość……a może i większą……Kolejne okruchy przykrości powodują utratę odporności. Coraz ciężej jest nam zaufać…. Zadaję sobie pytanie co dalej?
Najgorsze jest gdy rani Cię bliska osoba, a Ty nie chcesz stracić tej znajomości….Wybaczasz ale nie zapominasz….Jak z tym żyć??? Czy ta przyjaźń co się kończy, to w ogóle był związek dusz??? Przecież znajomość, która przemija-tak naprawdę nigdy  nią nie była.Okłamywanie się? Złudzenie???
Moja obolała dusza cierpi, myśli…
1 komentarz więcej...

luźna refleksja…

przez , 31.sie.2011, w Życie

Tydzień pracy w godzinach nocnych…kładę się by nabrać sił przed kolejną „walką nocą z komputerem”. O czym myślę ? Uważam,że fajnie jest mieć blisko siebie osobę, którą czasami z niewiadomych powodów wygania się drzwiami, a ona bez słowa skargi wraca i wchodzi oknem…Można sobie pogratulować takiej znajomości. żaba 

Zostaw komentarz więcej...

wakacyjne-letnie podsumowanie…..

przez , 29.sie.2011, w Życie

Zbliża się koniec wakacji, dziś dzień wolny od pracy. Czas popołudniowego spokoju i relaksu. Jedynym towarzystwem są moje myśli a raczej analizowanie letniego „życia”. Nie umiem określić go jednoznacznie czy jednolicie. Początek lata był bardzo burzliwy. Huragan a później tornado, to znacznie trafniejsze określenie. Gwałtownie zostałam wciągnięta w wirującą kolumnę powietrza. Tornado osiąga różne wielkości. Moje miało przejmującą wielkość. Na szczęście tak samo jak szybko i niespodziewanie nadeszło, równie szybko skończyło się. Środek lata i mój urlop był momentem przejściowym. Oddzielił pochmurne niebo, przegonił swym morskim powietrzem złe chmury. Niebo nabrało  błękitu. Uśmiech znów stał się moim „cieniem”, moje ADHD ponownie zaczęło domagać się „szaleństw”. Obecnie- harmonia, spokój i plany przyszłościowe…..Zawsze można znaleźć coś co nie odpowiada, coś czego byśmy nie chcieli, zmienili czy zapomnieli na zawsze. Jednak takie myślenie nie pozwoli nam „spokojnie” żyć. Spowoduje jedynie, że człowiek znajdzie się w „martwym punkcie”. Przestanie rozwijać  się bo strach będzie miał „większe oczy”. Pochłonie nas i wciągnie jak lej tornada. Zaczniemy  bezsensownie wirować……

Skończyłam czytać książkę, która przypomniała  mi oraz pokazała porównanie pewnych wartości życiowych. Jednak o tym innym razem.
2 komentarze więcej...

poprowadź mnie po drogach wyobraźni

przez , 27.sie.2011, w Życie

Obudził mnie ból głowy…..skutki spożywania alkoholu….jednak nawet takie dolegliwości nie odwiodą moich myśli od wspomnień. Wspomnień, które na zawsze pozostaną w mojej głowie. Ten cenny podarunek pozostanie zakotwiczony w najgłębszym oceanie marzeń. Na tym oceanie jest moja Wyspa M……Nie znając współrzędnych, nie mając wiatru w żaglach……zawsze tam dopłynę…..

ps
Mocno przytul się!!! Zamknij oczka i dołącz do mojej drogi wyobraźni  cmok 
Zostaw komentarz więcej...

tam gdzie ulegają nawet anioły

przez , 26.sie.2011, w Życie

Czy był ktoś kiedyś w takim magicznym miejscu, gdzie ulegają nawet anioły?

Ja odbyłam taka podróż. Wędrówka bardzo ryzykowna lecz jakże i wspaniała. Wiem,że nie można mieć wszystkiego, bo o czym by się marzyło….Jednak w głębi serca mój pobyt na „Wyspie M…” spowodował,że poczułam  się w pełni spełniona. Możliwe, iż moje zaślepienie wędrówką po Wyspie M… powoduje brak obiektywnego spojrzenia….powoduje,że życie w świecie realnym jest trudniejsze. Powinniśmy kierować się rozsądkiem. Jednak czy mamy pewność co do słuszności wyboru tej „dobrej” drogi?. Strach…pragnienia….mogą spowodować mały nieład bądź wielkie tornado w naszym życiu. 
Zostaw komentarz więcej...

czas spokoju

przez , 02.sie.2011, w Życie

„A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój..” Przyszedł, nadszedł, nastał……Wreszcie odczuwam spokój…Decyzja o urlopie okazała się słuszna.Kilka dni w gronie rodziny i przyjaciół nad brzegiem morza  ukoiły moje serducho…..uspokoiły myśli…..dodały otuchy. Naładowałam swoje akumulatory…..Obudziłam się ze złego snu. Zaczynam się uśmiechać bo uśmiech to magia powstaje z niczego, a potrafi zdziałać cuda. Gdy świat jest czarno-biały uśmiechem przywraca mu się barwy. Uśmiech jest najprostszą drogą do ludzkiego serca. Czas spakować stare rzeczy i schować je na strychu…..uffff oddycham pełną piersią…… hahaha 

P.S
Kraina Łagodności, Wyspa M….bardzo mi pomaga…..Była, Jest i Będzie dla mojego serduszka zawsze.  całus 
1 komentarz więcej...

Rozmowa z Bogiem-Modlitwa

przez , 22.cze.2011, w Życie

Kolejny wieczór, kolejna noc….co zrobić by przetrać, gdy ulatuje z Ciebie życie???? Codzienna walka …..codzienne ubieranie maski….Nie żalę się, nie skarżę i nie obwiniam….Boje się co przyniesie nowy dzień…..Boję się próbować…..nie ma sił….

Boże! 
Jeśli jesteś, jeśli to widzisz, to proszę wskaż mi właściwą drogę. Nie czekam,że zrobisz coś za mnie. Nie oczekuję cudu….Spraw by łzy nie były już takie słone….
Boże podobno masz całą wieczność….to proszę odpowiedz mi…!
Nie potrafię teraz nic zrobić o własnych siłach, ale Ty we mnie możesz wszystko.Chociaż moje problemy są ciężkie, a Ty podobno nad wszystkim czuwasz….ukryj proszę mnie,w ramionach Swych. Zabierz mój strach, daj pokój duszy mej. Moje życie jest pełne rozczarowań, ale Ty na pewno znasz drogę, więc Tobie ufam. W pokorze błagam Cie…..napełnij serce me mądrością Twych słów. O miłość proszę, weź mój chłód. Bo tylko Ty rozumiesz doskonale co czuję w sercu mym. Troszcz się o mnie kiedy jestem słaba. Nawet kiedy czuję się opuszczona, Ty zawsze bądź ze mną!
Zostaw komentarz więcej...

chciałabym zrozumieć

przez , 08.cze.2011, w Życie

Ktoś powiedział,że po burzy świeci słońce…Uwierzyłam w Jego promyki, które zaglądnęły do mojego serduszka. Uwierzyłam w słowa, w dobre chęci…..po burzy nie zaświeciło słonko. Tak szybko jak zabłysło  to zbladło…..



Zostaw komentarz więcej...

…pustynia życia…

przez , 29.maj.2011, w Życie

„Pustynia życia, a po środku ja…Pytam, w którą stronę mam iść…dookoła nic tylko piach. W blasku księżyca dostrzegam coś jakby jakiś znak dany mi. Pytanie, czy to złudzenie, czy może nie? Tulę się w sobie…..Jutro ruszę tam, w obcą stronę…bojąc się,że znów zgubiłam cel…może wszystko jest już stracone….a może nie…Jutro ruszę tam w inną stronę z wiarą, że choć raz uśmiechnie się los i odzyskam myśli stracone i jeszcze coś…..Muszę się zbierać….pozbierać się jeszcze jeden spróbować raz. Obudzić się z koszmarnego, złego snu….i jeszcze coś….tak ulotnego pozornie nic, to coś bez czego nie,nie warto żyć….NIE WARTO ŻYĆ!!!”

Zostaw komentarz więcej...

…w sieci…

przez , 26.maj.2011, w Życie

Zaplątałam się w sieci….w sieci uczuć…im więcej wykonuję ruchów, tym szybciej idę na dno….to nie jest jeszcze najgorsze….najgorszy jest brak tlenu…Odbijam się od dna i wznoszę na powierzchnię…tam łykam kilka oddechów i znów zanurzam się w oceanie łez. Chciałabym wejść na pokład i krzyknąć „ratunku”….Jedyne koło ratunkowe znajduje się nie w moim zasięgu….

Dzisiaj usłyszałam słowa, że nie można oszukać swojego serca….NIE MOŻNA !!!!
Zadaje sobie pytanie czy tak mają wyglądać teraz moje wieczory? moje poranki? Czy długo jeszcze będę się oszukiwać? w samotności pękam jak bańka mydlana….wracam do myśli z dawnych lat….myśli ukojenia….spokoju….pamięci…kończą mi się DOBRE pomysły…..
2 komentarze więcej...

Dla „Krainy Łagodności”…

przez , 18.maj.2011, w Życie

Moja piękna, cudowna „Kraino”!!!! uwielbiam ten świat-nasz świat.Doznaje w nim tyle pozytywnego uczucia, spokoju, radości. Uszczęśliwia mnie każda sekunda pobytu w nim. Działasz na mnie jak narkotyk. Dłuższy brak kontaktu z „Tobą”, powoduje -głód-silne uzależnienie…..

Każdego dnia marzę, by powrócić do Ciebie i zaznać w Twych objęciach mnóstwo rozkoszy. Wieczorami z głową na poduszce myślę i tęsknię za Tobą.Wspominam poranki z bzem, czy miłe spotkania na m……..”naszej wyspie-  na oceanie codzienności”.  Wyobrażam sobie,że zasypiam w pętli Twoich objęć.Śnię,że budzisz mnie swoimi pocałunkami, delikatnym dotykiem dłoni, szeptanymi słowami do mojego uszka „dzień dobry księżniczko”. Tkwimy tam-spełniamy się-marzymy….. Nasza „Kraina Łagodności” nie będzie miała zakończenia  jak typowa bajka o księżniczce i królewiczu…”żyli długo i szczęśliwie”…..jednak jesteś w moim serduszku i pozostaniesz tam …..niedługo wrócę do Ciebie….!!!!
Zostaw komentarz więcej...

Na zakręcie….

przez , 11.maj.2011, w Życie

Rozminęłam się z życiem gdzieś w pół drogi i teraz muszę je na nowo odnaleźć.

Kolejny „upadek” spowodował wiele bólu. Człowiek w życiu wystawiany jest na wiele prób. Od dłuższego czasu podążałam prostą drogą…nagle znalazłam się na zakręcie. Moje oczekiwania różniły się od marzeń kopana podróży. Człowiek pragnie „dać” drugiemu człowiekowi szczęście. Ja nie potrafiłam zmierzyć się z jednym marzeniem. Pozwoliłam odejść komuś bliskiemu  by odnalazł to czego pragnie, to o czym tak marzy. Od kilku dni  próbuje  wszystko ogarnąć.  Mam wrażenie,że pokonuje slalom gigant a każda omijana tyczka to cios prosto w serce….Nie mogę powiedzieć,że wszystko jest beznadziejne. Nie mogę bo obraziłabym „Moją Krainę Łagodności”. To ona jest ze mną w najgorszych momentach. Wspiera mnie bezinteresownie. Nie oczekuje!!! Po prostu jest. Mogłabym śmiało powiedzieć,że jest to jeden z najlepszych prezentów od losu, za który słowo dziękuję to mało…..
Zostaw komentarz więcej...

Proza życia

przez , 13.kwi.2011, w Życie

Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu. Nie z braku czasu czy zbyt wielu obowiązków. Powodem były kotłujące się myśli, które rozpraszały i nie pozwalały na swobodne wyrażenie myśli. 

Czekam na to co nadejdzie. Przeglądam w mojej głowie stosy zdarzeń, które są jak zapowiedź filmu,  na całe szczęście, bo jakbym mogła wytrzymać cały seans?
Uśmiech przeplata się ze łzami, szczęście zamienia się w porażkę. Debet intelektualny……
 ”Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nic….”
1 komentarz więcej...

śniadanie do łóżka-film i piosenka

przez , 01.kwi.2011, w Życie

1/10 cz.


http://www.youtube.com/llZdPtMwatch?v=QKxa
2/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=OCyamRQqvTE
3/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=v7zqPgqfRjE
4/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=G9pw-bwvgoA
5/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=pJaxj5kOF3w
6/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=x0Yd4HZMIaI
7/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=hFGwoluCsDw
8/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=CTPYA1gd8k8
9/10 cz.

http://www.youtube.com/watch?v=o6aMoWljkfs
10/10 cz.
brak
piosenka
Zostaw komentarz więcej...

ocalić od zapomnienia

przez , 24.mar.2011, w Życie

Są w życiu chwile, które na zawsze pozostaną w pamięci.Są poznane osoby, które bywają niezapomniane.Czas przemija a one nie mijają. 

Ostatnie południa….koloru nieba nabierają, uśmiech jak nigdy smakuje.Czy w tak słoneczny i pełen ciepła dzień można zamrozić te chwile?-by zostały jak najdłużej?Ocalić od zapomnienia…..
Zostaw komentarz więcej...

Dzisiejsza dawka motywacji

przez , 24.mar.2011, w Życie

Błąd łatwiej można dostrzec niż prawdę, bo błąd leży na wierzchu, a prawda w głębi.

Johann Wolfgang von Goethe

Zostaw komentarz więcej...

Wiosenne jezioro szczęścia…

przez , 21.mar.2011, w Życie

Dziś pierwszy dzień wiosny, który rozpoczął się bardzo zaskakująco i miło…

Wesoła myśl jest niczym wiosna, otwiera pąki natury ludzkiej…
Poczułam się  jak kwiat, który żyje, zachwycając swym pięknem…

http://www.youtube.com/watch?v=2AHd10P1xXA



Zostaw komentarz więcej...

Słońce w Twych ramionach, kiedy tule się….

przez , 21.mar.2011, w Życie


http://www.youtube.com/watch?v=wdlWErnC1tQ

Zostaw komentarz więcej...

Zrozumieć…kilka prawd o mężczyznach cz.III

przez , 17.mar.2011, w Życie

  1. Dla mężczyzn atrakcyjna jest kobieta, którą jest on w stanie zadowolić.
  2. Mężczyzna przywiązuje się do kobiety, kiedy się przekona, że może dać jej szczęście i spełnienie. Jego wątpliwości rozwieją się nie tyle przez to, co dla niej robi, ile przez sposób w jaki ona reaguje na te uczynki.
  3. Kiedy mężczyzna koncentruje się na tym, czego potrzebuje, może stracić doskonałą dla siebie kobietę.
  4. Im częściej mężczyzna przeprasza i im częściej zostaje mu wybaczone, tym chętniej dba o potrzeby kobiety.
  5. Taka jest smutna prawda, że im bardziej ona mu się podoba, tym bardziej będzie się bał zaangażować, ażeby przypadkiem jej nie zranić.
  6. Dla mężczyzn największym komplementem jest uznanie trafności decyzji lub podjętych działań.
  7. Mężczyzn ekscytuje flirtowanie kobiet. Traktują to jako komplement  z ich strony , dowód na to, że potrafią je uszczęśliwić. 
  8. Bierne zainteresowanie kobiety najczęściej wzbudza czynne zachowanie mężczyzny.
  9. Szczęście mężczyzny zwie się „ja chce”.
  10. Pożądanie sprawia, że mężczyzna jest nader śmiały, ale miłości zawsze towarzyszy onieśmielenie.
  11. Ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary.
  12. Mężczyzna bez kobiety jest jak tama bez wody.
  13. Mężczyzna może kochać dotąd dwie kobiety, dokąd jedna się nie zorientuje.
  14. Mężczyznę odmładza kobieta i władza.
  15. Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.
  16. Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym jak kończy.
  17. Mężczyźni wolą kobiety ładne ni mądre, ponieważ łatwiej im przychodzi patrzenie niż myślenie.
  18. Idealny mężczyzna powinien zawsze mówić więcej, niż myśli, i zawsze więcej myśleć niż mówi.
  19. Mężczyzna nie lubi , aby w domu był ktoś nudniejszy od niego. Trzeba na to bardzo uważać
  20. Miłość wychodzi mężczyźnie przez oczy, a kobiecie przez uszy.

cdn…

Zostaw komentarz więcej...

Dzisiejsza dawka motywacji

przez , 15.mar.2011, w Życie

To nie to, co masz, ani to, kim jesteś, ani to, gdzie jesteś, ani co robisz czyni Cię szczęśliwym bądź nieszczęśliwym. Chodzi o to, o czym myślisz.

                                                                                                          Dale Carnegie

Zostaw komentarz więcej...

Zrozumieć…mężczyzna a kobieta…cz.II

przez , 14.mar.2011, w Życie

Na początku chciałabym zaznaczyć, że tak samo kobiety  jak i mężczyźni są różni i nie zawsze można przeliczyć wszystkich jedną miarą. 

Sposób zachowania współczesnych mężczyzn pozostawia wiele do życzenia. Zaginęły podstawowe odruchy dobrego zachowania. Dzisiejsi panowie uważają, że trzeba być bogatym i przystojnym, aby można było posiąść każdą kobietę. Nasuwa się podstawowe pytanie czy to właściwa droga?
Ja- nie znoszę braku kultury, zarozumialstwa, zapatrzenia w samego siebie. Kobiety lubią być w kręgu zainteresowania mężczyzny i nie tolerują obojętnego postępowania wobec nich. Nie chodzi mi o „noszenie nas na rękach czy obsypywanie kwiatami”. Mam  na myśli; rozmowy, spacery, wspólną zabawę czy wypicie kawki w kameralnej kawiarence. Niestety większość facetów nie zdaje sobie z tego sprawy, a w dodatku, gdy już zdobędą kobietę uważają, że-można na tym poprzestać i prowadzić zwykłe, szare monotonne życie.
Kobiety przywiązują uwagę do  detali zarówno w zachowaniu, na co dzień, jak i w wyglądzie zewnętrznym. Mężczyźni dość często zapominają o schludnej i odpowiedniej do okazji odzieży. Nie wspomnę już o higienie osobistej. Niedopuszczalne jest niedbalstwo……!!! 
Kolejnym aspektem, o którym należy wspomnieć, to problem ze słuchaniem. Prośby do mężczyzn trzeba zawsze podnosić do potęgi i mnożyć razy pięć. Zwłaszcza jeśli chodzi o naprawienie, przyniesienie lub wyniesienie czegokolwiek.
Każda z nas lubi czułe słówka. Jednak panowie nie zawsze wiedzą jak pieścić  słowami i większość zwrotów rzucanych jest nam na odczepne. Niestety takie zachowanie działa odpychająco.
Nasi dumni mężczyźni, gdy usłyszą „kilka słów prawdy”, gotowi są obrazić się na wieczność, tupnąć nogą i trzasnąć drzwiami jak dziecko, któremu odmówiło się cukierka. Tymczasem panowie, krytyka nie boli, przyznanie się do błędu bez walki, bywa rycerskie niż twarde obstawanie przy subiektywnej racji, zwanej czasem prawdą…..cdn
„Niektórzy mężczyźni tak poważnie siebie traktują, iż nie dostrzegają, jacy są komiczni”.
                                                                                 Harold MacMillan
Zostaw komentarz więcej...

Zrozumieć…mężczyzna a kobieta…cz.I

przez , 14.mar.2011, w Życie

Wielu kobietom nie udało się nigdy zrozumieć mężczyzn….Czy my-kobiety, rozmawiając z mężczyzną  w jednym języku mówimy na pewno o tym samym? Kobiece -NIE, zawsze nie znaczy-NIE. Zastanawiam się czy męskie TAK, znaczy na pewno TAK? Nauczyłam się kilku ważnych rzeczy.Odbędę podróż w głąb męskiej duszy.

Kobiety spostrzegają świat jakby inaczej. Bardziej wyrażamy swoje emocje.Gdy jest nam smutno-płaczemy, gdy jesteśmy szczęśliwe również płaczemy….Mężczyźni obawiają się naszych łez, są wrażliwi na ich widok.Gdy piszemy czułego sms-a, to oczekujemy w zamian tego samego lecz nie za godzinę….bo czekając dłuży nam się czas niemiłosiernie. Czekając stajemy się nerwowe, co bardzo dziwi mężczyzn.Nie oczekujemy również krótkiej odpowiedzi np:ok, czy ja również…..
Od zarania dziejów mężczyźni postrzegani są jako „płeć mocniejsza”.Przypisano im miano bycia silnym, odważnym, bohaterskim, zaradnym…co ma imponować kobietom…Czy oby to prawdziwy obraz faceta-obraz macho? Uważam , że istnieje dysonans miedzy rzeczywistością, a wykreowanym wizerunkiem mężczyzny. Niestety presja otoczenia powoduje, że facet czuje się niepewnie, co powoduje, że trudno jest mu zaakceptować swoje słabości, a tym bardziej przyznać się do nich otwarcie.
Dr. P. Popenoe powiedział, że „Mężczyźni są twardzi, ale z kruchego materiału; kobiety miękkie, ale wytrzymałe”
Kobiety i mężczyźni nie umieją bez siebie żyć, choć są tak różni od siebie.Motto? trzeba stale na nowo się poznawać i uczyć się siebie.
„Kobieta jest jak klejnot, a mężczyzna jako oprawa, żeby ten klejnot mógł lśnić…” cdn.
Zostaw komentarz więcej...

ekstrymalna wieczorna ekspresja

przez , 04.mar.2011, w Życie

 Od kilku dni czuje zapach wiosny. Słońce tak pięknie świeci.Wieczorna ekspresja uzewnętrzniła moje dobre samopoczucie. Udałam się do krainy marzeń, namiętności, która była bardzo wyrazista. Tak bardzo lubię pobyt w” innym świecie”. Napajać się każdą cząstką jego istnienia. Łykać „oddech” świeżego podmuchu wiatru, który głaszcze mnie po twarzy. Pewne dźwięki, obrazy, słowa, zdarzenia niczym powiew wiatru pozwalają odkryć, że w sercu nadal tli się płomień. Płomień pełen pasji i pragnień, który pokazuje jak bardzo żywe są nasze marzenia. Jakaś nieznana siła ciągnie mnie w stronę” innego świata-krainy łagodności”. Zamknąć oczy i rozkoszować się tym wiecznie… co ja mówię? przecież zaraz  muszę powrócić do mojego życia, ale taka przerwa jest bardzo przyjemna i przede wszystkim potrzebna. W pamięci pozostaje smak, zapach….

PS
Każdy wtulający się w Ciebie podmuch wiatru
Każda wchłaniana przez Twoją skórę kropla deszczu
Każdy ogrzewający Cię promień słońca
To będę ja całus 
Zostaw komentarz więcej...

wracają złe wspomnienia jak biegnąca rzeka, jak tulipany pojawiające się na wiosnę, jak bociany wracające z dalekiej podróży…

przez , 03.mar.2011, w Życie

Nawet promyki słoneczka nie rozproszyły mojego złego wspomnienia sprzed dwóch miesięcy. Jedno wczorajsze zdanie przywołało pewien obraz, który zagościł w mojej głowie. Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija….Niewiele rzeczy tak oszukuje jak niektóre wspomnienia. ..Paulo Coelho powiedział-”spróbuj po prostu żyć. Rozpamiętywanie jest zajęciem starców”. Prawdziwe, mądre słowa. Niestety nie jest to takie łatwe….

Zastanawiam się dlaczego ten temat mnie tak nurtuje…i nie potrafię znaleźć sensowej odpowiedzi. Wiem tylko tyle, że na samą myśl o tym, doznaje dziwnego ukłucia w serduszku. 
Dzisiejszy dzień pełen pączków i innych różnych łakoci nie pomagał mi w tym. Bycie na diecie i przetrwanie w takie dni, to nie lada wyczyn !!!!! Jednak byłam dzielna !!!Małe chwile zwątpienia….ale dam radę. Nie mogę zawieźć samej siebie i swoich oczekiwań. Mam cel, do którego zmierzam małymi kroczkami, więc tłusty czwartek nie przekreśli tego.


Zostaw komentarz więcej...

cytat dnia

przez , 02.mar.2011, w Życie

Wielkie umysły mają cele. Małe umysły mają życzenia.

Washington Irving

Zostaw komentarz więcej...

Dzisiejsza dawka motywacji

przez , 01.mar.2011, w Życie

Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie

Peter Drucker

Zostaw komentarz więcej...

słoneczne promyki szczęścia….

przez , 27.lut.2011, w Życie

Po przebudzeniu ujrzałam cudowny widok….promyki słońca zaglądały przez okno jakby chciały powiedzieć mi-dzień dobry.Parę minut później byłam już w drodze na basen. Pogaduchy z koleżanką, której nie widuję codziennie zajęły mi czas południowy. Po tak intensywnym poranku człowiek nabiera ochoty na branie życia garściami….i cóż można było począć z tak fajnie rozpoczętym dniem? spotkanie z przyjaciółmi było najlepszym wyborem. Długi, wspólny spacer,rozmowy o wszystkim, oglądnięcie targów ślubnych…Cały czas spotkaniu towarzyszyła nam piękna pogoda….

Popołudniu- udaliśmy się do bardzo znanej kawiarenki w naszym mieście. Kolejne doznanie przyjemności i zaskoczenia. Odkryłam najlepszą caffe latte macchiato, jakiej nie piłam już od bardzo dawna. Każdy jej łyk był kwintesencją smaku, zapachu-luksusu. Wydobyłam z niej wszystko  co najlepsze…..
Podobnie wyglądał wieczór-spokojnie, gościnnie u przyjaciół, ze smaczną rybką! ach …cóż za dzień, życzę sobie więcej takich chwil.

Żyj pełnią życia; inaczej popełniasz błąd.
Nie jest szczególnie ważne, czym się zajmujesz,
jeśli tylko masz życie w swoich rękach.
Bo jeżeli nie miałeś życia, to co miałeś? 
- Co się raz straci, już jest stracone, nie zapominaj o tym.
Właściwa chwila to jest każda chwila, którą człowiek będzie miał szczęście przeżyć…
a więc żyj! 


                                           
Zostaw komentarz więcej...

fajny tydzień

przez , 27.lut.2011, w Życie

Fajny tydzień….Taki spokojny a zarazem pracowity. taki jakiego nie miałam od jakiegoś czasu. Wreszcie poczułam „ogród mojego serca”, a nie „huragan zdarzeń”, który przynosi nasiona troski, smutku czy cierpienia. Wreszcie dotarła, do mojego wnętrza. istota pewnej sprawy, a raczej mojego problemu. Mam nadzieję, że obrany sposób przyniesie oczekiwane-pozytywne rezultaty.

Spoglądając na czerwone płatki róży….przed oczyma dostrzegam obraz wspomnień. Smak zielonej herbaty, chwila przyjemnej rozmowy-generalnie uroczo spędzone przedpołudnie stało się dopełnieniem-fajnego tygodnia…..
http://www.youtube.com/watch?v=JJdY_9lKPZk
Zostaw komentarz więcej...

Empirycznie

przez , 23.lut.2011, w Życie

Powrót do pracy po urlopie, okazał się super lekarstwem na „myśli”. Dookoła mnie wciąż poruszane są tematy, które wywołują dziwne samopoczucie.  Ciepło w sercu, poczucie spokoju i stabilizacji, przeplatające się ze strachem. Nie sadziłam, że „przeszłość” będzie moim cieniem, prześladowcą. Uświadomiłam sobie, że kiedyś byłam bardzo naiwna wierząc, że zamykając pewien etap w życiu i zostawiając go za sobą, będę umiała z dozą optymizmu łykać życie garściami i umieć się z tego cieszyć-dążyłam do bycia szczęśliwym człowiekiem. Jednak strach przed pewnymi rzeczami nie pozwala mi na to. Borykam się z myślami. Moja obszerna wyobraźnia zagląda w ciemne zakamarki życia tak,jakby chciała mnie ostrzec przed czymś. Pewne zasady świętości na temat domu, rodziny……ulegają rozkładowi…..zaczynam zastanawiać się po co to wszystko? 

Empirycznie-moje życie oparte jest na doświadczeniu…..które „idzie” jak Białoruska inflancja
Zostaw komentarz więcej...

bajkowe świetliki-wehikuł czasu

przez , 20.lut.2011, w Życie

Moje marzenia są jak świetliki, małe punkciki migające w ciemności…..

Pamiętam jak byłam małą  dziewczynką, która wierzyła w bajki. Marzyłam o tym jak będzie wyglądać moje życie…piękna sukienka, książę, który zawiezie nas do zamku na wzgórzu. Leżałam w nocy w łóżku, zamykałam oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyłam….Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, Książę z bajki- byli na wyciągnięcie ręki. Pewnego dnia dorosłam, otworzyłam oczy a bajki zniknęły. Nawet w życiu dorosłym trudno jest całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą. Na dzień dzisiejszy moje marzenia, to jak budować dom i palić wszystko wokół….
Ryszard Riedel-śp były wokalista z zespołu Dżem, w piosence ” Wehikuł Czasu „, śpiewa…”Marzeniami żyłem jak król”. Ja niejednokrotnie żyję….


Zostaw komentarz więcej...

Homer

przez , 19.lut.2011, w Życie

Mija drugi tydzień mojego urlopowania. „Nadmiar snu męczy, zbyt długi odpoczynek staje się cierpieniem”-słowa Homera stały się w moim przypadku doskonałym przykładem.

Miałam zaplanowane prace remontowe, które miałam wykonać. Niestety nie wszystkie zaowocowały tak jakbym chciała, a to pociągnęło za sobą wiele sterów i przemyśleń. Wiem, że trzeba iść, tak jakby ścieżka za kolejnym zakrętem miała się wyprostować, jakbyśmy mieli wyjść na świetlistą polanę, gdzie spokój i odpoczynek to całe zaklęcie…..każdy z nas wie, że słowa a czyny, to dwa zupełnie inne światy.
Teraz już wiem, iż mojej naturze leży, że odpoczynek po jednej pracy znajdę tylko w pracy następnej….”Bezczynny mózg jest warsztatem diabła”-mój urlop był piekłem…”Praca tworzy zaporę przeciwko smutkowi”….wole zużywać się niż rdzewieć!!!!!!!
Zostaw komentarz więcej...

….zamiast….

przez , 17.lut.2011, w Życie

Mój teraźniejszy nastój wyrażę słowami piosenki Edyty Geppert- „Zamiast”


http://www.youtube.com/watch?v=0EWXXhSjGkI
Zostaw komentarz więcej...

…czas…

przez , 16.lut.2011, w Życie

Życie jest procesem. Wszyscy jesteśmy dziełami w trakcie powstawania-zielonymi pomidorami dojrzewającymi na parapecie życia. Przeżywając nowe doświadczenia, ucząc się nowych rzeczy i rozmyślając, często zastanawiam się, jaki pożytek z mojego „podarowanego czasu” może mieć „ktoś”…..krótka rozmowa na temat małej ilości czasu-zwaliła mnie z nóg. Czy tylko ja potrafię zorganizować sobie czas tak, by każdy był zadowolony?. Częste słuchanie tych samych zdań doprowadza mnie, do zwątpienia w słuszność sprawy.

Wyszłam dziś na osobę niewyrozumiałą, nieumiejącą docenić i cieszyć się z tego co ma. Założeniem rozmowy było zupełnie co innego. Chciałam tylko wytłumaczyć i powiedzieć za czym tęsknię i o czym marzę. Chciałam tylko poprosić o więcej czasu…..tylko czasami. To jednak nie oznacza, że nie daje mi radości to co mam. Nie żądam wiele. Ktoś kiedyś powiedział, że na wszystko przyjdzie czas. W moim przypadku uzbrojenie się w cierpliwość i czekanie -nie przyniosło oczekiwanego rezultatu…..Całość została wrzucona do jednego worka….z nadrukiem-BEZ KOMPROMISÓW……
          Nie mów, że brak Ci czasu. Twój dzień na dokładnie tyle samo godzin, co dzień
          Helen Keller, Michała Anioła, Matki Teresy, Leonarda da Vinci,Thomasa Jeffersona
          i Alberta Einsteina.
Rozumiem, że brak czasu jest ściśle powiązany z możliwościami……a gdzie w tym wszystkim-poświęcenie…….?????


Zostaw komentarz więcej...

wychechłana empatycznie

przez , 11.lut.2011, w Życie

Ostatnio moje życie prywatne wygląda jak zeznanie podatkowe-nic się nie zgadza. Moje oczy widzą zamazany obraz przeszłości. Co jakiś czas wracają sprawy z dawnych lat. Przeszłość jest moim prześladowcą…..

Mówi się, że cierpienie uszlachetnia człowieka. Miłość i nienawiść, radość i smutek, szczęście i cierpienie…na świecie musi panować harmonia…teoria i słowa są piękne -bo jak moglibyśmy docenić to co otrzymujemy i radować się z tego, gdybyśmy uprzednio nie zrozumieli czym jest dogłębne cierpienie, Jednak trudno jest wymagać od człowieka, aby w momencie gdy spotyka go nieszczęście dziękował za tak „uszlachetniające” doświadczenie…..Ja już bardziej „szlachetną” osobą nie mogę się stać……
Zostaw komentarz więcej...

blue monday……..

przez , 08.lut.2011, w Życie

Dzisiejszy dzień należał do najgorszych dni w roku i nic na to nie można poradzić. Brytyjski naukowiec Cliff Arnall obliczył, że ten ponury, depresyjny, przygnębiający, dołujący itp dzień przypada w trzeci poniedziałek stycznia, nazwano go-blue monday. W moim przypadku ten dzień był dzisiaj. Większość z nas rozpoczyna Nowy Rok z jakimiś postanowieniami. Obiecuje sobie, że się poprawi, że będzie lepszy, że rzuci palenie, że przejdzie na dietę itp. Ja weszłam w Nowy Rok bez żadnych obietnic czy postanowień. Pomimo to, czuję się zawiedziona, bezradna. Noszę w sobie ogromny żal. Życie jest niesprawiedliwe. Już dawno nie zadawałam sobie pytania dlaczego ja? Dziś to uczyniłam. Zaczęło się bardzo niewinnie. Postanowiłam zrobić mały remont z nutka nadzieji, że ktoś mi pomoże. Z naiwnością dziecka zaczełam plan wprowadzać w życie. Kolejne rozczarowanie…..osoba, na którą liczyłam nie była i nie jest zainteresowana tym. Tu już nawet nie chodzi o remont. Obojętnie jaki pomysł, zawsze znajduje odbicie lenistwa. Człowiek znosi, toleruje.Dziś skumulowało się więcej czynników i nastąpiła mała eksplozja emocji. Zapewne więcej osób usłyszało coś czego nie powinno….Podjęłam walkę z moimi myślami, próbowałam…..Nawet dałam się namówić koleżance-Koziorożcowi, by udać się do sklepu w celu obejrzenia farb i zakupu jakiejś białej-podkładowej. Myślałam, że jak przejdę się z wiaderkiem farby w ręce po mieście, moja wewnętrzna złość zostanie wykorzystana pozytywnie. Niestety, tak nie nastąpiło. Szłam ulicą ze łzami w oczach i ogromnym wyrzutem, że wykonuje zadania męskie. Moja wyobraźnia podążała w kierunku analizowania czynności jakie wykonuję na co dzień. Pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie….a do tego wszystko to na czym znam się mniej, czyli śrubokręty, młotki, szpachelki itp….Każdy się kiedyś wypala…..ja wypaliłam się popołudniu gdy odkręcałam lampkę ze ściany. Śruba i śrubokręt odmówili mi współpracy. Nastąpiła scena jak z komedii romantycznej. Tylko z małą różnicą. W filmie jest zawsze happy end- tu nie było. Puściłam z uchwytu dłoni śrubokręt, usiadłam pod ścianą i rozpłakałam się jak małe dziecko. Dałam upust złości. Łzy same wyciekały z moich oczu. Nie sadziłam, że mam dodatkowy karnister….Prace remontowe stanęły. Zrobiłam tyle ile jestem wstanie dokonać własnymi rękami. Teraz co musi się wydarzyć bym mogła spojrzeć z optymizmem na to wszystko? W momentach kryzysowej wytrzymałości człowiek uświadamia sobie różne rzeczy. Ja zrozumiałam ile jestem dla kogo warta…..to bardzo bolesne doświadczenie, które powinno oznaczać coś nowego, pójść krok dalej… żal 

Zostaw komentarz więcej...

spacer w chmurach

przez , 06.lut.2011, w Życie

Zalety spaceru są nie do przecenienia. Dotlenia, poprawia kondycję. Okazuje się że nie tylko.

Środek zimy, a dzisiejszy dzień przypominał wiosenny. Poczuć można było ciepły wiaterek, który pobudzał do życia. Cały dzień słyszałam słowa piosenki Andrzeja Piasecznego „Śniadanie do łózka”. Piosenka ta sprawia , że moje oczy, usta się śmieją. Powoduje, że moja dusza gra, a marzenia staja się bardziej realne. Wiem, że istnieją w ludzkim sercu struny, których lepiej nie dotykać. Jednak dziś chciałam grać na wszystkich. Idąc… wyobrażałam sobie”
w otwarte okno wskoczysz nad ranem,
tuz obok się położysz nim stanę…
dostane do łózka podane
nowe życie na śniadanie,
pozwól, że Cię nim nakarmię,
szczęściem nie bój się na kruszyć,
wypełnimy nim poduszki
w otwarte okno wpuszczę promienie,
niech wreszcie nas do końca pogrzeją….
otwórz oczy,już się śmiejesz, dostaniesz ode mnie
nowe życie na śniadanie……


Zostaw komentarz więcej...

zimowe uniesienie….

przez , 31.sty.2011, w Życie

Rzeczy piękne są przedmiotem nie pojęć, lecz spostrzeżeń….

Odczuwam już przesyt zimowego letargu…..!!! Zachmurzone, szarawe niebo przyprawia o zawrót głowy. Popijając poranną herbatę poczułam zjawisko upływającego czasu. Wyobraziłam sobie, że jest środek lata. Siedzę nad jeziorem, piję winko i wpatruję się w jego krystalicznie mieniącą taflę, w której widać odbicie księżyca. Delikatne dźwięki muzyki wydobywające się z głośników samochodu piszą poemat pięknych chwil. W tak piękną noc…któż by nie chciał kochać się na łonie natury, przy blasku ogniska….????  Niestety z tak pięknego uniesienia musiałam wrócić do codziennych obowiązków w pracy. Jeszcze tam powrócę….
Zostaw komentarz więcej...

Senne pomysły

przez , 26.sty.2011, w Życie

Sen jest bratem wyobraźni. Potrafi męczyć nas koszmarem, potrafi pokazać rzeczy cudowne, nawet i prorocze. Faktem jest to, że wiele pomysłów rodzi się we śnie, które mogą urozmaicać nasze życie codzienne. Problem polega na tym, by wstając rano z łóżka, przypadkiem ich nie „podeptać”, czyli nie zapomnieć. Dziś udało mi się zapamiętać każdy szczegół mojego snu, który wprowadził mnie w cudowny nastrój na cały dzień. Jeszcze popołudniu czułam, na ustach, smak czekoladowej kawy, pitej w muzycznej kawiarence. Czytałam artykół o badaniach na temat snu, wiadomo, że leczy, że dobry sen odstresowywuje, że jest twórczy, a co najważniejsze-mózg podczas „snu” przeprowadza „neuronowy renament”, gdy nie ma bodźców zewnętrznych, mózg zajmuje się przede wszystkim sobą. Przetwarza przyswojoną wiedzę, selekcjonuje zapamietany materiał i utrwala tożsamość. Dziś po otworzeniu oczu, tak właśnie się poczułam. Nie było nikogo tylko ja i mój „sen”, który uważam za niezły prezent dzisiejszego dnia. „Sen” jest bardzo potrzebny. kawa   oczko3 

Zostaw komentarz więcej...

Otwarte okno Twego istnienia

przez , 14.sty.2011, w Życie

Otwarte okno Twego istnienia. „Kraino Łagodności”, lubię Twoje objęcia, które są szczerą gościną Twego serca. Wiem, że teraz jesteś zmęczony, bo cały dzień biegałeś w moich myślach….. hahaha 

Dziś ogrzałeś moje serce, potem zapaliłeś w nim płomień, a teraz moje serce płonie ogniem piekielnym. By Cie dotknąć, deszczem się stanę, by spływać tysiącami pocałunków po Twych policzkach, zaklęta w małe kropelki…..
Na koniec dzisiejszego dnia wyślę Ci rachunek pocztą-Jaki rachunek? spytasz…-ten za 10 godzin niewidzenia,600 minut myślenia i 90 minut uniesienia. hahaha 


Zostaw komentarz więcej...

Szept

przez , 11.sty.2011, w Życie

Szepczę do Ciebie cichutko
Wiem, że słowa me słyszysz
Dotykam Cię pragnień nutką
Choć dzieli nas otchłań ciszy
Otulam mą obecnością
Oplatam pieszczot rzeką
Karmię Cię moją czułością
Choć jesteś tak daleko
Ozdabiam Twoje włosy
Śnieżynkami moich myśli
Tonę z Tobą w rozkoszy
Choć tylko gdy się przyśnisz
Wiem, że kiedyś Królewiczu
Myśli zamienię te w słowa
I będę je z Tobą do rana
Nie tylko szeptem smakować..
 całus 




http://www.youtube.com/watch?v=Kt-uv4BNJL8
Zostaw komentarz więcej...

…przedwczorajsze częściowe zaćmienie słońca…

przez , 06.sty.2011, w Życie

Ludzie robią sensacje ze zjawisk przyrody, ale nie zdają sobie sprawy z  tego, że sami  na własne życzenie powodują  ”zaćmienie słońca”. Przedwczoraj znalazłam się w półcieniu „księżyca”, za który sama się schowałam.Przez chwile słońca ubywało, a potem przybywało. Przedwczorajsze prawdziwe zjawisko zaćmienia  trwało trzy godziny.Moje krócej.

Czasami różne myśli oplatają moją wyobraźnię…..za dużo myślę…..za bardzo chce zrozumieć.  W dzwoneczkach ciszy i w marzeniach otwiera się „Inny Odrębny Świat”, do niczego nie podobny. W nim życie jest jak nigdzie.W „Innym Świecie” myśli są tylko moje i to ja jestem ich autorem, kreatorem wszystkich marzeń. One nigdy nie zniknął, nie zamilkną. Będą żywe w nas, będą lśnić przez cały czas. Drugą stroną medalu moich marzeń jest bezradność , która niekiedy powoduje „zaćmienie słońca”…. Chce wierzyć w to, że „mój Inny Świat” jest blisko-wspierając mnie…..
Zostaw komentarz więcej...

Nowy Rok 2011

przez , 01.sty.2011, w Życie

Wieczór poprzedzający Noc Sylwestrową nie należał do udanych.Moje oczy zobaczyły rzeczy, których nie powinny widzieć.Zaskoczenie, rozczarowanie i ogromny ból serduszka, który towarzyszył mi aż do ostatnich chwil końca roku.Zegar toczył walkę, by cofnąć wskazówki czasu.Jednak nikt nie może tego uczynić.Czułam się okropnie do momentu rozmowy, która uspokoiła.Nie wyleczyła rany w serduszku lecz zaczęła etap gojenia.Poczułam, że mogę się uśmiechać.Z ogromną ulgą rozpoczęłam zabawę sylwestrową.Panowała niezwykła atmosfera.Ogromna dawka muzyki, tańca,śmiechu.Cieszę się,że „sylwester” spędziliśmy w swoim zaprzyjaźnionym gronie.Przyjaciele, którzy w swoim towarzystwie czuja się swobodnie.Tu nie ma miejsca na monotonię, kłótnie czy problemy.To jest zawsze czas miło spędzony na rozmowach i szaleństwach.Cóż można sobie życzyć w takich momentach?Życzę sobie bym zawsze miała tych ludzi obok siebie.

O północy niebo przybrało cudowne kolory.Fajerwerki, sztuczne ognie.Stojąc z lampką szampana i oglądając magię nieba, odpłynęłam do „Innego Świata”Czułam za sobą jego obecność.Dziwne uczucie….chciałam tam zostać.W mojej głowie nasunęło się pytanie.Dlaczego to nie jest rzeczywistość,realność…?.Z każdym łykiem szampana czułam smak”przyjemności”.
Magia nocy spowodowała, że byłam w dwóch miejscach jednocześnie.Niech dzieje się magia!!!!!!!!
Zostaw komentarz więcej...

Droga życia…stojąc na rozdrożu dwóch światów……

przez , 27.gru.2010, w Życie

Nasze życie można porównać do wędrówki, którą powinniśmy poznawać naszymi wszystkimi zmysłami.Człowiek idzie przed siebie  nie mając lub mając jakiś cel, który chce osiągnąć.Często zatrzymuje się gdzieś by odpocząć.Wiele razy na jego ścieżce życia stoją przeszkody., z którymi musi się zmierzyć.Czasami wygrywa, a czasami ponosi porażkę.Podczas naszej wędrówki napotykamy na wiele znaków, które wskazują dobry kierunek.Niestety często ich nie zauważamy, czy ignorujemy.

Ja w na swojej ścieżce życia spotkałam „Inny Świat”Nie sądziłam, że z jednego”instrumentu” można usłyszeć dźwięki całej orkiestry.Słuchając jej melodii, krew w żyłach jest jak rwący potok, który zmienia się w rzekę.Tym samym jest cichym westchnieniem.Jest jak wakacje na Dominikanie czy morska bryza.Rzeczywistość a „Inny Świat” to jedna kolęda dwóch walczących, w mojej głowie, światów.Rozglądam się dookoła by dojrzeć jakiś znak, który wskaże mi właściwą ścieżkę,którą będę mogła podążać dalej.Stojąc na rozdrożu nie jest łatwo, nieważne którą drogę wybierzemy…i tak coś stracimy….Odczuwam radość ze smutkiem.Rozdwojenie pragnień, pomieszanie zmysłów…..
Zostaw komentarz więcej...

wigilijny gwiezdny pył….

przez , 25.gru.2010, w Życie

Minęła północ, gwiazdy na niebie spoglądają na mnie i widzą….”normalność dnia”.Zadaję sobie pytanie gdzie ta magia świąt? gdzie wyjątkowość nocy?. Spoglądam na mojego psa z nadzieją, że przemówi do mnie…..jednak cisza…..nie odczuwam smutku,nie odczuwam radości. Chciałabym być przez moment gwiazdą i lśnić w taką noc jak dziś. Spojrzeć z góry i poczuć wieczność-nieśmiertelność.Jednak po co to wszystko, jakby człowiek był samotny.Czas pasterki, a ja spoglądam w niebo i szukam upadłej gwiazdy….Czuje jakby moje serce nie mieściło się w klatce piersiowej.Każdy pisze sam swój scenariusz życia.Gwiezdny pyle, a jaki ma być mój?

Czuję, że muszę odejść….zniknąć….zapomnieć…..
Miałam powtarzać sobie, że to”normalny weekend”.Można oszukiwać się…Jednak to czas zadumy, wsłuchania się w nasze serca. To czas pogodzenia i zapomnienia o codziennym zgiełku, to wulkan emocji, sytuacji i rozmów. Usłyszałam dziś parę miłych słów,jak również kilka pytań, które przeraziły mnie…
Chciałabym mieć swój skrawek nieba.W takich momentach jak dziś wdrapać się tam, przejść przez złotą bramę i poczuć, to co pragniemy!!!!
Zostaw komentarz więcej...

Zakopane po babsku-powrót

przez , 20.gru.2010, w Życie

Siedząc w pociągu i czekając na odjazd ,człowiekowi przeplatają się różne myśli.Z jednej strony żal, bo czas opuszczać”czas teraźniejszy”,górską dzikość mego serca…z drugiej strony miłe poczucie,że ktoś na Ciebie czeka, tęskni…

Coca-cola z biedronki ratowała nam życie,szybka zmiana mokrej odzieży w pociągu bawiła do łez.Niezjedzona zupka amino dodawała nam sytości wzrokowej oraz zainspirowała pomysł na kręcenie reklam.W takim nastoju dojechałyśmy do Krakowa.Tam miałyśmy godzinę czasu na zjedzenie pierwszego posiłku i zakup już nie” ognistej wody życia”Udałyśmy się do Karczmy.Nasze kupki smakowe były szczęśliwe gdy poczuły smak ciepłego posiłku.Placek po zbójnicku oraz filet z kurczaka okazały się wyśmienite oraz dały sporą dawkę energii, którą w większym stopniu wykorzystałyśmy na poszukiwaniach apteki.Gdy już cel był blisko, niestety zabrakło czasu na zakup potrzebnego produktu Zrezygnowane  musiałyśmy zdążyć na pociąg.Na szczęście owy „tramwaj” był spóźniony.
Powstał krótki film-relacje z dworca głównego – Kraków, przeprowadziła kompanka podróży-Koziorożec.
Pociąg zmierzający do rzeczywistego świata sunął  po szynach.Zawładnęłyśmy całym przedziałem….przyszedł czas na wspominki, rozmowy, oglądanie zdjęć…Parę usłyszanych słów przez telefon oraz kilka literek w postaci sms-a spowodowało ciepło w sercu i wyciszenie się.Doza tęsknoty zwiększała się z każdym przebytym kilometrem.Dziwne skrajne uczucia mieszające się ze sobą.Podwójna tęsknota-za Zakopanym i za „kimś” zawładnęła moją głowę.
Przystanek docelowy-Opole-trzeba było wysiąść z pociągu.Koniec babskiej przygody-filmu „Szpilki na Gubałówce”.Główne bohaterki wróciły do codzienności.Jednak nikt nie zabierze pięknych wspomnień, które na zawsze pozostaną w naszych sercach.!!!!!!Jeszcze to powtórzymy Koziorożec!!!
PS
Podziękowania dla towarzyszki podróży!!!! hahaha 
Carpe Diem-było naszym mottem przewodnim podróży
Zostaw komentarz więcej...

Zakopane po babsku-pobyt

przez , 16.gru.2010, w Życie

Zakopane!-od zawsze kojarzyło mi się z lustrem mojej duszy.Wierzyłam,że pobyt w tym mieście doda nam skrzydeł, ukoi nasze obawy i lęki, a to ,że łzy lubią nieraz gorzej niż kule dziurawić….wiedziałam….Pierwszy wieczór był wesoły.Jednak przyszedł krótki czas,na mały rachunek sumienia, kilka kropli smutku,parę słów prawdy….Jednak jaki by nie był powód łez, w końcu i tak trzeba wytrzeć nos.Kiedy to zrobiłam stałam się innym człowiekiem-oczyszczenie.Zaczęłyśmy życie w Zakopanym brać garściami.Radość od rana, do późnych godzin nocnych.Dni spędzone na spacerach,a wieczory i noce na zabawie dają dużą moc uzdrawiania.Konwersacje z ludźmi, wygłupy, szalone pomysły spowodowały doznania szczęścia.Przez ten czas ,nie żyłyśmy w przeszłości, ani w przyszłości. Dla nas istniało tylko dzisiaj i nie obchodziło nas nic więcej. Udało się trwać w teraźniejszości, byłyśmy szczęśliwymi babeczkami. Czy szczytowałyśmy na Giewoncie? ha wybrałyśmy wersje light-Gubałówka.Na szycie dałyśmy się porwać w objęcia dzikiego i namiętnego niedźwiedzia.Wypowiedziane życzenie, zjedzenie kwaśnicy, wypicie pitnego miodu i powrót.Zejście nie należało do najłatwiejszych, ale za to bardzo zabawnych.Duża ilość śniegu utrudniała ale zarazem bardzo bawiła.Tarzanie się w białym zimnym” puchu”, jest rewelacyjne.

Niezapomnianym przeżyciem była nasza wizyta w karczmie, gdzie na wejściu górale przywitali nas śpiewem, okrzykami-że witają Opole! hmmm.Długo zastanawiałyśmy się z skąd przeciek informacji,ale i tak nie dałyśmy rady przypomnieć sobie-”woda życia,grzańce”robiły swoje. Góralska chęć poznania nas była interesująca.Wyraźnie można było dostrzec różnice w zachowaniu mężczyzn mieszkających na stałe w Zakopanym.Góralski sposób bycia był intrygujący.Namacalnie doświadczyłyśmy tego zjawiska.Trzymanie ciupag, pistoletów….:-)))tańce, hulanki, swawola.Sprawdziłyśmy prawdziwość teorii na temat góralskiego odzienia.Na własnej skórze czułyśmy moc i dzikość upolowanych zwierzyn.Pomimo temperatury -17 stopni, taniec w krótkim rękawku, z góralami, na Krupówkach należał do gorących oh…Degustacja specyfików zakopiańskich okazała się trafna i mocna.Ostatnie, nocne godziny pobytu w Zakopanym spędziłyśmy na Gubałówce w doborowym towarzystwie miejskich harnasi !!!
Po kilku dniowych, intensywnych imprezach i malej dawce snu trzeba było opuścić Zakopane.Nasze samopoczucie w momencie wejścia do pociągu było rozkładem ludzkiego ciała…cdn
Zostaw komentarz więcej...

Zakopane po babsku-wyjazd

przez , 15.gru.2010, w Życie

 Wyjazd do Zakopanego został zainspirowany filmem „Szpilki na Giewoncie”.Szalony pomysł, szalone dziewczyny i ich szalone pragnienia, aby „szczytować na Giewoncie” :-))).Nie mogłyśmy pozwolić by nasze fantazje uległy zaniechaniu.Postanowiłyśmy stać się bohaterkami własnego filmu….a scenariusz napisał się sam…..a było to tak….

Nasza babska wyprawa zaczęła się od mojego zaspania.Gdy otworzyłam powieki 10 minut przed planowanym odjazdem pociągu-przeraziłam się.Dzień zaczęłam od słów” o k…..”Jednak to nie spowodowało naszej rezygnacji.Już 30 minut później siedziałyśmy w innym pociągu zmierzającym do krainy zapomnienia o złych chwilach i decyzjach.Zakopane miało stać się miejscem, dzięki któremu nabierzemy dystansu, gdzie naładujemy swoje „baterie”.Moja towarzyszka przygody(zwana Koziorożcem} zadbała o parę ważnych szczegółów podczas podróży, składających się z zestawu białych jednorazowych kubeczków, „wody życia” i paluszków, które później weszły na stałe w nasz jadłospis, stały się Zakopiańskim przysmakiem.I tak zaczęła się beztroska podróż.
Humor nie opuszczał nas nawet na chwilę. Nie obawiałyśmy się sytuacji, braku połączenia z Krakowa do Zakopanego.Nie miałyśmy pojęcia czym i o której uda nam się dojechać oraz czy znajdziemy miejsce do spania już u celu naszej podróży. „woda życia „dodawała nam jeszcze większe zadowolenie i energie.Ludzie patrząc na nas z boku odbierali nas przyjaźnie.W takich sytuacjach nowe znajomości nawiązuje się bardzo szybko.Pierwsze spotkanie integracyjne miało miejsce blisko toalety.Tam nawiązała się rozmowa z dwoma poznanymi mężczyznami.Ja byłam kojarzona z białego przechylającego się kubeczka:-) natomiast moja koleżanka wykazała większą inicjatywę i  większą chęć poznania owego mężczyznę nawiązując z nim dialog: 
ona pyta-czy masz dziewczynę
on odpowiada-że nie
a ona na to- a chcesz mieć?…
Odważna, pewna siebie kobieta, pełna radości!!!.
Dotarłyśmy do Krakowa.Szybka przesiadka do PKS.A tam kolejne śmieszne zdarzenie.Kompanka-Koziorożec trzymała w torebce sok, który otworzył się jej.Pech chciał, iż zaczął wyciekać na jasne spodnie pana, który siedział obok niej.Śmiesznie zwrócił jej uwagę:”coś  z pani torby cieknie”? zadał raczej pytanie retoryczne, przy czym jego mina była powalająca.Nie dało się ukryć, że była to prawda.Jego jasne spodnie pokryła pomarańczowa plama.Nastąpiło suszenie torebki oraz przedmiotów znajdujących się w niej.Jej jedyne rękawiczki zmieniły się w „egzotyczny”, cieknący,klejący strumień.Nastąpiło ich suszenie, które polegało na kręceniu nimi.hmmm nie ważne, że krople spadały na ludzi siedzących wokół nas.Ważne było tylko to, aby jak najszybciej wyschły.Poszkodowany mężczyzna okazał się miłą osobą.Pozostała część drogi upłynęła raczej spokojnie.
Po ośmiu godzinach podróży, byłyśmy w Zakopanym a zarazem bliżej spełnienia naszych marzeń .Nocleg znalazłyśmy w przeciągu 10 minut.Po małych zakupach i zatankowaniu się „wodą życia” wyruszyłyśmy na Krupówki…Pierwszy wieczór, lekki ton, kolejne śmieszne sytuacje i dowcipne dialogi.Siedząc w karczmie i popijając grzane wino,podszedł do nas mężczyzna.Usiadł przy naszym stoliku.Zapytałam : co go tu sprowadza.Odpowiedział ” Twoje piękne oczy…” i jak tu nie kochać tego miasta?…. cdn
Zostaw komentarz więcej...

Oto…słowa,które otrzymałam ostatnio od kogoś kogo znam niedługo.Cieszę się, że jest nam dane poznawać się bardziej.Moje „ja” podpowiada mi , że jest i będzie to fajna znajomość-DZIĘKUJE Ci droga koleżanko….

przez , 06.gru.2010, w Życie

Siła kobiety

Rzadko w życiu możemy spotkać, kogoś wyjątkowego,kto pozwoli nam inaczej popatrzeć na świat i na samych siebie. Ja miałam to szczęście…

Dziękuję Ci kochana

W życiu jest wiele chwil, w których chcielibyśmy poprostu zniknąć, nie odczuwać bólu, zapomnieć o krzywdzie, którą wyrządziła nam bliska osoba. W pewnym momencie czujemy, że nasze życie nie ma sensu i nawet wypicie litra wódki nie sprawia, że człowiek czuje się lepiej. W głowie pojawia się tęsknota, której nie da się zagłuszyć ani zaspokoić w inny sposób, jak tylko obecnością tej osoby, ale dlaczego pragniemy być z kimś kto nas krzywdzi,kto podcina nam skrzydła, kto sprawia, że w naszym sercu pojawia się strach,kto nie docenia tego co dla niego robimy, dlaczego strach przed porzuceniem,samotnością paraliżuje nas tak,że zatracamy własne ja, własną godność,kobiecość.

Jak wiele jesteśmy w stanie znieść jak długo jesteśmy w stanie się oszukiwać i tłumaczyć wszystko

 jak dużo łez jesteśmy w stanie wylać?

czy ktoś kto sprawia, że płaczesz jest godny Twojej miłości?

Czy ktoś kto sprawia Ci ból zasługuje na Twoje zaufanie?

Czy ktoś kto Cię krzywdzi, będzie w stanie Cięuszczęśliwić?

Każdy z nas zna odpowiedz na te pytania tylko niezawsze dopuszcza do siebie prawdę myśląc, że tak jest bezpieczniej, ale przychodzi taki czas, że ból wydaje się nie do zniesienia zostaje tylko

bezradność,żal, smutek.

Jak wtedy zacząć żyć. Skąd wziąć siłę by wyjść zdomu by zmierzyć się z przeciwnościami tylko niewielu ludzi to potrafi zmierzyćsię z tym. Nie uciekać nie udawać tylko, zrozumieć, przyjąć, zaakceptować niesztuką mieć w sercu, złość gorycz nienawiść, ale sztuką jest wybaczyć. To wszystko udało mi się zrobić nie czuję już strachu po raz pierwszy zaczęłam myśleć tylko o sobie spojrzałam w głąb siebie i zobaczyłam co tak naprawdę jest powodem mojego bólu, co tak naprawdę sprawia. że cierpię. Potrzebowałam kogoś kto by był przy mnie ,kto by mnie wysłuchał, zrozumiał i dodał siły i był ktoś taki,kto w trudnych chwilach dawał wsparcie, nie rozczulał się tylko dawał siłę do działania i za to jestem najbardziej wdzięczna

za szczerość, wyrozumiałość i przyjaźń teraz wiem, że to, czy jesteśmy szczęsliwi zalezy tylko i wyłącznie od nas nie od drugiej osoby.

To wewnątrz nas jest siła, jest też strach, ale ja już się nie boję bo wiem, że to ja decyduję o tym jak żyję czego pragnę i to wszystko co mnie w życiu spotkało doda mi tylko siły i doświadczenia, które zaowocują


1 komentarz więcej...

Zimowe południe…

przez , 05.gru.2010, w Życie

Zaskakująco miłe południe….prócz mrozu na dworze przywiało krótką chwilę w Krainie Łagodności. Smakowanie tych wszystkich chwil tworzy nasz Inny Świat, do którego wraca się z uśmiechem na twarzy.Doznałam wreszcie tak oczekiwanego ukojenia, spokoju. Chwilowa sytość moich myśli…Siedząc teraz przy ciepłej herbatce czuje jeszcze powiew chłodnego wiatru na mojej twarzy….Na dworze biała śniegowa pościel, która przykryła całą zieleń….a ja ujrzałam ją, w tak pięknej postaci, głębokiego spojrzenia, który wraz z szalikiem stworzył i przywołał wiosnę.Takie podróże są cudownym doznaniem.Nawet w zimowe dni można poczuć wiosnę!

Zostaw komentarz więcej...

Anioł Stróż

przez , 04.gru.2010, w Życie

Czy ktoś zastanawiał się kiedyś nad istnieniem anioła stróża? Czasami  ciemno jest od skrzydeł anielskich-wtedy wątpimy w jego istnienie. W takich trudnych momentach życia zadajemy sobie pytanie czy mamy swojego anioła stróża? Ja już pytałam…..z perspektywy czasu wiem, że zawsze był, tylko nie zawsze umiałam go ujrzeć, czy usłyszeć. Uważam że anioł pragnie dzielić się z nami swoją radością, miłością, szepce nam do ucha dobre rady, pełne miłości i mądrości. Każdy z nas chciałby, aby anioł umiał ingerować w naszą wolna wolę-i pokazał nam drogę wyjścia z ciemnego zaułka, lecz on działa w sferze naszych wspomnień, przypominając nam wyraźnie o czymś, co powinniśmy zrobić lub też ostrzegając przed czymś. Anioł życzliwie wpływa na nasza wyobraźnię  i motywy postępowania, przekonując nas, namawiając do zwalczania naszej słabości oraz złych skłonności. To on natchnie nas czasami wspaniałymi ideałami i zachęca do nowego, większego wysiłku. Złości się, gdy źle postępujemy. Anioł jest zawsze czujny i gotowy do obrony przed demonami. Anioły udzielają nam pomocy w najważniejszych chwilach życia. Kilka razy miałam już możliwość przekonania się że są-istnieją.Każdy ma swojego anioła stróża, niezależnie od tego, czy jest wierzący, czy nie.


http://www.youtube.com/watch?v=P6GTI_9NERw
1 komentarz więcej...

niemoc

przez , 03.gru.2010, w Życie

Nie móc czegoś odmienić, zdziałać, to okropne!Już samo słowo kojarzy się negatywnie.Niemoc, niemożność, bezsilność, bezradność, to stany,  których ludzie nie lubią. Człowiek czuje się szczęśliwy wtedy, kiedy czuje, że ma na coś wpływ i jest siłą…Jeśli ludzie odczuwają coś odwrotnego rodzi się poważny dyskomfort.

Niemoc-słowo składające się z dwóch członów MOC, które oznacza siłę, potęgę, witalność, wielkość, oraz z przedrostka NIE-zaprzeczającego tym cechom.Generalnie jest to umiejętność radzenia sobie zwłaszcza w trudnej sytuacji. Na co dzień osaczeni jesteśmy przez sytuacje bez wyjścia. Trudność nas przerasta. Jesteśmy bezsilni. Często są to problemy konkretne.
To bardzo przykry stan taka bezsilność.Ona nie wymaga współczucia, lecz nagany. Wymaga próby zmobilizowania się  do realizacji, do czynnych poszukiwań. Prawie zawsze znajduje się jakieś wyjście z trudnej sytuacji. Trzeba tylko bardzo chcieć i działać.
Nie traćmy kontroli nad własnym życiem. Wola działania i czas goją wszystkie rany. Nawet te najboleśniejsze. Uczmy się radzić sobie z problemami a nie zostawiajmy ich na pastwę losu. Przezwyciężymy trudną sytuację, a jeśli się nie uda powiemy sobie: trudno i będziemy żyli dalej. Jedno czy dwa niepowodzenia nie stanowią o sukcesie życia. Trzeba nauczyć się żyć również z porażkami. Nie poddajemy się bezradności. Problem i tak zostanie. Wcześniej czy później będzie się domagał rozwiązania. Lepiej od razu złapać byka za rogi, Byk może wierzgać, może próbować zmusić jeźdźca, ale wytrwały i uparty toreador nie da się tak łatwo zrzucić z siodła. Mocni ludzie też mają swoje słabości. Nie bójmy się przyznać do swojej przejściowej bezradności.

http://www.youtube.com/watch?v=UWb1xaFn0b4
Zostaw komentarz więcej...

po prostu jestem……..

przez , 23.lis.2010, w Życie



Jesli któregos dnia poczujesz, ze chce ci sie plakac. Zadzwon do mnie? Nie obiecuje, ze cie rozbawie, ale moge plakac razem z toba. Jesli któregos dnia zapragniesz uciec, nie bój sie do mnie zadzwonic? Nie obiecuje, ze cie zatrzymam, ale moge z toba pobiec. Jezeli któregos dnia nie bedziesz chcial nikogo słuchac. Zadzwon do mnie? Obiecuje byc wtedy z toba i byc cicho. Ale jezeli któregos dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze? Przybiegnij do mnie szybko. Moge cie wtedy potrzebowac.




Zostaw komentarz więcej...

dzisiejsze przemyślenia

przez , 22.lis.2010, w Życie

Czy masz czasami poczucie, że mieszka w Tobie dwóch różnych ludzi? Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka pokazujemy-reprezentujemy światu.Jest też i ten drugi, którego wstydzimy się ukrywając go.Niespójność ,wewnętrzny dysonans w każdym człowieku istnieje coś takiego.Chcielibyśmy być dobrzy.Czasami nie rozumiemy i nie umiemy wytłumaczyć swoich czynów, pragnień.Gdybyśmy umieli to wszystko zrozumieć, musielibyśmy być aniołami albo Bogiem.Człowiek nie jest nawet jakąś nadistotą, jest jedynie małym pielgrzymem w długiej ,dalekiej drodze swojego życia.Czy nasze słabości czynią nas wyrozumiałym i łagodnym?Wiem , że ten kto jest bezkrytyczny wobec własnego postępowania, nie będzie zdolny wczuć się w innych.Będzie twardy i nie będzie w stanie nikogo pocieszyć.Dodawać odwagi i wybaczać.Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni delikatni w wzajemnych kontaktach i słowach.Chciałabym życzyć sobie odwagi jaką ma słońce, które codziennie od nowa wschodzi nad wszelka nędzą świata. Brakuje mi tej odrobiny cierpliwości, aby doczekać się nadchodzącego poranka.Wiem że sukces nigdy nie jest ostateczny a porażka nigdy nie jest totalna.Liczy się odwaga.Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.

Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodziła się z tym, czego zmienić nie mogę.Odwagę, abym zmieniła to,co zmienić mogę i mądrość, abym potrafiła odróżnić jedno od drugiego.
Zostaw komentarz więcej...

rozmowa

przez , 19.lis.2010, w Życie

Często bywa tak, że przez to że ludzie nie rozmawiają ze sobą rodzi się wiele zła i nieporozumień.Trzeba ze sobą rozmawiać i wyjaśniać pewne powstałe „konflikty”.Dialog jest potrzebny.Jednak dialog jest też sztuką, której faktycznie musimy się nauczyć.Dzisiaj wiele osób jest nastawionych na monolog.Zwyczajnie nie potrafimy słuchać drugiej osoby czy też mówić o sprawach, które nas nurtują.Do tego dochodzi życie w pośpiechu.Ciągły brak czasu na spotkanie, na rozmowę z drugim człowiekiem.Teoretycznie jest dzisiaj łatwiej skontaktować się z druga osobą.Większość z nas jest, że tak powiem „pod telefonem”, bez komórki mało kto się ruszy z domu…Jednak taki kontakt jest pozorny-sms-y, automatyczne sekretarki…gdzie w tym wszystkim miejsce na kontakt z żywym człowiekiem. Zdaje sobie sprawę z tego , że czasami brak jest odwagi na rozmowę w cztery oczy.Jednak wtedy mogą narodzić się jeszcze większe nieporozumienia. Warto rozmawiać

Zostaw komentarz więcej...

….usłyszeć…..

przez , 13.lis.2010, w Życie

Gdybym mogła podarować Ci tylko jedną rzecz tego świata, chciałabym dać ci umiejętność patrzenia moimi oczami. Wtedy zauważyłbyś, jak ważny dla mnie jesteś.

Bardzo ładne i piękne słowa, które każdy chciałby usłyszeć z ust osoby mu bliskiej.

Zostaw komentarz więcej...

…chwila która trwa, może być najlepszą z Twoich chwil

przez , 11.lis.2010, w Życie

Chwile to bardzo krótki czas, który czasami znaczy więcej niż połowa życia.Warto go pamiętać, marzyć i śnić.Dziś chciałam by ta”chwila”trwała wiecznie…pod jej sklepieniem czułam się bezpiecznie…zobaczyłam, że noc ma słońca blask.Próbowałam wolniej oddychać, zupełnie jakby dzięki temu ta chwila mogła trwać dłużej. Uważam, że w towarzystwie odpowiedniego człowieka można odbyć podróż dookoła świata, a będzie Ci się zdawało, że wszystko to trwa jedną chwilę. Natomiast w złym- jedynie wleczesz się przez świat, nawet jeśli jedziesz expresem albo lecisz samolotem. Cieszę się, iż mam takie towarzystwo.Towarzystwo, dzięki któremu polubiłam jesień, deszcz, szare popołudnia, krótkie dni.Mówi się, że wszystko w życiu przemija.Moje wspomnienia pozostają!!!




Kto nie umie przysiąść na progu chwili, puszczając całą przeszłość w niepamięć, kto nie jest zdolny trwać w miejscu jak bogini zwycięstwa, nie doznając zawrotu głowy ani lęku, ten nigdy nie dowie się, czym jest szczęście
                                  

                                                                   Fryderyk Nietzssche
Zostaw komentarz więcej...

wieczór przy winie-wspomnieie

przez , 06.lis.2010, w Życie

Zamaczam usta w czerwonym winie.Chce  poczuć słodycz Twych warg-upajać się nimi, Wspominam dotyk Twych rąk.Teraz już wiem, że „przedpołudnie” to nie był sen. Każdy łyk wina to ciche wspomnienia.Zamykam oczy i widzę Twoją Twarz…mam ogromna ochotę zanurzyć  się w oceanie namiętności. Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija. Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić.

Zostaw komentarz więcej...

Przedpołudniowe Zaskoczenie

przez , 05.lis.2010, w Życie

Moje dzisiejsze ranne przebudzenie nie należało do najłatwiejszych.Z wielkim trudem zwlekłam się z łóżka.Nawet by mi do głowy nie przyszło, że przedpołudnie może stać się tak bardzo miłe i smaczne.ZASKOCZENIE.Już w samej definicji tego słowa jest zawarta cała ta nieoczekiwaność zdarzenia, nieprzewidywalność.Oczywiście można potem rozmawiać czy późniejszy efekt zdziwienia jest miły czy nie.Mój bym …hmmmmm…..miły….Nie czułam „presji” mijającego czasu.Kończę pić południową herbatkę z uśmiechem na ustach.Bezmiar myśli ogarnia moje ciało. Jeszcze parę minut relaksu, marzeń i wspomnień potem kilka godzin pracy lecz z milszym nastawieniem.

P.S.   :-)
Zostaw komentarz więcej...

Noc

przez , 04.lis.2010, w Życie

Ciemność zapadła, cicha i głucha noc. Próbuje się jej przysłuchać lecz ona milczy. Zastanawiam się nad tym co było, co jest i co będzie. Czy pranek przyniesie nam słońce i uśmiech? Czasami nie wiem co chce! Momentami jestem jak wulkan…wybucham bez ostrzeżeń….jestem jak ogień…niszczę złudzenia….jestem jak rzeka…nie oglądam się za siebie…jestem jak gwiazdy…spełniam życzenia…jestem jak noc…zapowiadam dzień…jestem jak dźwięk…rozbrzmiewam śmiechem…jestem jak kropla deszczu…żyję chwilą….jestem jak wiatr…trudno mnie zatrzymać…jestem jak kwiat…tak łatwo mnie zranić…jestem jak motyl…tak trudno mnie złapać…jestem jak nadzieja…tak łatwo mnie stracić. Od jakiegoś czasu dręczy mnie myśl co mam zrobić ze swoim życiem??? Najlepiej by było jakbym wyjechała gdzieś gdzie jest pustka a ludzie nie posiadają żadnych odczuć.Jednak wiem, że na nic by się to zdało jeżeli sama miałabym odczucia, takie jak żal, złość pustkę, niechęć, bezradność czy tęsknotę. 

Miły śnie przyjdź ukołysz mnie do snu!!!!!
1 komentarz więcej...

01.11.2010 dzień daleki od wymarzonego

przez , 02.lis.2010, w Życie

Dzisiejszy dzień nie należał do udanych i wymarzonych.Jednak nie ze względu na święto, które dziś jest.Takie dni powodują, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad wieloma sprawami.Wieczorem zrobiłam mały rachunek….Jednak do żadnych konkretnych wniosków nie doszłam.Chciałabym aby prawa strona równała się z lewą.By bilans wyszedł na zero.Chciałabym wreszcie rozwiązać te równanie.Jest w nim tyle niewiadomych….czas….pokaże….


Trudne chwile są dlatego, żebyśmy docenili te piękne. Wspaniałe chwile natomiast istnieją, żebyśmy mogli przetrwać te złe.
Zostaw komentarz więcej...

Relacje Damsko-Męskie

przez , 25.paź.2010, w Życie

25.10.2010

Nieustannie towarzyszy mi myśl, że ludzie pogubili się w dzisiejszym świecie, a w dużym stopniu zatracili równowagę w stosunkach damsko-męskich.Z jednej strony tęsknimy za czymś oczywistym, niepodważalnym, dającym nam poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej strony, nie chcemy dać się wpisać w utarty schemat, zakwalifikować do określonej kategorii. Kobiety pragną partnerów, którzy są uosobieniem stereotypowego mężczyzny tzn hardych i odważnych, ale również rozglądają się za wrażliwcami z niebanalnym zmysłem estetycznym. Taką ambiwalentną postawę prezentują również mężczyźni.Marzą o kobietach ambitnych, mocno stąpających po ziemi, ale zarazem eterycznych i czułych. Połączenie tak wielu cech w jednej osobie bywa często niemożliwe. Część z nas wie czego pragnie, a część tylko myśli, że wie. Za dużo chcemy osiągnąć  w krótkim czasie.Przecież każdy z nas w pewnym stopniu lubi być zagadka. Tajemnicą, która intryguje, fascynuje i pochłania.
1 komentarz więcej...

Trzeba Marzyć 24.10.2010

przez , 24.paź.2010, w Życie

 

Trzeba Marzyć  


 Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć.


Zamiast dmuchać na zimne

Na gorącym się sparzyć

Z deszczu pobiec pod  rynnę

Trzeba marzyć.


 Gdy spadają jak liście 

Kartki dat z kalendarzy 

Kiedy szaro i mgliście

Trzeba marzyć.


 W chłodnej, pustej  godzinie

Na swój los się odważyć 

Nim twe szczęście cię minie

Trzeba marzyć.


 W rytmie wietrznej tęsknoty

Wraca fala do plaży 

Ty pamiętaj wciąż o tym

Trzeba marzyć.


 Żeby coś się  zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć.

1 komentarz więcej...

16.10.2010 wieczorkiem

przez , 16.paź.2010, w Życie

Szkoda, że marzeń nie można

czasem uchronić od zetknięcia
z rzeczywistością…….
Zostaw komentarz więcej...

Magiczne tchnienie

przez , 16.paź.2010, w Życie

16.10.2010

„Pożądanie jest słodką rosą w ogrodzie namiętności”
Każdy marzy o namiętnej, gorącej, upojnej, zaskakującej, pełnej ciepła, czułości i romantyzmu nocy….ja tęsknię za kolejną….


Nie pozwól mi wrócić na ziemię
Pozostań magicznym tchnieniem
Niech grzeszne moje marzenie
Stanie się Twoim pragnieniem

Spójrz, gdzieś za horyzontem
Wiatr nicpoń łopocze żaglami
A ja za Twoim tęsknię portem
Nadziei się grzejąc myślami

Nie pozwól mi wrócić na ziemię
Bo chcę Ci wyszeptać wierszem
To co jest moim istnieniem
I w życiu jest najważniejsze

Spójrz, gdzieś za horyzontem
Słońce spać poszło z falami
A moje niebo nad jachtem
Zawirowało gwiazdami. 

Zostaw komentarz więcej...

teatr życia

przez , 11.paź.2010, w Życie

Parafrazując słowa W.Szekspira. można powiedzieć, że jesteśmy aktorami w teatrze świata.Sami kreujemy nasz los, tworzymy nasz byt.Pragniemy tworzyć coś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju.Czasami sami nie wiemy gdzie jest granica miedzy jawą a snem, rzeczywistością a wyobrażeniami.Pragniemy realizować nasze marzenia, które przybierają postać parasola, chroniącego nas przed światem realnym, przed codziennością.Niestety czasami nawet podczas wielkiego przedstawienia świat realny daje odczuć , że ciągle jest.Jakby chciał przypomnieć nam, że nie można uciec od niego.Jakby żądał antraktu!!!Odgrywamy swoje role i odchodzimy za kulisy, gdy kończy się nasz czas.Czy jednak bezpośrednie odniesienie  tej metafory do rzeczywistości nie oznacza, ze jesteśmy niczym marionetki? Są tez tacy, którzy świadomie decydują się na zakładanie masek, ukrywając tym samym swoje prawdziwe oblicze.Natomiast nie każdy potrafi później tę maskę zdjąć……Posiadamy przecież instynkty, dzięki którym jesteśmy w stanie walczyć o to, czego naprawdę chcemy.Wiemy czego pragniemy.Również do nas należy decyzja o byciu sobą, lub przybraniu pozy.Już na zawsze świat zostanie podzielony na tych, którzy grają i tych, którzy mają wystarczająco dużo odwagi, by się uzewnętrznić……


http://www.youtube.com/watch?v=0EWXXhSjGkI
Zostaw komentarz więcej...

Magnes Dusz

przez , 07.paź.2010, w Życie

07.10.2010

Chce zatopić się w słów śpiewanych brzmienie…
Na ekstazy szczyty wchodzę.Nie chce liczyć sekund, minut, dni.Wciąż jest mi mało Twego głosu i muzyki, która wydobywa się z niego.On wypełnia mnie.Męskość Twa wnika głęboko…Otul mnie sobą.Chce delikatną falą popłynąć do „Innego Świata”.Proszę zabierz mnie i nie pozwól wrócić.W Ogrodzie naszym gałęzie drżą.Wystarczy jeden Twój uśmiech, gest i cały ten świat cudowny jest.
        Ciało Twoje powabne
        Śpiewa cichym wzdychaniem
        Napełnia szalone me zmysły
        Zgłodniałym pożądaniem
Zostaw komentarz więcej...

Kraina Łagodności

przez , 05.paź.2010, w Życie

05.10.2010

Dzisiaj odbyłam jedną z najpiękniejszych podróży po Krainie łagodności.Melodia zamieszkała na stałe w moim sercu.Słowa spowodowały, że znalazłam swoją przystań, polane w ” Innym Świecie”,do której będę powracać.

….Jest inny świat
Tam wiem gdzieś tu
Nie za lasami tam
Po prostu on jest tu
I czuje płonie światło tuż obok nas
I tak czuję światło płonie
I złoty deszcz a tęcza
Tęcz nad głową
Wystarczy tylko spojrzeć
Ooo mój świat twój świat
Niech spadną łuski z moich oczu
Ooo mój świat twój świat
Cała twarz twoja płomień
Przyszedł już czas
Wielkiego powrotu
Do odczuwania prawd
Widzenia ważnych słów
I czuję płonie światło tuz obok nas…
Deszczu rękami nie zagarnę
Ooo mój świat twój świat
Istnieje to co kochasz
To światło jest
Przestronną bramą
Parasolem wszystkich słów
Spełniającą wiarą
I czuję płonie światło tuż obok nas…
Jest inny świat
Tam wiem gdzieś tu
Nie za lasami tam
Po prostu on jest tu
I czuję płonie światło tuz obok nas…

PS dziekuję Ci za to……..


http://www.youtube.com/watch?v=ttalAunGRVo


Zostaw komentarz więcej...

podróż marzeń

przez , 03.paź.2010, w Życie

Dzisiejszy pobyt w ‚Innym Świecie” był cudowną podróżą.Podróżą w inne miejsce niż zwykle.Odkrywanie , poznawanie nowych miejsc jest cudowne, optymistyczne.Takie doznania daja poczucie bycia potrzebną.Każda podróż może być fascynująca.Pewne miejsca mogą przyprawiać o dreszcz ciała.Nie trzeba uciekać w dalekie zakątki kuli ziemskiej by poczuć moc szczęścia.Wszędzie można poczuć niezwykłą energię.Moja podróż trwa….jest jeszcze  tyle miejsc do zwiedzenia!!!!

1 komentarz więcej...

na prośbę cd przeszłości

przez , 02.paź.2010, w Życie

Dla uzupełnienia.Mój mąż po tym incydencie z autem poddał się, zniknął.Co jakiś czas pojawiał się aby uprzykrzyć  mi życie.Czasami udało mu się to uczynić.Wiedział, że pewne decyzje związane z dziećmi należy podejmować wspólnie.Bardzo żałowałam i żałuję, że nie ograniczyłam mu praw rodzicielskich.Moje córki dziś mają prawie 14 lat.Są już na tyle dojrzałe, że wiedza wiele.Jednak nigdy im nie opowiedziałam całkowitej prawdy.Nie wiedza o przemocy, lęku, łzach.Zawsze chciałam, by same mogły wyrobić własne zdanie na jego temat.Kiedyś przyjdzie czas, że pokaże im mojego bloga.Generalnie nie maja kontaktu z ojcem-znikomy .Jestem zadowolona, że nie szukają go.Ja musiałam włożyć wiele pracy abym mogła stanąć pewnie na nogach.Dziś z perspektywy czasu uważam , że mi się to udało.Uzupełnienie  to wpis z 13 i 14 września. Musze dodać , że pewne urazy zostają!!!!

Zostaw komentarz więcej...

Inny świat-tęsknota

przez , 02.paź.2010, w Życie

Krople deszczu srebrzą się na szybie w świetle księżyca.Obserwuję ich migotanie -myślę….tęsknota przywiodła na myśl wspomnienie zaplanowanej godziny spotkania.Godziny w rozproszonej rozkoszy.Godzinnej podróży do ” innego świata”, z którego nie można powrócić.”Inny świat” to taniec namiętności, chwila nieba.Dziwnie przyjemne doznanie, tak jakby świat był jedną a życie drugą planetą.Bliskość otwartego okna sprawia,  że czuję na sobie jesienny poryw wiatru.Pora deszczu może być piękna.Zadaję sobie pytanie: namiętność, rozum.Rozum, namiętność.Na ile coś je łączy.Czy w namiętności da się kierować rozumem?Czy rozum współgra z namiętnością?!”Inny świat” to niekontrolowany impuls, żądza czy może coś więcej? Czym jest? Czym będzie?

Zostaw komentarz więcej...

pragnienia, fantazje i wybory

przez , 28.wrz.2010, w Życie

27.09.2010

 
W życiu jest tak,że stawiamy sobie jakiś cel, który chcemy zrealizować.Dążymy do tego by nasze pragnienia się urealniły, aby spełniło się to, co według nas przyniesie nam szczęście.Nasze życie pełne jest sytuacji, w których musimy dokonać wyboru.Dobro czy zło, prawda czy kłamstwo, obowiązki czy przyjemności.Czasami człowiek chciałby zapomnieć o tym wszystkim, nie podejmować żadnych decyzji, żyć chwila, ale to nie jest możliwe.Czasami pragnienia są tak silne i kuszące, że reszta nie ma większego znaczenia.To one nadają nam koloryt życia.Wtedy chcemy uśmiechać się, krzyczeć, tańczyć w deszczu.Czasami trzeba zamknąć oczy i puścić wodze fantazji…sex na plaży, pieszczoty przystojniaka z pracy…przecież to normalny objaw pracy naszego mózgu.Fantazje odzwierciedlają nasza osobowość.Erotyczne marzenia są odbiciem naszego życia, nie tylko seksualnego.Dzięki fantazjom możemy przeanalizować nasze emocje, dowiedzieć się czego nam brakuje w pożyciu-delikatnych pieszczot, dominacji , ryzyka czy zabawy i spróbować realizacji własnych pragnień.Seksualność kobiety różni się od seksualności mężczyzny.Gdzieś usłyszałam, że marzenia kobiet przypominają telewizyjny reportaż, a marzenia mężczyzn-newsy w programie sensacyjnym.Marzenia, pragnienia to sprawa doświadczeń życiowych, bo one dają każdemu informacje o tym, co naprawdę sprawia mu przyjemność.Marzenia to sprawa przewidywania, bo w założeniu powinny-chociaż w znikomym stopniu-mieć możliwość spełnienia.Coś co można spełnić natychmiast nie jest przedmiotem marzeń.Marzenie dotyczy zawsze rzeczy trudnych do zdobycia.Oczekiwanie na spełnienie daje nam wiele miłych wrażeń.WARTO
1 komentarz więcej...

męska katastrofa

przez , 19.wrz.2010, w Życie

17.09.2010

Ostatnie wydarzenia spowodowały, że zaczęłam zastanawiać się nad powiedzeniem „syndrom czterdziestolatka”.Kiedy facet ma dwadzieścia….trzydzieści lat, to świat barwi się na kolorowo, wyraźnie.Energia, siła i witalność pozwalają realizować bogate plany i marzenia.Nie trzeba  wkładać większego wysiłku by wyglądać atrakcyjnie, pociągająco. Nie trzeba przemęczać się wielogodzinnymi treningami w siłowni, by ciało i sylwetka wyglądało ładnie. Nazwałabym to cudownym bonusem od życia. Jak oczywiście wiemy każda „promocja ” się kiedyś kończy. Gdy zegar biologiczny zbliża się do cyferki 40,  facet  zaczyna odczuwać braki testosteronu. Stojąc przed lustrem zaczyna dostrzegać wiszący brzuszek, więcej tłuszczyku. Gdy po wejściu na piętro ma wrażenie, że serce wali jak oszalałe i co chwila jakiś mięsień zostaje nadwyrężony, popada w rozłam. Zaczyna myśleć o nieudanej karierze zawodowej, o tym że jeździ kilkunastoletnim autem.Generalnie degeneracja fizyczna i psychiczna. W takim momencie próbują udowodnić niesłabnącą pewność siebie, siłę….różnymi ” głupimi” wybrykami.Kobiety muszą znosić ich większą nerwowość, słuchać o niewidzących dalszych perspektywach bycia.Krótkowzroczność, egoizm i ambicja męska nie pozwalają zobaczyć nic więcej niż czubek własnego nosa.Kobiety dalej muszą „walczyć” z życiem codziennym.Wychowywać dzieci.Gdy zaczynają mieć trochę wolnego czasu, bo dzieciaki są już większe, to przychodzi opieka nad biednym, poszkodowanym mężem, którego świat ulega dewastacji.Przychodzą żale, poczucia niedowartościowania.Myślą, że kilka „zastrzyków” testosteronu ” naprawi” ich życie.Duma męska nie pozwala przyznać się do odmiennych zachowań i skorzystać z pomocy np lekarza.Mężczyźni!!! aby wasz” samolot” mógł się wznieść na nowo, to znajdźcie pas startowy….wiadomo że za ekskluzywne dodatki w postaci utrzymania dobrej formy trzeba słono płacić ale chyba warto. Inwestujcie zarówno w siebie i w wasze partnerki.Zdobywanie swoich kobiet na nowo, adorowanie ich, może spowodować cudowne uzdrowienie oraz przedłużenie waszego…..
Zostaw komentarz więcej...

14.09.2010

przez , 14.wrz.2010, w Życie

Droga do osiągnięcia równowagi psychicznej nie była łatwa….Było wiele prób i wiele upadków…

” Walcz jeszcze jedną rundę. Gdy nogi Ci się uginają i powłóczysz nimi, walcz jeszcze jedną rundę. Gdy ręce masz tak zmęczone, że z trudem podnosisz je, by się bronić, walcz jeszcze jedną rundę. Gdy nos Ci krwawi, gdy robi Ci się ciemno przed oczami, gdy jesteś tak zmęczony, że marzysz, by przeciwnik dał Ci w szczękę i pozbawił przytomności, walcz jeszcze jedną rundę! Pamiętaj, że człowiek, który zawsze walczy jeszcze jedną rundę, nigdy nie bywa pokonany” 
                                                                                                        James J.Corbett
1 komentarz więcej...

Przeszłość cz.XIV

przez , 13.wrz.2010, w Życie

13.09.2010

Czas nie leczy ran, czas uczy z nimi żyć….ważnym i decydującym czynnikiem w życiu jest nie to, co nam się przydarza, lecz nasza wobec tych zdarzeń postawa.Ja postanowiłam być szczęśliwą osobą. Musiało minąć trochę czasu abym to zrozumiała, nabrała dystansu. Dziś nie żałuję ani jednej minuty swojego życia.Pewne zdarzenia nauczyły mnie pokory, szacunku do siebie i innych. Nigdy nie jest za późno na marzenia, naukę i na zmiany. Życie nie jest łatwe, czasem się jednak uśmiecha. Kalendarza nikt  nie może zatrzymać, ale można pozbyć się negatywnego myślenia i zacząć używać swych zdolności i talentów.Dziś jestem szczęśliwą osobą mającą wielu przyjaciół.Spełniam się jako matka, kobieta, partnerka. Intensywna wiara w osiągnięcie celu jest jedną z najpotężniejszych sił na ziemi.Bez względu na przeciwności i przeszkody-pozornie nieprzezwyciężalne-wiara utwierdza w przekonaniu, że istnieje sposób na zwycięstwo!!!!!
Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość XIII

przez , 10.wrz.2010, w Życie

09.09.2010 czwartek

Stałam przerażona, z przyłożonym nożem do klatki piersiowej.Słuchałam słów mojego byłego męża jakby z oddali. Strach sparaliżował całe moje ciało. Nie umiałam z siebie wydobyć ani jednego słowa.Podjęłam próbę rozmowy.Wykorzystałam jego chwilową nieuwagę i odskoczyłam w bok.Wtedy wkroczył mój kolega, ale mój były mąż szybko uciekł . Odjechał autem. Dopiero gdy auto zniknęło mi z widoku, to odetchnęłam z ulgą. Bez słowa zaczęłam podążać w kierunku taksówki w eskorcie mojego kolegi.Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Jedno, jedyne wyjście okazało się totalna porażką.Szlam  rozmyślając ,gdy nagle usłyszałam potworny ryk silnika.Obejrzałam się i zobaczyłam nadjeżdżające auto mojego byłego. Jechał wprost na nas.Gdyby nie mój kolega, to bym pewnie tu dziś nie siedziała i nie pisała bloga.Szarpnął mnie mocno, dzięki temu mój był mąż wjechał tylko w moja torebkę, która odskoczyła gdy kolega pociągnął mnie w bok.Gdy wróciłam do domu, to długo nie mogłam usnąć.Nie mogłam uwierzyć, że były jest zdolny do tego by mnie zabić.Byłam pewna ,że na następny dzień zadzwoni przestraszony, że zapyta czy wszystko jest dobrze. że przeprosi.Przerażające jest to,że tego nie uczynił.Znów musiałam ” ukrywać ” się.Minęło pół roku od rozwodu a ja dalej żyłam jak w więzieniu.Coraz częściej płakałam w nocy.Coraz częściej czułam się nieszczęśliwa.Miałam wrażenie, że stoję w miejscu.Myślałam, że rozwód otworzy mi drogę ku szczęściu.Tak bardzo zaczynało mi brakować tej drugiej osoby. Marzyłam by poczuć się bezpiecznie.Chciałam otworzyć rano oczy i ujrzeć bliską mi osobę, obok mnie…..Słowa są potężną siłą tego świata.Pozytywne słowa, pełne miłości, nadziei i otuchy, mogą dźwignąć człowieka na wyżyny. Ja tego bardzo potrzebowałam.Miałam dość  mowy negatywnej, złożonej ze słów nienawistnych, naładowanych flustracją, wulgarnych i zdesperowanych.One rozbijają ludzką psychikę i pchają ją na dno.Ja dna dotknęłam i nie mogłam się od niego odbić….

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.XII

przez , 08.wrz.2010, w Życie

07.09.2010

Łudziłam się,że z dniem otrzymania rozwodu, dostanę również wolność, spokój.Niestety mój mąż nie poddawał się.W dalszym ciągu byłam śledzona, nachodzona w domu i pozostawiona ze wszystkimi kłopotami sama. Musiałam zamknąć się w domu. Odizolować od wszystkich i wszystkiego, czekając aż nadejdzie dzień wyzwolenia…próbowałam funkcjonować jak normalny
człowiek.Pracowałam nad tym, by znów powróciły marzenia, życie towarzyskie. Chciałam przejrzeć się w lustrze, uśmiechnąć się robiąc makijaż i wyjść gdziekolwiek np do kawiarni , do pub-u.Przecież ja miałam 20 lat, a żyłam jak w więzieniu.Chciałam wychowywać dzieci i spełniać się w życiu. Pamiętam jak pewnej nocy mój mąż przyszedł z młotkiem albo z siekiera,nie pamiętam dokładnie. Chciał bym z nim porozmawiała.Bałam się ponieważ był  pijany albo naćpany.Zaczął  uderzać narzędziem w drzwi.Tato wiedział, że gdy jeszcze kilka razy uderzy, to drzwi rozlecą się.Zadzwoniłam na policję.Czas czekania w takich sytuacjach staje się wiecznością. Chciałam wyjść na korytarz i uspokoić go. Jednak tato mi tego zabronił.Nie chciałam by komuś stała się krzywda. Musiałam coś zrobić.To przecież była moja wina, że moi rodzice musieli przeżywać taki koszmar. To ja poczuwałam się do obowiązku i odpowiedzialności. Otworzyłam te drzwi. Zaczęłam rozmawiać z moim byłym mężem na spokojnie. Myślałam, że opanowałam sytuację. Jednak moja odmowa powrotu do niego znów go zdenerwowała. Ponownie wpadł w furie.Policja nie nadjeżdżała….tato chciał mnie obronić.Wziął młotek stanął obok niego i powiedział, ze jak przekroczy próg domu to go zabije….byłam przerażona.Nie wiedziałam co mam zrobić.Prosiłam, błagałam.Całe szczęście, że przyszli policjanci. Chciałam złożyć wniosek do sądu o zakaz zbliżania się, gdy mój mąż nagle odpuścił. Coraz rzadziej wystawał po domem.Minęło kilka miesięcy.Jakimś cudem, pewnego wieczoru udało mi się wyjść do dyskoteki.Tam  pracowała moja koleżanka. Siedziałam koło niej i w chwilach wolnych, pomiędzy obsługa klientów mogłyśmy porozmawiać. Nigdy nikomu nie opowiadałam co było powodem mojego rozstania z mężem. Pierwszy raz wyszłam gdzieś od dłuższego czasu. Poczułam się cudownie. Można sie tylko domyśleć co się nagle stało. W drzwiach zobaczyłam swojego byłego męża.Zobaczyłam również jego minę.Sparaliżowało mnie totalnie.Podszedł do mnie. Kazał mi wstać a następnie wyjść z nim.Odmówiłam. Krzyczał….Całe szczęście, że koleżanka która tam pracowała zawołała ochronę.Wyprowadzili go z dyskoteki.Wiedziałam, że teraz z stamtąd nie mogę wyjść.Kolega z ochrony zaproponował, że odwiezie mnie taksówką do domu ale dopiero za dwie godziny. Zgodziłam się.Czekałam jak na szpilkach z nadzieją, że nie będzie na mnie tyle czekał.Nadeszła godzina powrotu do domu.Oczywiście nie pomyliłam się.Mój były czekał.Kolega, który zdeklarował się, że mnie zawiezie i odprowadzi pod same drzwi był cały czas obok mnie. Zasłaniał mnie swoim ciałem.Wiedział dokładnie jak z takimi typami postępować.Tyle lat w branży ochroniarskiej nauczyło go sporo. Mąż poprosił o jedną minutkę rozmowy.Zaznaczył, że nic mi nie zrobi.Kolejny mój błąd!- zgodziłam się.Kolega stał metr obok nas w razie potrzeby.Mój mąż patrząc mi prosto w oczy wyciągnął nóż i przyłożył mi go do klatki piersiowej.Nikt nic nie widział ponieważ było ciemno i staliśmy bokiem do mojego znajomego z ochrony.Mój były mąż powiedział, że mnie zabije dociskając coraz mocniej nóż do mojego ciała. cdn

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.XI

przez , 05.wrz.2010, w Życie

05.09.2010 niedziela

Szukałam sposobu na przekonanie męża by zgodził się na rozwód. Postanowiłam wykorzystać jego obsesje na moim punkcie. Rozmowa trwała długo.Dokładnie nie pamiętam co mu powiedziałam, ale coś w stylu, że trochę odpoczniemy od siebie i za jakiś czas spróbujemy ponownie zacząć tworzyć „rodzinę”. A gdy nam nie wyjdzie, to nie będziemy musieli sie niczym martwic bo rozwód już będziemy mieli.Powiedziałam mu również, że gdy będzie fajnie, to weźmiemy ślub kościelny.Wiem, że to totalny banał, ale musiałam być przekonywująca bo uwierzył mi i zgodził  się na rozwód. Nadszedł dzień drugiej rozprawy. Mój mąż jednak zmienił zdanie i nie zgodził się na rozwód.Jak ja byłam zła.Wiedziałam, że teraz czeka mnie wyciąganie brudów.Musiałam udowodnić w sądzie winę męża.Wiązało się to z opowiadaniami o awanturach, przemocy itp.Musiałam przynieść wszystkie obdukcje wystawione od lekarzy i pokazać w sądzie. Starałam się by do tego nie doszło. Zależało mi tylko na szybkim przeprowadzeniu rozwodu.Marzyłam by to wszystko skończyło się jak najszybciej. Niestety nie było innego wyjścia.Czekając na kolejną sprawę przeżywałam koszmary.Byłam wykończona nerwowo.Psychicznie nie mogłam już dłużej znosić jego nachodzenia mnie-WSZĘDZIE.Wstyd mi było sąsiadom  powiedzieć dzień dobry. Mój mąż nie odpuszczał nawet w nocy.Moja pani adwokat, tuż przed trzecią sprawą rozwodową,przeprowadziła krótką rozmowę z moim mężem.Uświadomiła mu konsekwencje wyroku orzekającego o winie.Oczywiście jego.Chyba się przestraszył bo ZGODZIŁ SIE!!!!!! Poczułam  jakby kamień spadł mi z serca.Myślałam, że finał koszmaru. OJ niestety przekonałam się, że NIE….Prawnie, na papierku stałam się wolna.Jednak życie pokazało co innego.Ten koszmar trwał nadal….
Życie jest takie, jakim je uczynisz. Inaczej mówiąc, nie możesz zmienić kart, które życie Ci rozdało, możesz jednak zadecydować o tym, jak będziesz je rozgrywał.Sukces nigdy nie jest ostateczny, podobnie jak klęska.Liczy się odwaga……podjęłam decyzje o rozwodzie i nie wycofałam się.

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.X

przez , 02.wrz.2010, w Życie

02.09.2010-czwartek

Wizyta u pani adwokat przeraziła mnie. Nigdy nie sądziłam,że sprawy rozwodowe są aż tak zawiłe. Adwokatka szybko poznała, że jestem w stanie depresyjnym….wiedziałam,że czeka mnie piekło. Pomimo wyrządzonego cierpienia ze strony męża kochałam go.Skłamałabym mówiąc, że nie miałam wątpliwości. Jednak postanowiłam spróbować zakończyć tą mękę. Moja zdeptana ambicja już nie pozwalała na takie traktowanie .Prawdą jest to, że trzeba upaść na dno, by znów się od niego odbić. Wtedy przyszedł ten czas. Chodziłam co kilka dni do pani adwokat na tzw próby przesłuchania.Odgrywała rolę sędziego innym razem mojego męża.Chciała pokazać mi co mogę usłyszeć i na jakie pytania będę musiała odpowiedzieć. Musiałam być  przygotowana na pytania typu: ” czy kocha pani swojego męża „…”kiedy pani ostatni raz współżyła z mężem”…odpowiadając  musiałam być pewna i nie wahać się z odpowiedziami. Oj nie przychodziło mi to z łatwością. Jednak dzieci rosły, miały rok.Nie mogłam pozwolić by patrzyły i cierpiały. Gdy mój mąż dowiedział się o rozwodzie-oszalał. Nie mogłam wychodzić z mieszkania, bo czekał na klatce schodowej. Do szkoły odprowadzał mnie ktoś. Najpierw błagał, przepraszał. Tak trwało, aż do sprawy  rozwodowej, na która czekałam ok 3 miesięcy. W tym czasie zregenerowały mi się trochę rany na ciele i zaczęłam studia Na pierwszej sprawie rozwodowej mój mąż powiedział, że mnie kocha, przeprasza i błaga o wybaczenie. Ja twardo utrzymywałam, że chce rozwodu. Chciałam by rozwód  zakończył się szybko.Wybrałam najkrótszą  i najłatwiejszą opcję-rozwód bez orzekania o winie. Sąd orzekł 4 miesiące na przemyślenie decyzji i zasięgnięcie pomocy specjalisty. Udałam się z mężem do poradni rodzinnej.Tam przeprowadzono z nami rozmowę. Najpierw razem potem z osobna. Na samym końcu usłyszałam , że mój mąż jest chory i musi się leczyć. Jednak,żeby leczenie pomogło muszą to być stałe i regularne wizyty. Dowiedziałam się także, że taka zazdrość jest jedynie „usypiana”. Prędzej czy później wybucha z podwojona siłą. Rodzice zafundowali mi prawo jazdy.Zaczynałam się uśmiechać. Instruktor , z którym jeździłam na kursie był policjantem.Okazało się, że moje akta trafiły do niego. Powiedział mi kiedyś, że nie może uwierzyć, że taka osoba jak ja mogła pozwalać na takie traktowanie. Mój mąż nie odpuszczał. Chodził w miejsca gdzie uczyłam sie jeździć autem. Kiedyś instruktor wysiadł z auta podszedł do mojego męża. Powiedział mu coś… nie wiem co, ale od tego momentu nie przychodził już na place manewrowe. Zamknięta w domu czekałam na sprawy rozwodowe.Mąż wyważał moje drzwi wejściowe do domu. Przychodził pijany w nocy pod okna. Prosiłam go by był cicho bo obudzi dzieci, że je wystraszy. Nic go nie obchodziło. Zachowywał sie jak obłąkany. Miałam przypuszczenia że coś brał- jakieś narkotyki. Był jak w amoku.

1 komentarz więcej...

Przeszłość cz.IX

przez , 01.wrz.2010, w Życie

01.09.2010- środa

Wiem, że większość z Was jest przekonana, iż zauważyłaby, już na samym początku znajomości, że coś jest nie tak. Otóż zapewniam Was , że nie!!!!! Mój mąż był chodzącym ideałem, spełniającym moje wszystkie zachcianki. Zawsze mnie’ bronił” czułam się u jego boku bardzo bezpiecznie. Byłam traktowana jak księżniczka. Nie mogłam uwierzyć, że mój anioł stróż przeobraził się w obsesyjnego drania. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Musiałam dokończyć pracę dyplomową, a także obronić ją, nie wspominam już o maturze. Postanowiłam zaprowadzić, mężowi jedną córkę bym miała więcej czasu na naukę. Wyrzucił mnie z domu. Kategorycznie powiedział nie.Próbowałam go uprosić….wtedy popchnął mnie na drzwi windy tak mocno, że szybka znajdująca się w drzwiach pękła pod naciskiem mojej dłoni. Szybko wjechałam wózkiem do windy i udało mi się uciec. Nagle poczułam przeszywające ciepło w lewej dłoni. Spojrzałam i…….szkło przecięło mi prawie dłoń na pół. Gdy zobaczyłam ścięgna na wierzchu, wiedziałam że muszę jak najszybciej udać się na pogotowie. Zawinęłam dłoń w pieluchę tetrową. Niestety po paru metrach mogłam ją wyciskać z krwi. Zaczynała się wiosna. Było chłodno. Wzięłam dziecku z wózka kocyk, którym owinęłam rękę.Gdy dotarłam do domu, do rodziców, tato szybko zawiózł mnie na pogotowie. Znieczulenie nie chciało zadziałać.Podjęłam decyzję, by lekarz szył bez niego. Miałam w sobie tak ogromny ból, cierpienie, Że przecięcie ręki nie robiło na mnie wrażenia. Lekarz powiedział , że miałam duże szczęście. Brakowało ok 1 cm, a główna żyła została by przecięta. Co się z tym wiąże każdy wie. Ścięgna były też całe.Od tego zdarzenia zaczęłam „kolekcjonować” obdukcje. Zdarzyło się, że kilka razy natrafiłam na jednego lekarza pełniącego dyżur na pogotowiu. Kiedyś usłyszałam:” taka ładna…kobieta pozwala sobie na takie traktowanie….?”Nie jestem w stanie opisać wstydu, upokorzenia.Mój tato przestał mi mówić o rozwodzie, o odejściu itp.Po takich cielesnych awanturach tylko milczał, udzielając mi pomocy.Widziałam łzy w jego oczach.Znów wstyd……Pewnego dnia wybraliśmy się z mężem na spacer. Byłam przekonana, że mój mąż ma dzisiaj bardzo dobry humor, więc na pewno nic się nie stanie…..Gdy udawałam się z kim na spacer , to brałam dwa oddzielne wózki, by łatwiej można było się poruszać. Zapewniam was, że nic nie było przygotowane na ” szerszy wózek”.Chodniki wąskie,wysokie krawężniki drzwi sklepowe za wąskie.Ogólnie utrudnienia na każdym kroku.Ja prowadziłam jeden wózek, a mój mąż drugi.Spacer trwał dosłownie 20 min, gdy mój mąż stwierdził, że mężczyzna mijający nas popatrzył na mnie, oczywiście z mojej winy.Wybuchła awantura przy głównej, bardzo ruchliwej ulicy.Było około godziny 15-16, więc ruch wzmożony-szczyt.Mąż krzyczał, obrażał mnie przeróżnymi wyzwiskami.Po kilkunastu minutach zaczął mnie popychać.Palec włożył mi do oka.Na szczęście większych obrażeń nie doznało moje oko, oprócz tego że zniszczył mi soczewkę kontaktową, która kosztowała wtedy ok350 zł.Mam dość dużą wadę wzroku.Następne wyrwał moją torebkę i zaczął niszczyć wszystko co wpadło mu w rękę.Zniszczył mi nawet dowód osobisty.Wyrwał stronę z danymi osobowymi.Powiedział, że taka dz….. jak ja nie będzie nosić jego nazwiska.Bolało mnie to wszystko podwójnie, ponieważ ludzie zachowywali się jakby byli w teatrze na spektaklu.Nikt jednak nie bił braw, nie zażądał”przerwy”.Dzieci miały rok i patrzyły na to siedząc spokojnie w wózku, jakby wiedziały, że mają być cicho.Niebo przysłoniły ogromne chmury.Zaczęło padać.Niewyobrażalne jest to, że ja wtedy poprosiłam by przestał na chwilę, do czasu gdy nie założę foli przeciwdeszczowej na wózek.Nie chciałam by dziewczyny zmokły.Zakładałam tę folie a on uderzał parasolką gdzie popadnie.Milczałam.Coś we mnie pękło.Poczułam coś, czego nigdy nie poczułam wcześniej.Gdy przestał…..odwrócił się i poszedł sobie.Natomiast ja zostałam sama z dwoma wózkami kawałek od domu, bez telefonu, bez pieniędzy.Nie zastanawiając się dłużej podążałam w kierunku domu.Nie mogę zapomnieć min ludzi patrzących na mnie.Nie mogę zapomnieć, że nikt mi nie pomógł.Gdy rodzice zobaczyli mnie w tym stanie-zamilkli.Mi tez odebrało mowę gdy zobaczyłam się w lusterku.Obraz nędzy i rozpaczy.Rozmazany makijaż.Pełno siniaków.Oko czerwone ja burak.Nie chciałam jechać na pogotowie ani do szpitala.Poprosiłam rodziców by zajeli się na jakiś czas dziećmi bo muszę ochłonąć, uspokoić się.Usiadłam w pokoju i jakby czas zatrzymał się.Miałam wrażenie że po prostu odlatuję.Czułam ogromny spokój.Myśli były szybsze od rozumu.Nie wiem ile zeszło mi czasu na odreagowanie w milczeniu.Wstałam i chciałam powrócić do codziennych obowiązków.Chciałam wykąpać dzieci, zrobić im kolację.Rodzice dziwnie patrzyli na mnie.Okazało się ,że to wszystko dawno już jest zrobione, a ja tego nie spostrzegłam siedząc metr obok.Byłam w tak totalnym odlocie, że przeraziłam się.Przestraszyłam się, że mój organizm już tego nie wytrzymuje i wariuję.Zaczęłam rozmowę pytaniem do ojca, czy by nie poszedł ze mną, na następny dzień, do adwokata.Pokręcił tylko głową i kazał mi się z tym przespać.Zdziwiło mnie te zachowanie, gdyż myślałam że ucieszy się z mojej decyzji.Teraz wiem, że po prostu mi nie wierzył. Następnego dnia powtórzyłam swoje pytanie.Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, że tak… Udaliśmy się z wizytą do adwokatki, zajmującej się sprawami rozwodowymi.

bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

3 komentarze więcej...

Przeszłość cz.VIII

przez , 30.sie.2010, w Życie

30.08.2010.-poniedziałek

Wiem, że był to proces. Mąż tłamsił mnie etapami. Najpierw kontrolował, zakazywał i nakazywał. Chciał zniszczyć moje poczucie wartości. Ja oddawałam to bez większej walki. Największe zło, to tolerować krzywdę.Zaczęłam uważać jak Pani Dulska:” na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział…”Pozwalałam na wiele w czterech ścianach.Nie mogłam tego powstrzymać.Niestety coraz częściej awantury miały miejsce na ulicy, wśród ludzi, przejeżdżających obok samochodów.Przerażające było to, że nikt nie reagował.Nikt nie podszedł i nigdy  nie pomógł. Nie raz, nie dwa krzyczałam pełna wstydu-Na pomoc, zadzwońcie na policje. Świadkowie „widowiska” odwracali głowę w drugą stronę.Czasami udało mi się uciec, z wózkiem, do budki telefonicznej i zadzwonić po policję. Mąż zdążył uciec…..ale przynajmniej kończyło to się, na chwilkę…Mój tato nie mógł tego wytrzymać, nie mógł patrzeć jak jego dziecku dzieje się krzywda.Sama jestem matką i wiem jakbym cierpiała gdyby ktoś traktował moje dzieci w taki sposób. Wiem, że musiał coś zrobić-wierzył wtedy jeszcze w prawo i sprawiedliwość. Złożył pisemny wniosek, do prokuratury, o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Pierwszy raz, od tak długiego czasu, spotkałam się z wyrozumiałością, ktoś słuchał.Poczułam, że ma to sens.Z wizytą do domu przyszło dwóch policjantów,ubranych po cywilnemu. Przedstawili się, jednak dziś nie pamiętam z jakiego wydziału byli.Poprosili by moi rodzice zajęli się na chwilkę dziećmi, ponieważ muszą porozmawiać ze mną.Usiedliśmy spokojnie, a ja pierwszy raz poczułam, oprócz wstydu, wielką ulgę.Pierwszy raz obcym ludziom mogłam powiedzieć co się dzieje i nikt nie patrzył na mnie jak na patologię. Zawsze miałam plany na życie.Chciałam uczyć się, rozwijać, spełniać swoje marzenia. Tyle jeszcze było przede mną.Niestety wtedy życie się dla mnie skończyło.Dostałam wskazówki jak mogę postąpić, że to musi być tylko moja decyzja…Miałam czas by jeszcze raz to wszystko przemyśleć. Wszczęto postępowanie wobec mojego męża. Oczywiście po jakimś czasie, panowie z policji wrócili z pismem i pytaniem co robimy. Wystarczył tylko jeden mój podpis, a mój były mąż zapewne poszedł by siedzieć….nie podpisałam tego. Dałam mu kolejną szansę. I znów powróciła codzienność. Zaczęłam zachowywać się jak robot.Bez uczuć, bez radości. Do dnia dzisiejszego nie mam pojęcia jak udawało mi się zaliczać sprawdziany czy choćby po prostu chodzić do szkoły.Znów powróciły nieprzespane noce. Mąż potrafił trzymać mi nóż przy gardle i składać  mi życzenia np na dzień kobiet.Mówiąc przy tym, że bardzo mnie kocha i niech tylko spróbuje go zdradzić….

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.VII

przez , 30.sie.2010, w Życie

Wiem, że większość z Was jest przekonana, iż zauważyłaby, już na samym początku znajomości, że coś jest nie tak. Otóż zapewniam Was , że nie!!!!! Mój mąż był chodzącym ideałem, spełniającym moje wszystkie zachcianki. Zawsze mnie’ bronił” czułam się u jego boku bardzo bezpiecznie. Byłam traktowana jak księżniczka. Nie mogłam uwierzyć, że mój anioł stróż przeobraził się w obsesyjnego drania. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Musiałam dokończyć pracę dyplomową, a także obronić ją, nie wspominam już o maturze. Postanowiłam zaprowadzić, mężowi jedną córkę bym miała więcej czasu na naukę. Wyrzucił mnie z domu. Kategorycznie powiedział nie.Próbowałam go uprosić….wtedy popchnął mnie na drzwi windy tak mocno, że szybka znajdująca się w drzwiach pękła pod naciskiem mojej dłoni. Szybko wjechałam wózkiem do windy i udało mi się uciec. Nagle poczułam przeszywające ciepło w lewej dłoni. Spojrzałam i…….szkło przecięło mi prawie dłoń na pół. Gdy zobaczyłam ścięgna na wierzchu, wiedziałam że muszę jak najszybciej udać się na pogotowie. Zawinęłam dłoń w pieluchę tetrową. Niestety po paru metrach mogłam ją wyciskać z krwi. Zaczynała się wiosna. Było chłodno. Wzięłam dziecku z wózka kocyk, którym owinęłam rękę.Gdy dotarłam do domu, do rodziców, tato szybko zawiózł mnie na pogotowie. Znieczulenie nie chciało zadziałać.Podjęłam decyzję, by lekarz szył bez niego. Miałam w sobie tak ogromny ból, cierpienie, Że przecięcie ręki nie robiło na mnie wrażenia. Lekarz powiedział , że miałam duże szczęście. Brakowało ok 1 cm, a główna żyła została by przecięta. Co się z tym wiąże każdy wie. Ścięgna były też całe.Od tego zdarzenia zaczęłam „kolekcjonować” obdukcje. Zdarzyło się, że kilka razy natrafiłam na jednego lekarza pełniącego dyżur na pogotowiu. Kiedyś usłyszałam:” taka ładna…kobieta pozwala sobie na takie traktowanie….?”Nie jestem w stanie opisać wstydu, upokorzenia.Mój tato przestał mi mówić o rozwodzie, o odejściu itp.Po takich cielesnych awanturach tylko milczał, udzielając mi pomocy.Widziałam łzy w jego oczach.Znów wstyd……Pewnego dnia wybraliśmy się z mężem na spacer. Byłam przekonana, że mój mąż ma dzisiaj bardzo dobry humor, więc na pewno nic się nie stanie…..Gdy udawałam z kim na spacer , to brałam dwa oddzielne wózki, by łatwiej można było się poruszać. Zapewniam was, że nic nie było przygotowane na ” szerszy wózek”.Chodniki wąskie,wysokie krawężniki drzwi sklepowe za wąskie.Ogólnie utrudnienia na każdym kroku.Ja prowadziłam jeden wózek, a mój mąż drugi.Spacer trwał dosłownie 20 min, gdy mój mąż stwierdził, że mężczyzna mijający nas popatrzył na mnie, oczywiście z mojej winy.Wybuchła awantura przy głównej, bardzo ruchliwej ulicy.Było około godziny 15-16, więc ruch wzmożony-szczyt.Mąż krzyczał, obrażał mnie przeróżnymi wyzwiskami.Po kilkunastu minutach zaczął mnie popychać.Palec włożył mi do oka.Na szczęście większych obrażeń nie doznało moje oko, oprócz tego że zniszczył mi soczewkę kontaktową, która kosztowała wtedy ok350 zł.Mam dość dużą wadę wzroku.Następne wyrwał moją torebkę i zaczął niszczyć wszystko co wpadło mu w rękę.Zniszczył mi nawet dowód osobisty.Wyrwał stronę z danymi osobowymi.Powiedział, że taka dz….. jak ja nie będzie nosić jego nazwiska.Bolało mnie to wszystko podwójnie, ponieważ ludzie zachowywali się jakby byli w teatrze na spektaklu.Nikt jednak nie bił braw, nie zażądał”przerwy”.Dzieci miały rok i patrzyły na to siedząc spokojnie w wózku, jakby wiedziały, że mają być cicho.Niebo przysłoniły ogromne chmury.Zaczęło padać.Niewyobrażalne jest to, że ja wtedy poprosiłam by przestał na chwilę, do czasu gdy nie założę foli przeciwdeszczowej na wózek.Nie chciałam by dziewczyny zmokły.Zakładałam tę folie a on uderzał parasolką gdzie popadnie.Milczałam.Coś we mnie pękło.Poczułam coś, czego nigdy nie poczułam wcześniej.Gdy przestał…..odwrócił się i poszedł sobie.Natomiast ja zostałam sama z dwoma wózkami kawałek od domu, bez telefonu, bez pieniędzy.Nie zastanawiając się dłużej podążałam w kierunku domu.Nie mogę zapomnieć min ludzi patrzących na mnie.Nie mogę zapomnieć, że nikt mi nie pomógł.Gdy rodzice zobaczyli mnie w tym stanie-zamilkli.Mi tez odebrało mowę gdy zobaczyłam się w lusterku.Obraz nędzy i rozpaczy.Rozmazany makijaż.Pełno siniaków.Oko czerwone ja burak.Nie chciałam jechać na pogotowie ani do szpitala.Poprosiłam rodziców by zajeli się na jakiś czas dziećmi bo muszę ochłonąć, uspokoić się.Usiadłam w pokoju i jakby czas zatrzymał się.Miałam wrażenie że po prostu odlatuję.Czułam ogromny spokój.Myśli były szybsze od rozumu.Nie wiem ile zeszło mi czasu na odreagowanie w milczeniu.Wstałam i chciałam powrócić do codziennych obowiązków.Chciałam wykąpać dzieci, zrobić im kolację.Rodzice dziwnie patrzyli na mnie.Okazało się ,że to wszystko dawno już jest zrobione, a ja tego nie spostrzegłam siedząc metr obok.Byłam w tak totalnym odlocie, że przeraziłam się.Przestraszyłam się, że mój organizm już tego nie wytrzymuje i wariuję.Zaczęłam rozmowę pytaniem do ojca, czy by nie poszedł ze mną, na następny dzień, do adwokata.Pokręcił tylko głową i kazał mi się z tym przespać.Zdziwiło mnie te zachowanie, gdyż myślałam że ucieszy się z mojej decyzji.Teraz wiem, że po prostu mi nie wierzył. Następnego dnia powtórzyłam swoje pytanie.Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, że tak… Udaliśmy się z wizytą do adwokatki, zajmującej się sprawami rozwodowymi.

bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.VI

przez , 24.sie.2010, w Życie

24.08.2010 wtorek

Opiekunki zmieniały się jak dni w kalendarzu. Siedząc w szkole myślami byłam w domu. Najważniejsze było tylko to, by dzieciom nic złego się nie działo. Mąż w tym czasie przebywał w domu u swoich rodziców.Kwestią opieki nad dziećmi nie martwił się nic.Udało mi się natrafić na wspaniałą kobietę. Opiekunką była u mnie przez kolejne 1,5 roku. Nauczyła dzieci chodzić, mówić.Wreszcie wracałam ze szkoły spokojnie.Było chyba za spokojnie. Mój mąż stwierdził , że mam przenieść się z dziennego trybu nauczania na wieczorowy lub w ogóle przerwać szkołę. Kolejny sprzeciw, kolejna awantura.Często rano, przed wyjściem do szkoły bił mnie, szarpał, darł ubrania. Wydaje mi się, że koledzy i koleżanki ze szkoły podejrzewali co się dzieje. Ja nigdy do niczego nie przyznawałam się. Było mi wstyd.Tak mijały dni.Przyszedł czas, który chciałabym najbardziej wymazać z mojej pamięci. Coraz częściej nie panowałam już nad swoimi emocjami. Mechanicznie opiekowałam się dziećmi. Nie sprawiało mi to zadowolenia. Czułam, że moje spostrzeżenia na temat domu i rodziny, ulegają nieodwracalnym zniszczeniom. Prawda jest taka, że to już nastąpiło dużo wcześniej. Rodzice już nie mogli znosić tych awantur. Byli zmęczeni, rozczarowaniu. Zaczęli prowadzić ze mną rozmowy na temat alimentów i rozwodu. Gdzieś w podświadomości wiedziałam ,że to muszę zrobić.
Dzieci miały około 3-4 miesięcy. Była noc. Wstałam by zrobić mleko. Mój mąż w tym czasie trzymał dziecko na rękach. Miał chwilkę zając się nim, by swoim płaczem nie obudziła drugiej córki. Nagle usłyszałam bardzo stłumiony odgłos płaczu. Gdy weszłam do pokoju, widziałam duże zdenerwowanie z jego strony. Nic nie powiedziałam. Nakarmiłam córkę. Rano zauważyłam siniaka-odbitego kciuka , na buźce córeczki. Tłumaczył, że nie chciał tak mocno, że był zdenerwowany. Znów nie mogłam uwierzyć, że ten człowiek jest zdolny do takich rzeczy. Zrobiłam pierwszy krok. Podałam mojego męża o alimenty. Oczywiście oberwało mi się strasznie ale zaczęłam dostawać na dzieci parę groszy. Mąż w sądzie zdeklarował się , że będzie mniej płacił ale w towarze nadrobi, np pieluchy itp. Zgodziłam się na układ. Szybko pożałowałam swojej decyzji. Dosłownie wyrywkowo i bardzo rzadko coś przyniósł. Pomału zaczęłam mówić „stop” i „nie”.Po każdej większej awanturze dzwoniłam po policję. Policja przyjeżdżała a ja słyszałam słowa, że nie chcą wtrącać się w rodzinne kłótnie. Rzadko który policjant uważał inaczej. Mąż zabierał mi drogie przedmioty, np biżuterie, portfel. Zgłaszam kradzieże. Moje upodlenie było coraz silniejsze.Coraz częściej zaczynałam czuć się jak szmata…

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.V

przez , 23.sie.2010, w Życie

23.08.2010 poniedziałek

Dni i noce były bardzo ciężkie.Ciągła opieka nad dwójką małych dzieci jest bardzo wyczerpująca.Marzyłam o przespaniu całej nocy i dobie bez awantury.Pragnęłam pójść spokojnie na spacer, usiąść na ławce i poczytać książkę.Jednak to było bardzo odległe od rzeczywistości.
Zawsze należałam do kobiet lubiących zadbać o swój wygląd.Naturalny makijaż, kobiece ubranie.Taką też poznał mnie mój mąż.Dążyłam do tego by znów tak się poczuć-Kobieco. Pomału nadchodziły takie dni. Jednak mój mąż robił wszystko by to nie nastąpiło.Wtedy jeszcze miałam siłę walczyć z tym.Dostałam zakazy malowania się.Selekcja ubrań odbywała się niemal codziennie.Lato było upalne, a ja musiałam chodzić w półgolfach.Nie mogły to być materiały, które mocno przylegają do ciała, nie wspominając już o przezroczystości ich, w jakimkolwiek stopniu. Męczyłam się, ale znosiłam.Walczyłam nie tylko z nim i z jego obsesjami.Walczyłam sama ze sobą.Wtedy myślałam , że jest to po prostu zwykła nerwica oraz zmęczenie.W dalszym ciągu był to szok po porodowy-depresja. Mąż prawie  nie pomagał mi przy dzieciach.Codziennie prosiłam go o zakup mleka dla dzieci, pieluch.Mogę na palcach jednej ręki wyliczyć ile razy dokonał zakupu jakiegokolwiek artykułu dla dzieci. Nie wspomniałam wcześniej, że urodziłam dwie zdrowe, piękne córeczki. Cóż koszar trwał. Nie widać było nadziei, że coś może ulec poprawie.Było wręcz przeciwnie.Głośne awantury, obraźliwe wyzwiska. Doczekałam się dnia, w którym dostałam pierwszy raz w twarz. Ciągłe obrzęki oczu, siniaki na ciele.Gdy zaczął się rok szkolny trochę odetchnełam.Miałam kilka godzin dziennie bez jego osoby. Teściowa zdeklarowała się, że gdy będę w szkole to zajmie się dziewczynkami. Oczywiście dzieci przebywały już tylko w domu moich rodziców,ponieważ dziadkowie od strony męża nie życzyli sobie hałasów w domu.Mąż spał do południa a ja po nieprzespanych nocach chodziłam do szkoły.Czasami omdlewałam ze zmęczenia. Razem z moja mamą czuwałyśmy na zmianę w nocy.Dzieci miały tzw nietolerancję mleka krowiego.Jednak zanim się dowiedziałam o tym fakcie przeżywałam codzienne koszmary kolkowe, zaparcia.Trwało to pół roku.Po tym czasie dziewczyny zaczęły przesypiać większą część nocy ponieważ były juz karmione innym mlekiem. Miałam troszkę więcej czasu bym mogła uczyć się. Pisanie pracy odbywało sie na kolanach podczas np.karmienia.Problem był nawet z pójściem do ubikacji by załatwić podstawowe funkcje fizjologiczne. Gdy jedna spała druga płakała. Byłam z tym wszystkim sama.Moja twarz i ciało pokazywało często miłość mojego męża do mojej osoby.Z trudem wymyślałam kolejne historie pt. cóż tym razem mi się przydarzyło.Tłumaczenia były czasami poważne,a czasami śmieszne.Twierdziłam że usnęłam z zegarkiem na ręku, a on odbił się na moim policzku.Śmieszne jest to ,że nigdy nie nosiłam zegarka.Ślad był od jakiegoś przedmiotu, którym mnie uderzył mąż.Teściowa z dnia na dzień oświadczyła mi ,że już nie będzie zajmować się dziećmi.Zostałam na lodzie.Mąż nie pracował ale oczywiście cały czas poświęcał na pilnowaniu mnie, śledzeniu i kłótniach.Udało mi się załatwić żłobek.Nadchodziła zima.Wstawałam o 6.00, budziłam dzieci i jechałam do żłobka, który był oddalony od mojego miejsca zamieszkania jakieś 20 min szybkiego marszu.Wyjście z domu też nie było łatwe i normalne.Mieszkałam w wieżowcu na 3 piętrze.Winda była za wąska bym mogła wjechać podwójnym wózkiem.Sama nie mogła wyjść z domu bez pomocy drugiej osoby.Dzieci do żłobka uczęszczały około miesiąca.Były cały czas chore.Musiałam zrezygnować z niego i pomyśleć o opiekunce.Z gazet znajdowałam ogłoszenia kobiet, które podjęły by prace jako opiekunki.Niestety nie mogłam zaoferować wiele.Chodziłam do liceum, mąż nie pracował.Moi rodzice pokryli koszta związane z opieką.Niestety jedna kobieta nie dawała rady przez tyle godzin.Zaczeliśmy zatrudniać dwie osoby. cdn

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.IV

przez , 19.sie.2010, w Życie

19.08.2010 czwartek

 Krótko przed moim wyjściem ze szpitala, dowiedziałam się, że mój mąż jest podejrzany o gwałt.Kobieta , która zaraz po porodzie słyszy takie rzeczy, może dosłownie oszaleć.Myślałam że umieram słysząc takie oskarżenie. Mąż jednak dość szybko usprawiedliwił się, wyjaśniając, że to chodzi o jego kolegę , z którym świętował  urodzenie się dzieci.Kolega współżył z nieletnią. Rodzice dziewczyny dowiedzieli się o tym.Ona ze strachu nie wiedziała jak ma się wytłumaczyć, to oskarżyła go o gwałt.Historia ta  trwała dość długo zanim się to wyjaśniło.Moje samopoczucie po wyjściu ze szpitala było okropne.Osłabiona byłam do tego stopnia, że nie mogłam poruszać się, nie byłam w stanie zajmować się dziećmi.Cały czas byli przy mnie moi rodzice.Pomagali mi pod każdym względem.Miałam dwa miesiące na dojście do siebie ponieważ od września zaczynałam ostatni rok liceum.Matura i obrona pracy dyplomowej.Zaczynały dochodzić do mnie różne wiadomości o zachowaniu mojego męża jak byłam w ciąży i w szpitalu.Gdy odpoczywałam u mamy to on chodził całymi nocami z kumplami. Pił i imprezował. Bolało mnie to strasznie.Kłóciłam się z nim o to.Wyjaśniał ,że nic złego nie zrobił.Jednak zaufanie było mocno nadwyrężone.Popadłam w tzw szok poporodowy.Przestałam akceptować siebie.Nie mogłam patrzeć na swoje odbicie.Sądziłam, że wszyscy się na mnie patrzą,wytykają mnie palcami.Rodzice chcąc mi pomóc opłacili mi fryzjera, wykupili karnet na solarium.Robili wszystko bym zmieniła swój pogląd.Teraz wiem ,że to był również początek depresji.Huśtawki emocjonalne były okropne.Jednak z dnia na dzień nabierałam pewności siebie.Całe wakacje to była jedna wielka wojna.Mój mąż chciał przesiadywać na ogródkach piwnych.Dużym problemem była również kwestia finansowa.Moi rodzice zdeklarowali się, że dopóki nie skończę szkoły, będą łożyć na dzieci .Mój mąż nie pracował i nic nie robił w tym kierunku.Ważne było by miał na papierosy i jakieś piwko.Rodzice mojego męża również nie poczuwali się do roli dziadków.Cała sprawa finansowa i opieki spadła na mnie i moich rodziców.Gdy prosiłam o pomoc usłyszałam, że to moja wina, że są bliźniaki.Tak….fakt bo to w mojej rodzinie zdarzały się ciąże mnogie…… coraz bardziej pogłębiały się sceny zazdrości połączone z obowiązkami dnia codziennego.Obsesja jego była tak ogromna, że potrafił budzić mnie w środku nocy i kopać ponieważ przyśniło mu się że go zdradzam.Coraz częściej spałam z nim z „obowiązku” małżeńskiego.Nabierałam do niego obrzydzenia.Jednak dalej się łudziłam, że to minie.Wcześniej tłumaczyłam  sobie że jak urodzę a później gdy dzieci trochę urosnął. Kłótniom nie było końca.Musiałam trzymać wszystko co dostałam od mojego męża.Mam na myśli np bilet z kina, paragon z pubu itp.Gdybym spróbowała wyrzucić coś oj……….oj…….
Udało nam się wyjść na dyskotekę.Hmmm pobyt wyglądał następująco.Mąż wypił parę piwek.Natomiast ja lubiłam tańczyć.Nie jestem w stanie pisząc wytłumaczyć jak mogłam tylko poruszać się.Przeskakując z nogi na nogę bez używania części biodrowej….Gdy tylko to zrobiłam wołał mnie do siebie i ostrzegał czym to się skończy.Przestałam chcieć już wychodzić.Kończyło się to wstydem, popychankami, kopniakami itp.Cierpiałam i znosiłam.Ja ambitna osoba, wiedząca co chce od życia.

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.III

przez , 18.sie.2010, w Życie

18.08.2010 środa

Był koniec ósmego miesiąca ciąży, rutynowe badanie u pani ginekolog.Skierowano mnie do szpitala z powodu dość dużego rozwarcia.Przyjęto mnie na oddział patologiczny.Spędziłam tam trzy tygodnie.Nawet będąc w szpitalu musiałam meldować się i tłumaczyć co robię.Mąż zakazał mi poddawania się badaniom robionym przez mężczyzn.Kłamałam że tak robię.Tłumaczyłam mu, że są tam tylko panie.Podczas jego odwiedzin zobaczył lekarza- mężczyznę, który chciał zabrać mnie na badanie USG. Zarzucał mi ,że pewnie z nim śpię,uprawiam sex w ubikacji.Znów zwątpienia czy to jego dzieci.Padały groźby, że jak dzieci będą miały inny kolor włosów czy oczu to koniec.Wszystko to sprawiało mi ogromny ból.Słyszałam to w kółko od kilku miesięcy.
Lekarze zaproponowali mi bym zgodziła się na wywoływanie skurczów porodowych ponieważ rozwarcie miałam dość duże.Zgodziłam się.Chciałam jak najszybciej urodzić. Męczyłam się tak długim pobytem w szpitalu. Zobaczyłam tam rzeczy okropne.Przywieziono w nocy kobietę, która zwijała się z bólu.Była w czwartym miesiącu ciąży jak dostała bóli porodowych.Lekarze dali jej środki zatrzymujące skurcze.Przetrwała do następnego dnia, do obiadu.Kilka minut przed posiłkiem poroniła na łóżku.Widziałam to wszystko dokładnie.Nie mogłam doprosić się by przyszła pielęgniarka czy lekarz.W tym czasie podali nam   normalnie obiad.Boże jak tu jeść gdy ktoś leży zakrwawiony na łóżku i zwija się z bólu.Sytuacja ta spowodowała, że bez oporów zgodziłam się na wywoływanie.Chciałam już wyjść z tego szpitala.Mąż też nie ułatwiał mi tego pobytu w tam.Dostałam trzy zastrzyki, które miały spowodować skurcze.Nie zadziałały.25 czerwca 97 r. rano podano mi kroplówkę, która natychmiast zadziałała.Skurcze.Były tak silne i częste, że nie miałam dłużej przerwy na złapanie oddechu.Lekarze często przychodzili by mnie badać.Ogólnie opieka na porodówce była ok.Dużo było studentów, którzy też podchodzili ,pytali czy w czymś pomóc.Dopóki  skurcze nie były tak intensywne, to chodziłam sobie po oddziale.Po 5 godzinach zaczęłam się źle czuć.Skakało mi bardzo ciśnienie.Z rozmów lekarzy zrozumiałam, że dostałam za dużo leków na wywołanie skurczy.Co chwila coś mi podawano dożylnie i badano.Byłam zamroczona.Usłyszałam tylko pytanie czy się zgadzam.Nie miałam siły pytać na co mam się zgodzić.Zrozumiałam wtedy, że to chodzi o cesarskie cięcie.Tak też się okazało.Podano mi znieczulenie miejscowe w kręgosłup.Fajne uczucie.W ciągu jednej chwili ból odchodzi.Pokazano mi jedną córkę a za moment drugą.Ucieszyłam się gdy usłyszałam ich płacz.Byłam bardzo szczęśliwa.Nagle wpadłam w panikę.Czy mąż nie zarzuci mi, że to nie są jego dzieci.Czy kolor włosów, oczu itp się zgadza.Może to, albo coś innego spowodowało, że zaczęłam się źle czuć,dusić.Podano mi tlen- usnęłam.Przewieziono mnie do sali pooperacyjnej.Jedyny kontakt z kimś ,to był telefon.Nie wiem po jakim czasie po zabiegu zadzwoniła moja mama.Byłam tak osłabiona, że nie byłam w stanie sama trzymać słuchawki telefonu.Pielęgniarka stała obok łóżka i trzymała mi ja przy uchu.Sił starczyło tylko na tyle by powiedzieć, że jestem zmęczona a dzieci są zdrowe.Po paru minutach zadzwonił mąż.Pielęgniarka starała się mu wytłumaczyć, że nie jestem teraz w stanie rozmawiać ze względu na bardzo złe samopoczucie.Nalegał.Pielęgniarka znów przyłożyła mi słuchawkę do ucha.Pierwsze słowa , które usłyszałam to zarzut, że nie chce z nim rozmawiać, że pewnie już go nie chce.Gdy mam już dzieci to teraz go zostawię.Nie miałam siły by coś powiedzieć.Jego słowa słyszałam jakby z oddali.Ciało było sparaliżowane ze znieczulenia a ja czułam się nagle jakbym zesztywniała.Chciałam krzyknąć, że to nie jest prawda ,chciałam powiedzieć cisza. Chciałam by pielęgniarka zabrała telefon…nie mogłam nic.Słuchałam…Dopiero gdy pielęgniarka zobaczyła jak łzy spływają mi po policzkach zabrała słuchawkę.Usnęłam.Następnego dnia rano kazano mi wstać z łóżka i rozruszać się.Poszłam umyć się do łazienki.Na trzecia dobę złapały mnie ogromne bóle po punkcyjne.Przewieziono mnie również do sali gdzie mogłam być z dziećmi.Na szczęście dzieci były zdrowe i gotowe do wyjścia do domu w przeciwieństwie do mojej do osoby.Bóle po punkcyjne były coraz większe.Nie mogłam nawet wstać do ubikacji by oddać potrzeby fizjologiczne.Nie byłam w stanie opiekować się dziećmi.Nie jadłam prawie nic.Dostałam wysokiej temperatury ok 39 a 40 stopni.Mdlałam.Osłabienie było tak silne że nie wstawałam z łóżka prawie w ogóle.Zadzwoniłam w nocy do mamy że ja chyba już umieram.Do męża też wykonałam telefon ale spał pijany.Mama widząc że jest ze mną już bardzo źle z samego rano poszła do ordynatora oddziału.Zrobiono mi badania.Wyniki pokazały że mam 28 % krwi.Rana na podbrzuszu też się nie chciała goić.Zaczęto dopiero wtedy podawać mi leki. kroplówki.Żyły pękały mi jak nitka.Podjęłam decyzję że muszę z stąd wyjść na własne żądanie.Wiedziałam że psychicznie tu już nie wytrzymam.Ordynator oddziału zakazał mi kategorycznie wyjścia do domu.Próbował mi tłumaczyć że wyjdę i trafie tu za dobę jeszcze w gorszym stanie.Nie zmieniłam zdania.Podpisałam wszystkie potrzebne dokumenty i opuściłam szpital.Nie było to jednak łatwe.Dwoje dzieci i ja , które trzeba nieść. cdn

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.II

przez , 17.sie.2010, w Życie

17.08.2010 wtorek

Dzień ślubu,to dzień piękny, niezapomniany. Dzień , w którym jesteśmy bardzo szczęśliwi.Dzień, który pozostanie w naszym myślach i sercach na zawsze.
Czy mój ślub też był taki ? Gdy składałam słowa przysięgi mój język był jakby zamrożony.Po wyjściu z urzędu stanu cywilnego usłyszałam słowa od swojego męża:
„teraz już jesteś tylko moja…”Wtedy zabrzmiało to miło. Jednak szybko przekonałam się o znaczeniu tego zdania. Dziś z perspektywy czasu jestem szczęśliwa, że ślub mieliśmy tylko cywilny. Ogólnie ceremonia była w rodzinnym gronie.Moje samopoczucie nie było najlepsze więc ledwo co dotarłam do samego końca. Zawsze marzyłam o skromnym ślubie połączonym z wyjazdem.Niestety nie mogłam spełnić swoich marzeń.Jednak plan był taki, że po urodzeniu się dzieci mieliśmy wziąć ślub kościelny i wyjechać na parę dni.
Mój mąż z dnia na dzień stawał się coraz gorszy.Śledził mnie, przeszukiwał moje rzeczy.Prawie nigdy nie wychodziłam z domu sama.Jedyną trasę jaką pokonywałam samodzielnie, to była droga do szkoły codziennie rano.Siedziałam godzinami w ławce szkolnej z wielkim brzuchem.Z trudem udawało mi się doczekać końca lekcji.  Jednak nie poddawałam się.Bardzo chciałam skończyć szkołę.Nie zawieść rodziców.Pragnęłam by byli ze mnie dumni .Niektórzy nauczycieli pomagali mi.Pytali mnie wcześniej na wszelki wypadek gdybym rodziła wcześniej.Planowany termin porodu był na czerwiec.Znaleźli się i tacy nauczyciele co bardzo dokuczali mi.Pani z języka polskiego w swoich wykładach często wracała do tematu mojej osoby i ciąży.Przedmiot historii nie był łatwiejszy.Pamiętam jak miałam zaliczyć przygotowany materiał z historii. Byłam wtedy pod koniec ósmego miesiąca ciąży.Było mi bardzo ciężko.Maj był wyjątkowo ciepły.Poprosiłam czy mogłabym zdawać w pozycji siedzącej.Nauczycielka zabroniła mi.Stałam.Ból był okropny.Łzy spływały mi po policzkach ale zdałam i byłam z siebie zadowolona.
Mój mąż rozliczał mnie z każdej minuty dnia.Tłumaczył że się o mnie martwi i bardzo mnie kocha.Musiałam pozbyć się wszystkich pamiątek .Adresy znajomych, zdjęcia.Musiałam „wyrzucić” całe „poprzednie ” życie.Każdy najmniejszy sprzeciw kończył się okropną awanturą.Musiałam podporządkować się całkowicie.Zazdrość stawała się coraz większa.Nie mogłam mówić”cześć” napotkanym kolegom, a nawet i niektórym koleżankom.Gdy tylko złamałam zasadę dochodziło do scen wyrzucania obrączek, niszczenia przedmiotów w domu.Coraz częściej słyszałam zwątpienia czy to są jego dzieci.Tak bardzo mnie to bolało.Po opadniętych emocjach przepraszał, płakał  i błagał o wybaczenie.Kochałam go bardzo mocno więc przestawałam się gniewać.Obiecywał poprawę.Coraz częściej obawiałam się o stan zdrowia moich dzieci.Przecież byłam w ciąży.Kobieta potrzebuje spokoju, odpoczynku, wsparcia.Ja miałam codzienne awantury.
Byłam w ósmym miesiącu ciąży.Szliśmy sobie na spacer.Jakiś mężczyzna, przechodzący obok nas podobno popatrzył na mnie.Wtedy się zaczęło…krzyczał ,że to moja wina zapewne go sprowokowałam.Szarpnął za mój łańcuszek na szyi tak mocno, że go zerwał pozostawiając przecięty ślad na mojej szyi. Następnie popchną mnie tak mocno, że prawie upadłam na brzuch.Udało mi się utrzymać równowagę.Krzyczał że jak nie przeproszę i nie obiecam poprawy to skopie mnie po brzuchu.Nie mogłam uwierzyć.Przepraszałam prawie  na kolanach.Nie chciałam by skrzywdził moje dzieci.Po czym znów przepraszał i tłumaczył, że to miłość.Wtedy wierzyłam.Coraz częściej pod różnymi pretekstami chodziłam sama spać do rodziców. Moi rodzice o większej części kłótni nie wiedzieli. Rozmawiali z moim mężem by trochę uspokoił się.Natomiast rodzice mojego męża  mieli to gdzieś.Sądzili chyba, że to tylko nasza sprawa i musimy się dotrzeć.Chciałam doczekać do końca ciąży. Łudziłam się, że jak urodzę to się wszystko zmieni. cdn

Zostaw komentarz więcej...

Przeszłość cz.I

przez , 11.sie.2010, w Życie

11.08.2010 środa
Mam 30 lat….i sporo doświadczeń za sobą, którymi podzielę się z Wami……..być może opowieść ta stanie się dla kogoś małą wskazówką…..podpowiedzią…..
Każdy w życiu miewa lepsze i gorsze dni.Jednak zdarzają  się i takie, których nigdy byśmy nie chcieli przeżyć.Ja takich momentów miałam kilka.Ktoś powiedział:” co Cię nie zabije, to Cię wzmocni…”.Dziś z perspektywy czasu wiem, że jest  to prawda.Czasami trzeba przejść piekło, by docenić, zrozumieć co jest dobre, a co złe.By wiedzieć, co nie należy czynić innym.Każda łza uczy nas jakiejś prawdy.
Ktoś z Was może powiedzieć-fajnie się mówi.Wiem co znaczy czuć gniew, niemoc, bezsilność.Wiem jak to jest czuć się przypartym do muru.Wiem jak to jest płakać po nocach, tęsknić.Wiem jak czuje się człowiek, którego pozbawiono szacunku, godności.Wiem jak to jest zadawać sobie i Bogu pytanie…”ile nas będziesz jeszcze doświadczał…krzyczeć dość,tłumaczysz ,że już wiesz….a tu nic tylko cierpienie,zwątpienie w wiarę,w ludzi i w siebie.Wiem, że jednak pomimo całego zła i miliona wylanych łez, warto żyć i być twardym.Nawet po wielkim płaczu, łza potrafi zakwitnąć i zapachnieć.

Mój koszmar zaczął się w 1996r; miałam wtedy 16 lat.Był to etap randek,upadków i wzlotów.Beztroskie życie pełne towarzystwa, częstych wyjazdów. Byłam osobą nieśmiałą….
Wtedy poznałam jego…Zakochałam się ze wzajemnością.Kochałam i czułam się kochana.
Nie mogłam uwierzyć, że jestem taką szczęściarą.Byłam przekonana, że to jest ten…
Mijały dni, tygodnie i miesiące…było cudownie.
Był on starszy ode mnie o trzy lata.Coraz częściej wspominał o małżeństwie i dziecku.Bardzo tego pragnęłam. Jednak chciałam zaczekać do końca liceum.Byłam dopiero w 3 klasie.Przede mną była matura i obrana pracy dyplomowej. Potem studia.Dałam się jednak przekonać i zaszłam w ciążę.Moi rodzice przeżyli szok.Byli przekonani że przerwę szkołę.Próbowałam im wytłumaczyć, że ją skończę.Wkrótce przekonali się, że jest to prawda.Pomimo mojego strasznego złego samopoczucia chodziłam do szkoły.Niektórzy nauczyciele nie pomagali mi.Byłam traktowana jak wszyscy a nawet i gorzej.Obiecałam sobie że dam rade i skończę ją dla siebie,rodziców i przyszłego dziecka.Pragnęłam by wszyscy byli ze mnie dumni.Chciałam aby rodzice nie musieli nigdy wstydzić się swojej córki.Przetrwałam najgorsze cztery miesiące ciąży.Miesiące na ciągłych wymiotach i bólach.Mój kochany był przy mnie w dzień i w nocy.Widziałam oraz czułam że się o mnie martwi.
Jednak wybiegłam troszkę do przodu.Moje samopoczucie było tak strasznie złe, że moja pani ginekolog wysłała mnie w 2 miesiącu ciąży na USG by upewnić czy wszystko jest ok.Wtedy dowiedziałam się, że jest to ciąża bliźniacza.Podwójny szok.Zrozumiałam że teraz już nie będzie tak jak zaplanowałam ,tylko o wiele trudniej.Ukochany przyjął wiadomość raczej radośnie. Jednak zauważyłam , że trochę się przestraszył ale zapewniał, że wszystko będzie dobrze.Nasi rodzice pomagali nam.Mieszkaliśmy raz u mnie a raz u niego.Nie mieliśmy swojego mieszkania.Gdy byłam w 6 miesiącu ciąży wzieliśmy ślub cywilny.W tym pięknym dniu usłyszałam” teraz to już jesteś tylko moja” byłam jego ciałem i sercem. Od tego dnia zaczęły się problemy. Skończyło się piękne i cudowne życie.Mój ukochany stał się zazdrosnym, leniwym tyranem. cdn

Zostaw komentarz więcej...